Czytasz pamiętnik wybitnego absolwenta Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, stypendysty Martin Luther Universität. Podziwiany po obu stronach Odry za przymioty intelektu i charakteru, teraz wegetuje w norze, która zabija go na wiele sposobów, a gdzieś tam w równie nieludzkich warunkach umiera jego matka.
RSS
niedziela, 20 maja 2012

Huczne obchody Dni Polkowic

 

Wczoraj około godz. 3 nad ranem coś z hukiem uderzyło w moje drzwi. Okazało się, że był to sąsiad, ten z domu dziecka. Gówniarz był tak ubzdryngolony, że rymnął jak długi prosto na moje drzwi. Potem podczołgał się pod swoje i na klęczkach starał się umieścić klucz w zamku, wciąż osuwając się na posadzkę. Gdy po kilku minutach wtoczył się do mieszkania, myślałem, że zapanuje spokój, ale nie mogłem się bardziej pomylić, gdyż aż do piątej ktoś wchodził i wychodził, trzaskając drzwiami i zawzięcie dyskutując. Szczególnie znajomy wydał mi się głos kobiety w średnim wieku, która jest u sąsiadów stałym bywalcem. Ma ona nawet własny klucz do ich lokalu. Jest to prawdopodobnie ta sama osóbka, która zaatakowała nas (ciocię i mnie), gdy próbowaliśmy zdyscyplinować chłystka i skłonić go do tego, by słuchał ciszej tej swojej „muzyki”. Co łączy 35-40-letnią kobietę z chłopaczyną z domu dziecka? Z pewnością nie pokrewieństwo, choć wiekowo mogłaby być jego matką.

 

Teraz hołota odsypia nocne pijatyki, a ja boję się gęstniejącego upału i tego, że lada moment znów zabrzmi „upma umpa”. Od ciągłego noszenia zatyczek w uszach pogłębia mi się stan zapalny. Ze względu na przewlekle chore błony śluzowe gardła i nosa powinienem mieć przez cały czas otwarte okno, ale boję się hałasu, więc otwieram je tylko w nocy, najwyżej na kilkanaście minut, żeby przewietrzyć pomieszczenie. Wysoka temperatura prawdopodobnie zmusi mnie dziś do włączenia klimatyzacji, a mam niewyleczone zatoki i oskrzela.

 

Moje życie nie przedstawia już dla mnie żadnej wartości. Mój każdy dzień jest męczarnią ponad siły. Przełyk, nos, gardło i zatoki męczą mnie tak, że już wszystko mi obrzydło. Do tego dochodzi lęk przed upałami i samotność, o której nie zapominam ani na sekundę. Świadomość, że wegetuję w środowisku, jakim brzydziłem się już w dzieciństwie, powoduje nieznośny dyskomfort. Uczniowie wypytują, dlaczego tu mieszkam, a ja muszę kręcić i zmyślać, bo wstydzę się powiedzieć prawdę, mimo że nie obciąża ona mnie, lecz Urząd Gminy Polkowice. Od ukończenia studiów w 1994 roku żyłem za 50 złotych dziennie, ale teraz to już niewykonalne. Galopująca inflacja i szybko pogarszający się stan zdrowia sprawiają, że muszę mieć codziennie 100 zł w portfelu, aby bezstresowo zrobić zakupy. Jeśli dysponuję mniejszą kwotą (a to zdarza się coraz częściej), muszę się głowić, z czego w danym dniu zrezygnować: z obiadu, leków czy kolacji (śniadań nie jem ze względów organizacyjnych).

 

Przez całe życie czekam na życie – czy ono kiedyś nadejdzie? Zabierzcie mnie stąd do normalnego, przytulnego domu! Chcę przynajmniej ostatnie chwile przeżyć jak człowiek.

15:16, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »

Korespondencja z Panią Marią (archiwum)

 

Dobry wieczor!....01.43

Odwiedzilam moje dziecko dzisiaj i jak zwykle jest mi bardzo smutno, rzewnie i specyficznie radosnie...
Bardzo jest zajety praca, ale jest tak milym, dobrym chlopakiem i kocha bardzo swoja corke, i jest odpowiedzialny bardzo za wszystkie swoje zobowiazania w pracy, ze jest ciagle zajety.
Przygotowuje tez sie do doktoratu studiujac okreslone przedmioty, jako, ze nie bardzo ma ochote juz zostawic prace bo maja 2,5-milionowy kredyt na mieszkanie-dom i trzeba to jednak splacac....
 
Ja wiem, ze jest Panu bardzo ciezko i rozumiem Pana, tak mi sie wydaje...
Jednak obcy ludzie, mowie tutaj o wielu innych ludziach, wiekszosc zwyklych smiertelnikow nie wie co to fobia spoleczna i kazdy uwaza, ze moglby Pan sie wziac w garsc i sie przemoc i pomoc mamie chociazby teraz, chociazby ja odwiedzic...Bo przeciez mame Pan zna i sie jej nie boi. Ludzie nie uwierza Panu, ze mozna udzielac korepetycji, ze mozna wyjezdzac na wakacje czy swieta do Jeleniej Gory, Torunia czy nad morze a nie mozna dojechac do mamy.
Mysle, ze to ma (…) na mysli kiedy prosi aby Pan nie pisal o wszystkim na blogu...pewnie musi wysluchiwac uszczypliwych komentarzy o tej sytuacji od wszystkich znajomych, ktorzy ten blog znaja.
Lepiej jest byc milym dla tych, ktorzy pomagaja mamie. To taka praktyczna rada dotyczaca wspolzycia z innymi. Nie ma ludzi bez wad, nie ma ludzi reagujacych tylko wlasciwie i nie ma ludzi, ktorzy przedkladaliby cudze dobro nad dobro np. swoich dzieci...

Ze los nas nierowno obdarzyl mozliwosciami jest niesprawiedliwe, ale nie mozna z tym nic zrobic.
Znow musze powiedziec, ze kazdy czlowiek jest zawsze sam ze wszystkimi swoimi bolaczkami...
Ja to znam z wlasnego doswiadczenia i teraz widze wszystkie moje bledy i naprawde zaluje, ze zmarnowalam tyle czasu tutaj. Wszystko czego moglabym doczekac na starosc zostalo zniszczone przez tutejsza sluzbe zdrowia i glowa muru nie przebije.
Plakac mi sie chce ciagle jak tylko o tym pomysle...a mysle ciagle niestety...
Nie jest to nic wzmacniajacego dla Pana ale niech Pan pomysli, ze innym nie jest najlatwiej...ze sa ludzie, ktorzy cierpia, choc moze nie widac tego gdy sie ich spotyka na ulicy.

Panie Marcinie niech Pan napisze kilka slow jak Pan sie czuje i jak Pan planuje swoje wakacje.  W sytuacji Panskiej chyba narazie najsensowniejsze jest pozostanie w domu i utrzymywanie kontaktu z mama i ta (...)....narazie dopoki sie mamie samopoczucie/zdrowie troche nie poprawi.
Niech Pan mi napisze co chcialby Pan abym skomentowala na blogu...ktory wpis...ja nie moge znalezc tego co by potrzebowalo mojego komentarza. Niech Pan mi to napisze.
Niech Pan sprobuje odpisac wtedy kiedy Pan bedzie mial sile na to. Dobranoc. Jestesmy w kontakcie...Mf

 Czuję się fatalnie. Nie mam ochoty nigdzie wyjeżdżać, bo w samotności nie wypoczywam, tylko męczę się i tracę pieniądze, jeśli jednak będzie hałas, to nie pozostawi mi wyboru. Mama dziś nic nie miała w ustach, bo opiekunka miała wolne, a sąsiedzi nie pamiętali.

 Może Pani skomentować choćby ostatni wpis.

 Pozdrawiam

M.

 Panie Marcinie, pozwolilam sobie , mimo wszystko, wyslac nastepny list do p dyr sopockiego Mopsu. Niech Pan zerknie na ten tekst.
Wiem, ze gamoni i ludzi ze zla wola jest wszedzie wystarczajaco duzo...
Nic innego nie zostaje czlowiekowi jak brac sprawy w swoje rece, niezaleznie od tego jak silne te rece zdaja sie byc. Jesli tylko ma sie odrobine rozeznania w zyciu to, niestety, a moze stety, musi sie czlowiek stac swoim wlasnym przyjacielem, menadzerem, matka i ojcem....

Nie napisalam do Panskiego kolegi jeszcze bo mialam zakonczenie szkoly na glowie i konferencje. Jeszcze w poniedzialek musze wejsc do kancelarii szkoly aby zarchiwizowac dokumenty tych uczniow, ktorzy ukonczyli klase dziewiata.

Co u Pana, prosze napisac kilka zdan. Ja jestem w Warszawie w Panskiej sprawie 9 sierpnia, tzn w tym ministerstwie. Dotad musimy wyslac podanie do nich i dokumenty. Mysle juz, ze w 100% skoncentruje sie nad tym w poniedzialek wieczorem kiedy juz nic szkolnego nie bedzie zaprzatac mojej glowy.

Chcialby Pan byc np z MK wWarszawie jakis czas...nic Pan na ten temat mi nie powiedzial...czy mam go przekonywac abyscie sie dogadali i postanowili tam pojechac? Wszedzie sa schroniska nawet zbyt drogie....Na Smolnej w Warszawie jest, uwazam, juz za drogo. ale nawet schroniska maja jedno i dwuosobowe pokoje. Obecne schroniska to hostele, to juz treche lepsza historia niz za dawnych czasow...
Pozdrawiam Mf

 


 Szanowna Pani Dyrektor!
10 czerwca po naszej rozmowie i zgodnie z tym co postanowilysmy wyslalam do Pani list, ktory dolaczam pod tym obecnym.
Rozumiem oczywiscie jesli Wasza odpowiedz jest negatywna....ale jest mi przykro byc tak potraktowana tzn tylko milczeniem.
Wiem, ze o wielu, wielu instytucjach w Polsce mowi sie, ze maja adres mailowy ale, ze albo nie potrafia, albo nie chca go uzywac gdy uznaja, ze nie musza odpowiadac.

No coz, nie moge przeciez nic innego zrobic, jedyne co mi pozostaje to zyczyc Wam powodzenia i opanowania poczty elektronicznej w kontaktach z ludzmi.
Z powazaniem
Maria F.
Szwecja, Malmoe 23 czerwca 2011.

 Nie wiem, czy ma sens kogokolwiek do czegokolwiek namawiać. Sama Pani powiedziała, że on jest młody (choć ja od 24 roku życia czuję się stary) i może sobie znaleźć inne towarzystwo. Niewykluczone, że już to zrobił. Ja przestałem za nim nadążać. Jeśli Pani dokładnie poczyta jego listy, to zobaczy Pani, że sam kiedyś dużo mówił o spotkaniu, potem mu się odwidziało, potem znowu chciał, a teraz najwyraźniej znowu nie chce…

 M.

 Panie Marcinie w tej sytuacji widzi Pan sam, ze mame trzeba umiescic w domu dla przewlekle chorych, dla starszych i chorych. To nie nazywa sie przytulkiem. Nikt jeden sam sobie z taka chora nie poradzi, nikt...chyba, ze Pan chcialby sam sie nia zajac...ale mysle, ze Pan tego nie chce ani nie jest w stanie.... TO NIE WCHODZI W RACHUBĘ, ANI W PRZYPADKU MAMY, ANI W MOIM. OBOJE WOLELIBYŚMY UMRZEĆ, NIŻ ZNALEŹĆ SIĘ W TAKIM MIEJSCU. Dziesiejszy dzień poświęciliśmy z ciocią na utrącanie inicjatyw UG, który chciałby się pozbyć mamy lekkim kosztem i wtrącić ją do przytułku. Musiałem mamę długo uspokajać, że nie trafi ponownie do miejsca, z którego cudem uszła z życiem w 1995, a które wciąż śni jej się po nocach.

Wiem co Pan powie, ale my tez bedziemy gdzies umieszczeni...takie jest zycie.
dlatego moze niech Pan za wszelka cene nie bedzie zadajacy w tonie w tych swoich wszystkich pismach i nawet listach prywatnych a raczej mily i wdzieczny. Na to wszystko nie ma innego rozwiazania...nawet w Szw, ktora Pan tak kocha sa ludzie zle traktowani, przywiazywani latami do krzesla, a pomoce odwiedzajace w domu to czesto tylko taka pomoc na chwilke, czesto to cyrk poprostu. Lepiej aby chorzy byli jednak dogladani dobe na okraglo i wtedy musi to byc grupowe mieszkanie. Takie jest zycie.
Ze wszystko mozna dyskutowac i wszystko mozna wykonywac lepiej...to jeszcze inna sprawa. Trzeba wierzyc, ze nie bedzie najgorzej w tym ewentualnym domu dla chorych, starszych ludzi.
Pan sobie inaczej ze wszystkim nie poradzi sam. Lepiej byc milym dla personelu i odwiedzic mame tam niz ma sama lezec w domu....
Ja przechodzilam podobne tortury, bardzo podobne...
Pozdr Mf

 Napisalam komentarz pod komentarzem innego czytelnika...nie wiem, czy Panu tym moim komentarzem nie zaszkodzilam wrecz. no ale trudno...
Panie Marcinie niech Pan nie rozpacza, niech Pan mimo wszystko rozmawia z domami opieki niekoniecznie tylko tym, w ktorym byla mama przedtem. To bylo bardzo dawno temu...jednak zycie sie troche zmienilo. Jednak EU cos zmienilo w sprawach chociazby bytowych.

Popatrzylam na necie na         www.opieka.continuumcare.pl

ale jest to profesjonalna opieka w domu dla osob starszych na terenie warszawy i okolic

Jednak jest mozliwe zapytac sie ich o rade, poprosic o jakies jurydyczne wyjasnienia...
Sluchalam kiedys tego lekarza, ktory zainicjowal te dzialalnosc i zdaje mi sie, ze ta forma rozwinela sie w ciagu ostatnich kilku lat...nie jestem pewna, ale...

Poza tym sa jakies inne domy opieki dla ludzi starszych.

Wyczytalam tez, ze   http://dom-zielone-wzgorze.pl
jest pensjonatem, ktory otworzy swoje lokale w pazdzierniku.

Wiem, ze to wszystko sa prywatne historie ale moze mozna byloby do nich napisac i dowiedziec sie jak to funkcjonuje i kto za to placi, czy maja jakas umowe z NFZ i wszystkie takie sprawy...
Mozna poprostu udawac, ze sie jest zainteresowanym ich opcja i zbadac jak to wyglada.

Panie Marcinie, ja zawiodlam sie bardzo tutaj na opiece dla mojej mamy tez, nawet zabralam ja do domu z takiego domu opieki dla seniorow tutaj, tak bardzo bylam zawiedziona...a potem za jakis dluzszy czas czekalam z nia na pogotowiu 6 godzin do god 1-szej w nocy i mimo, ze ja przyjeli, to nie wezwali do niej lekarza w nocy, a ja nie zostalam bo o 7 rano musialam wstac, bo nazajutrz zaczynala sie szkola po wakacjach. Prosilam ich, a byla tam nawet polskomowiaca pielegniarka o zawiadomienie mnie nawet w nocy gdyby cos sie dzialo...prawdopodobnie dzialo sie, bo moja mama chodzila niespokojna cala noc, pewnie nie mogla oddychac, nie mogla nabierac wystarczajaco duzo tlenu...i po sniadaniu polozyla sie i....bylo to ostatnie jej sniadanie...
Nie podano jej nawet jedzenia bez cukru, ktore ja zostawilam, tzn jogurtu jako podstawy w sniadaniu, lecz super slodki jogurtopodobny napoj nie dla diabetykow...
Prawdopodobnie miala niewydolnosc krazenia i wkoncu jakas silna arytmia zakonczyla to wszystko.Jest mi bardzo smutno kiedy mysle o niej, a mysle b czesto.

Dlatego wiem jak Pan moze sie czuc, mniej wiecej...ale jednak.
wiem, ze sobie Pan nie poradzi z mama w jej domu. Gmina nie musi zorganizowac pomocy tak, ze mama ma lezec tam sama a ludzie maja przychodzic do niej tylko. Taka decyzje prawna sa w stanie podjac i nic tego nie zmieni.
Obiektywnie patrzac na to, to przeciez mama potrzebuje aby zima bylo cieplo, aby byla woda biezaca ciepla kiedy ja ludzie beda myli...Pan musi to zaakceptowac i zrozumiec, ze trzeba sie starac komunikowac z ludzmi nie wytrzasajac im ciagle bledow nawet jesli Pan ma racje, ale to nie sluzy polepszaniu relacji. Lepiej juz napisac teraz do Gminy list grzeczny i proszacy o zrozumienie i wsparcie, do burmistrza nawet...
Pozdrawiam...Mf
Niech Pan zerknie w komentarze i moze sam nie komentuje tego komentarza albo jesli, to jakims krotkim zdaniem, ze "ja juz nie mam sily na nic"


A z innej beczki- czy przenioslby Pan sie do Lodzi gdyby jakies godziwe mieszkanie znalazlo sie w kamienicy, tam gdzie dostaje Pan staly meldunek i umowe mieszkania na czas nieokreslony?
Czy odwazylby sie Pan zyc gdzies dalej od cioci Ani?
Ja mysle, ze pewnie taka decyzja jest zbyt trudna dla Pana.
Nie mowie, ze musi Pan robic to teraz, kiedy z mama sa takie problemy. Moze wszystko z czasem sie polepszy i ulozy jakos lepiej. tego Panu zycze. Mf

 

 

 

 

 

 

02:57, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 maja 2012

Noblesse oblige?

 W Niemczech przyjęte jest, że na każdy list się odpowiada. W Polsce to jeszcze długo nie będzie normą. Nawet Steffen Möller zaliczył ten fakt do polskich osobliwości. Choć znam ten kraj znacznie dłużej niż on, też nie przestaje mnie to dziwić.

Pan Profesor Grzegorz Wallner z Lublina, z którym koresponduję od kilku lat, zawsze odpowiada na moje listy. Jego koledzy z Poznania i Warszawy, do których zwróciłem się listownie z prośbą o hospitalizację i operację, uparcie milczą. To smutne, że nawet tytuł naukowy do niczego już nie zobowiązuje…

 

Moja najnowsza korespondencja z Panem Profesorem Grzegorzem Wallnerem

 Szanowny Panie Profesorze,

 nazywam się Marcin E., kiedyś już miałem przyjemność korespondować z Panem – było to kilka lat temu. Byłem nawet zapisany w kolejce do hospitalizacji w Pańskiej klinice, ale stchórzyłem, ponieważ bardzo boję się zabiegów inwazyjnych. Teraz moje struny głowowe są w takim stanie, że wstydzę się mówić, a głos to moje narzędzie pracy. Nie mam klasycznych objawów refluksu, tzn. treść pokarmowa nie cofa się do przełyku, lecz sam kwas. Leczenie farmakologiczne i spanie z uniesioną głową (w nocy jest najgorzej) nic nie daje. Rano budzę się z uczuciem "oparzenia" gardła i jamy ustnej, przez kilka godzin muszę "rozgrzewać" struny głowowe, żeby móc jako tako mówić. Poza gastroskopią nie miałem żadnych badań w kierunku refluksu. Tak sobie myślę, że może ta metoda Stretta mogłaby mi ulżyć. Tak bardzo chciałbym jeszcze kiedyś normalnie żyć, nie bać się spać, mówić bez wysiłku i bez lęku. Może wybaczy mi Pan, że poprzednio nie stawiłem się do szpitala w umówionym terminie i zechce dać mi jeszcze jedną szansę? Najlepiej byłoby, gdybym mógł być hospitalizowany w wakacje, w przeciwnym razie mogę od września stracić środki do życia.

 Z poważaniem

 Marcin E.

 Niestety metoda Stretta nie jest w Europie wykonywana. jedyna rozsądną alternatywą jest zastanowienie się nad operacją - laparoskopową fundoplikacją sp. Nissena. Kontakt ze mną przez sekretariat Kliniki 81 53 241 27. Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi - byłem poza krajem.

z poważaniem

G. Wallner

 

 

03:09, narcyzpierwszy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 maja 2012

17.05.1998-17.05.2012

 

02:38, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 maja 2012

Witaj Marcinie

Ja kładę się jutro rano. Zabieg planują 17 lub 18 z rana. Tak się dziś dowiedziałem, kiedy poszedłem po wszystkie niezbędne kwity, aby mnie przyjęli na oddział.

Jeśli zabieg pójdzie ok. to może w następną sobotę już będę w domu. Zależy to jednak od tego jak się wszystko będzie goiło i jeśli nie będzie żadnych komplikacji.

Boję się tej operacji, ponieważ jest tzw. wysokiego ryzyka, ale z drugiej strony nie mam innej alternatywy.

Ale z tym nigdy nic nie wiadomo. Wiesz, bardzo się martwię o te twoje zatoki, o stan zdrowia. Kurczę, jak to jest że nie mogą Ci tego zrobić szybciej, skoro u nas się dałoby !!! Czy to kwestia ile dać w łapę u ciebie ???!!! :-( Dbaj o siebie, nie jedz lodów, ponieważ rzeczywiście nie służą chyba w tym stanie twojemu zdrowiu.

 

Witaj,

 nie wiem, czy przeczytasz to przed operacją. Pewnie jesteś już w szpitalu. Niech Bóg ma Cię w swojej opiece.

 Ne dam rady dziś dużo napisać. W nocy męczyła mnie wysoka temperatura i kaszel. Po co skusiłem się na tego przeklętego loda?! Na dworze jest zimno i wietrznie, trochę boję się wychodzić, ale nie mam innego wyjścia - samo się nic nie zrobi.

 Napisz, jak będziesz już w domu!

 Trzymaj się!

 M.

 Dobry wieczór!

 Trochę dziwna ta nasza znajomość. Poznaliśmy się, kiedy cieszyłeś się, że wracasz do zdrowia. Potem wykryto u Ciebie raka. Jeszcze nigdy żadnemu obcemu człowiekowi nie życzyłem tak gorąco, by pokonał chorobę, jak życzę Tobie.

 Z tym przeziębieniem jestem sam sobie winien. Kto to widział, by tak łapczywie jeść loda, gdy jest się zgrzanym?! Sądziłem, że skoro przyjmuję cztery preparaty na uodpornienie, to już wszystko mi wolno. Człowiek uczy się przez całe życie. Krzyczę na mamę, że nie umie o siebie dbać, a postępuję tak samo nieodpowiedzialnie jak ona.

 Może masz rację, że łapówka rozwiązałaby problem, tyle że ja nie mam pojęcia, jak się ją proponuje. Jeszcze by się ktoś poczuł urażony i złożył na mnie doniesienie. W Twoim przypadku leczenie wygląda wzorcowo. Kilkanaście dni temu dowiedziałeś się, że masz nowotwór, a już jurto jesteś operowany. Profesor nie zasłaniał się brakiem wolnych terminów, tylko bezzwłocznie Cię przyjął. Za tysiąc złotych zgodził się przejechać całą Polskę i asystować przy operacji. Ja też chętnie odżałowałbym tysiąc, gdyby to mogło nadać bieg mojemu leczeniu. Dziś jakaś klinika napisała mi, że mogę przyjechać na konsultację… 28 sierpnia. Chyba żartują! Od połowy sierpnia umieram ze strachu, czy znajdę wystarczająco dużo klientów, by przetrwać kolejny rok. Nic innego się dla mnie wtedy nie liczy. Albo pomogą mi od razu, albo niech se wsadzą taką pomoc. Jak mówi ciocia Ania, gdybym był takim Wałęsą albo Tuskiem, nie tak by mi nadskakiwali… Ten kraj jest bardziej chory niż ja.

 Czy Twój szwagier jest lekarzem w tym szpitalu, w którym będziesz operowany? Jeśli tak, to wspaniale się składa. Nie bałbym się żadnej operacji, gdybym miał wśród personelu znajomego lekarza, bo wiedziałbym, że to, co w ludzkiej mocy, zostanie zrobione, a reszta w ręku Boga.

 Marcin powiedział kiedyś, ze trzeba mieć w rodzinie lekarza i prawnika, aby czuć się bezpiecznie. Ja też to zawsze powtarzam. Po operacji wszczepienia bypassów ojciec Marcina umieszczony został na sali wraz z innymi pacjentami, którzy przeszli ten zabieg. Wszyscy otrzymywali tak samo wyglądające tabletki, ale tylko personel i sam zainteresowany wiedzieli, że mój były „teść” dostawał nowoczesny amerykański preparat, podczas gdy pozostali musieli zadowolić się tańszym i gorszym zamiennikiem. Tak wygląda w praktyce równość pacjentów…

 W jutrzejszym dniu będę myślami przy stole operacyjnym, mimo że wypada moja najtragiczniejsza rocznica.

 Pozdrawiam!

Marcin

 

23:16, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »

Korespondencja z Panią Marią (archiwum)

 

Sopot nie odpowiedzial nic. Moze tez tak byc, ze moj hotmail nie wchodzi w ich poczte..tak bylo u pewnej radcy prawnej w Warszawie, wchodzilo w jej spamy, poza tym nawet jesli wchodzi tnormalnie, to tez wcale nie musza odpowiedziec, a powiedziec moga, ze wlasnie nic nie przyszlo ode mnie...tak to jest z dowodami przez komputer...
Dziwne czasy mamy, dlatego wszyscy sie ciagle procesuja...np partie polityczne, tzn ich czlonkowie.... i gwiazdy filmowe, i celebryci...

 

 Panie Marcinie, jak Pan teraz mysli o wakacjach kiedy mama jest tak bardzo chora....
A moze pomieszkalby Pan w Slupsku albo w innym miasteczku blizej mamy?

Skontaktowalam sie z meskim akademikiem w Warszawie przy Zwirki i Wigury. To Ochota.
Maja 3 osobowe pokoje i miejsce w takim kosztuje 33 zl. W jednoosobowym kosztuje 86 zl.
Maja duzo miejsc mowila mi portierka i nawet nie rezerwuja bo moznaje dostac bez problemu, powiedziala.

Ja bym wybrala oczywiscie 3 osobowy poniewaz nie mam tez pieniedzy aby placic tak duzo za noclegi. Ale Pan pewnie nie chcialby w takim pokoju sie zatrzymac... Pani nie rozumie: 3-osobowy pokój jest dla ludzi, którzy przyjeżdżają we trojkę. Może go też wynająć jedna osoba, ale wtedy opłatę należy pomnożyć x 3. Natomiast nie ma takiej opacji, żeby dokwaterowali Pani 2 obce osoby! Akademik to nie schroniko! Bardzo chętnie zwiedziłbym Warszawę, bo widziałem Berlin, Pragę, Kopenhagę, a nie widziałem naszej stolicy, ale niestety nie mam z kim.
To jest dobra okolica, nawet na pieszo mozna dojsc do Srodmiescia, ale sa autobusy i tramwaje...mozna tam sobie ugotowac tez w kuchenkach akademickich. Nie wiem jaka jest tam higiena, ale mysle, ze do przezycia.
Ja chcialam porozmawiac z kierownikiem tego wlasnie akademika i zapytac sie czy mogliby Pana zakwaterowac w trojce, ale dokwaterowac nigdy kogos innego. A dlaczego nie? Chętnie pomieszkałbym z kimś ciekawym i wartościowym, ale tacy nie mieszkają w akademikach samotnie...
A swoja droga to moze by Pan poznal kogos milego. Tam bedzie hotel studencki letni i wtedy przyjezdzaja tam Niemcy, Rosjanie, Anglicy...Wiem, w Toruniu jest tak samo: mnóstwo turystów z całego świata, cudzociemcy uczący się języka polskiego w letniej szkole itd. Ja tam pracowalam w wakacje, choc to bylo dosc dawno temu,ale wlasnie tam i tam mialam swoj "sluzbowy" pokoj z druga pilotka wycieczek rosyjskich. Studenci z SGPiS-u pamietam kierowali tym. Stolowka pracowala na pelnych obrotach i jak pomysle, to  bylo super jedzonko-- gdy tak porownuje z dzisiejszymi glupimi, dziwnymi stolowkami, ktore juz tez na UW sprawdzilam.
Zwirki i Wigury to nie zadupie. To jest calkiem OK.

Ja mam byc w Warszawie 9 sierpnia w tym slawnym ministerstwie...moze by Pan pobyl tam z 10- 14 dni w sierpniu? Albo moze w lipcu? Juz 12 sierpnia mam ortopede w Lundzie a 15 czy ktoregos tam, w jakis piatek juz zaczynam prace.

Moze ten kierownik akademika znajdzie jakies rozwiazanie, a jesli nie to niech Pan sprobuje w takim trzyosobowym. Na pewno nie dokwateruja bo ludzie beda sie moze tez chcieli kwaterowac w osobnych pokojach i w ten sposob Pan by jakos przezyl...a poogladalby Pan Warszawe...maja Mozartowski festiwal i organowy festiwal - w kosciolach Starego Miasta i inne kulturalne rozrywki.

Gdy Pan przyoszczedzi na mieszkaniu to moze Pan zajrzec do pani Gessler na jakis posilek. Na Starym Miescie jest wiele restauracji, gzie maja specjalne "pakiety" tzn jakies propozycje zestawow dan  w okreslone dni. Jeszcze do niedawna miala Warszawa kilka prawdziwych barow mlecznych. Jeden z nich na Krakowskim Przedmiesciu naprzeciwko wydz Filozofii , soc i dziennikarstwa a skosnie rowniez naprzeciwko Akademii Sztuk Pieknych, ktora stoi naprzeciwko bramy Uniwersytetu W. Nazywal sie Akademicki :))

Ja wiem, ze Pan chcialby sie wyspac i miec spokoj...ale moze warto zaryzykowac mimo wszystko. Na dziesiec dni moge Panu oplacic taki pobyt...ale nie na wiecej :(( Zwiedzenie Warszawy mogłoby być ciekawą przygodą. Byle tylko nie natknąć się na Marcina...

Mysle o Pradze, skad jest bardzo, bardzo dobre polaczenie tramwajowe ( trasa W-Z 20 minut i juz jest Pan przy Zamku Krolewskim ) ze Starym Miastem a pomieszkac mozna w slynnym akademiku na Kickiego, gdzie chyba ceny sa podobne do Zwirki a moze nizsze...ale akademiki sa na uboczu, aczkolwiek blisko szpitala gdzie sie leczyl prezydent LK i jego mama - na Szaserow.
Ja bym tam chetnie pomieszkala...no ale Pan pewnie chce byc sam jeden za wszelka cene...

Warszawe warto zobaczyc latem , 10 dni, czy nawet 14... to moze byc interesujace.
Wisla, Wilanow, Krolikarnia, nowe osiedla, drogie, nowobogackich, opera, ale chyba zamknieta w wakacje oczywiscie.
Natomiast w Zamku Krolewskim sa tzw Muzyczne Ogrody- za darmo oglada sie filmy i slucha muzyki tak kalsycznej jak i innej...Np ja widzialam film o budowie Nowego Yorku..Wie Pani, że początkowo nazywał się Nowy Amsterdam? nie do wiary jak NY powstawal no i cos tam operowego, ale to byl film...juz nie pamietam...

Jest akademik Akademii Sztuk Pieknych przy Krakowskim, bardzo blisko Starego Miasta, nazywa sie Dziekanka... ale pewnie jest b drogi. O, to by było ciekawe! Pewnie nie jest droższy niż gdańska Sonata. Nigdzie w Polsce nie ma droższych akademików. PosprawdzamP
Zadzwonie do dziewczyn z Rodzin Nazaretanskich, moze ktos kto nie jest stary i sklerotyczny pozwoliby Panu pomieszkac w jakims swoim nieuzywanym mieszkaniu... popytam.

Kiedys znalam malarza pewnego, poznalismy sie tutaj i wiem, ze on mial wolna kawalerke...ale juz nawet zapomnialam jak sie nazywal...Boze....

Niech Pan cos napisze do mnie na ten temat, dobrze?  Niech Pan moze zaufa losowi i nie boi sie tak mocno dzielic pokoju z kims...

Kobiety sa moze przyjemniejsze w kontaktach, bo ja zawsze spotykam sympatyczne...Chociaz tez mam trudnosci z zasypianiem, ale kiedy wszyscy rano wychodza to ja zawsze ispie 2-3 godziny i dosc pozno wyciagam sie z domu.  Pozdrawiam, Mf

 

Pani Mario!

 Pani milczenie zaczyna mnie niepokoić. Czy jest Pani bardziej chora niż zwykle?

 Ja już tego wszystkiego nie wytrzymuję. Jestem ze szczegółami informowany, jak to u mamy „śmierdzi” i jak wszystkim zbiera się na wymioty. Podobno mamy „brudy” sprząta już niemal cała miejscowość. Czy gdybym ja komuś dobrowolnie pomagał, wytykałbym jego bliskim, że muszę – przepraszam za wyrażenie – wąchać jego gówna? Mama przez swoją nagłą chorobę stała się zależna od ludzi, a pośrednio także i ja, więc mogą się na nas wyżywać do woli. Podobno żaden post na moim blogu nie uchodzi uwagi mieszkańców okolicy. Co by nie mówić, mój dziennik przyczynił się do wzrostu statystyk czytelnictwa tamże. Czy mogłaby Pani częściej komentować moje posty i brać mamę i mnie w obronę? Pani umie dobierać takie mądre argumenty. Może coś do nich dotrze; może zrozumieją, że mama sobie tej choroby nie wybrała. Przecież nie wiedzą, co ich czeka na starość. Może też będą tonąć w gównach. Ale na tym nie koniec. Niech sobie Pani wystawi, że ktoś poczuł się zbulwersowany moim wpisem na blogu, w którym wyrażam radość z faktu, że mama odzyskała apetyt. To miałoby oznaczać dla mieszkańców więcej odchodów do wynoszenia!!! Da Pani wiarę?

 Od lat nie odwiedziłem mamy. Przyczyn jest kilka. Jedna z nich to taka, że bałem się, co tam zastanę. Teraz, kiedy mi opisują, jaka tam panuje Sodoma i Gomora, boję się jeszcze bardziej. Nie wiem, jak zareagowałaby moja psychika. Nie wiem, jak zachowałoby się moje ciało. A jeśli zwymiotuję i sprawię mamie przykrość? Jeśli nie wytrzymam tego smrodu, który tam rzekomo panuje, i wybiegnę jak oparzony?

 Cały czas są naciski, żebym przestał pisać bloga, a przecież on trzyma mnie przy życiu. Gdyby mogli, własnoręcznie zakneblowaliby mi usta.

 Mama  boi się, że za jej plecami podejmowane są działania zmierzające do umieszczenia jej w przytułku. Istotnie, dzieją się różne dziwne rzeczy.

 To wszystko mnie przerasta, dlatego dziś przez całą noc modliłem się o śmierć dla nas obojga.

 Pozdrawiam

 M.

 

23:09, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 maja 2012

Witaj

 
Ja radzę sobie jakoś, pierwszy stres minął. Dziś jadę do Gdańska do prof. na konsultację. Zobaczymy co powie. Jednakże, 17 maja zbliża się wielkimi krokami i skóra mi trochę cierpnie ze strachu. Ja być może jutro będę we Wrocku :-) ale jak mam Cię tam znaleźć ???

Witaj

Mam mieć konsultację u prof. z onkologii.Ale mi jeszcze nie potwierdził, czekam do wieczora, jak nie potwierdzi, to nie pojadę.

Gdybyś zgodził się operować w Olsztynie, już byś miał operację na dniach. Ale ty się jak ten osioł upierasz na Wrocław. Ja miałem tak samo jak ty z tą przegrodą nosową problem, byłem wiecznie chory i cholera wie, czy to nie jest skutek tego wszystkiego co mam teraz. Podobno długotrwałe stany zapalne, fatalnie wpływają na stan organizmu, a ja takie miałem przez naście lat :-(

Organizm, to nie śmietnik, czasem bym ci wlał na "gołą dupę" abyś nie był taki uparty. Może to by Cię zmobilizowało do działania he,he.

Miłego dnia.  

P.S. a myślałem, że jeśli pojadę, to Cię wreszcie poznam, a ty dajesz nogę :-(

 Witaj

Zgodził się operować, przyjedzie w środę do Olsztyna, moja Poliklinika MSWiA już się zgodziło aby asystował przy operacji. 
Mam duże ryzyko, ponieważ jest paskudnie  wrośnięty w naczynia krwionośne. Ponadto, istnieje też ryzyko naruszenia strun głosowych,a sam wiesz co to oznacza :-( Tym bardziej, że prowadzę zajęcia.

Te zmiany na jelicie grubym, jego zdaniem powinny dać się usunąć laserowo bez konieczności wyprowadzania stomii, to chyba najlepsza wiadomość !!!  Ale te zmiany w gardle, mogą na pewien czas spowodować konieczność założenia tzw. przetoki, tzn. rurki sztucznej w krtani. I będę sapał jak Lord Vader z Gwiezdnych Wojen. W każdym bądź razie, tak czy siak zostały mi tylko dwa do operacji,a mi skóra cierpnie ze strachu.

 Witaj

Konsultacja wraz ze zgodą na operację kosztowała 1000 zł. Ale ponoć jest to jeden z najlepszych fachowców od tego typu paskudztw. Muszę się ratować, choć czasem się zastanawiam dla kogo i po co :-(

Jestem wierzący, nawet bardzo ale nie w KK. Te dwie rzeczy wyraźnie oddzielam.

3ymaj się, Ja o Tobie bardzo często myślę.

Pozdrawiam W.

 Witaj

Źle mnie oceniasz, nie pojechałem na randkę. Pojechałem na konsultację do onkologa. Znanego dr nauk medycznych (…). Jestem tak naprawdę przerażony tym wszystkim.

Pozdrawiam W.

 

Witaj,

 no i nie powiedziałeś, po co jedziesz do tego Wrocławia… Może na randkę? :)

 Masz rację, każdy przewlekły stan zapalny może prowadzić do raka. Ja mam od kilku lat zapalenie gardła. Wygląda na to, że główną przyczyną jest refluks, ale czy jedyną? Bóg raczy wiedzieć.

 Ja się wcale nie upieram na Wrocław. Mój laryngolog wręcz twierdzi, że wrocławskie oddziały laryngologii prezentują bardzo niski poziom. Namawia mnie na operację w Poznaniu, bo to jego zdaniem wiodący ośrodek w Polsce, jeśli chodzi o mikrochirurgię otolaryngologiczną.

 Nie uważam, że znany ośrodek gwarantuje wysoki poziom świadczeń i nie działa na mnie magia nazwisk. Z własnego doświadczenia wiem, że niejeden magister filologii lepiej zna język niż profesor. Podobnie jest z medycyną. Do olsztyńskiego szpitala zniechęciło mnie to, że nie raczyli odpowiedzieć na kilka prostych pytań, które wysłałem do nich mailem. Jeśli nie chcą odpowiadać, to po co w ogóle zamieszczają adres na swojej stronie?

 Miłego pobytu we Wrocławiu! Kiedy wracasz? (…).

Jeśli zadowoli Cię moje towarzystwo, to możemy się zobaczyć w Toruniu, w którym zamierzam spędzić wakacje. Uprzedzam jednak, że dla ludzi, którzy żyją pełnią życia i są mocno zakorzenieni w tym świecie, mogę być nudny. Zresztą nie wiem, czy potrafię jeszcze rozmawiać z kimkolwiek. Tak dawno tego nie robiłem...

 Pozdrawiam

M.

 Tobie stawiają diagnozę i od razu masz konsultacje i operację. Choroba wiedziała, kogo wybrać. :) Mnie by nikt nie pomógł, choćbym umierał. Profesor z Poznania zgodził się mnie przyjąć dopiero 25 czerwca, a operacja będzie pewnie za kilkanaście miesięcy. Tymczasem laryngolog wczoraj powiedział, że trzeba jak najszybciej operować, bo do zatoki nie dochodzi powietrze i beztlenowce mogą się swobodnie rozmnażać, siejąc spustoszenie. Na razie jeszcze nie mam raka (chyba), ale przez brak leczenia też mogę umrzeć...

 Muszę się ratować, choć czasem się zastanawiam dla kogo i po co :-(

Przede wszystkim dla siebie! Sam mówisz, że dużo pracowałeś na swoją obecną pozycję. Poza tym dla mamy, żebyś mógł ją odwiedzić w kolejne urodziny. Oprócz złych wspomnień z ojcem, masz też przecież i dobre – z dziadkami. No i trochę dla mnie, bo nie chcę przez całe wakacje mówić do ściany.

Boli mnie gardło i jestem jakiś rozbity. Myślałem, że skoro zażywam tyle leków na uodpornienie, to mogę zjeść loda, ale się przeliczyłem. Przez te wszystkie choroby, a przede wszystkim przez nieleczone zatoki łapię co rusz infekcje.

Jak długo zostaniesz w szpitalu po operacji?

 

 

04:20, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 maja 2012

Drugi list do profesora laryngologii

 Dzień dobry,

 w dniu 19 kwietnia bieżącego roku wysłałem do Pana list polecony, w którym prosiłem o udzielnie mi pomocy. Przedstawiłem w nim w zarysie moją niezwykle skomplikowaną sytuację zdrowotną, zawodową, mieszkaniową i rodzinną, która sprawia, że mój przypadek jest wyjątkowy i pozbawiony precedensu. Do listu dołączyłem dokumentację medyczną, skierowanie do kliniki i kilka innych dokumentów, tak aby dać Panu w miarę kompleksowy i spójny obraz błędnego koła, w którym się miotam. Z przykrością stwierdzam, że do dnia dzisiejszego nie otrzymałem odpowiedzi.

 Ciało obce w zatoce szczękowej uniemożliwia mi funkcjonowanie, a obowiązków i zmartwień mam więcej niż większość ludzi. Każdy dzień mojego życia jest walką – o resztki zdrowia, o dach nad głową dla starej, ciężko chorej mamy, która ma tylko mnie; o bezpieczne mieszkanie dla siebie, o powrót do pracy zawodowej i naukowej, o finansowe utrzymanie się na powierzchni. Oprócz polipa w zatoce, wysychającego nosa, chronicznego zapalenia gardła i nawracającego zapalenia ucha środkowego dokucza mi kilkanaście schorzeń układu krążenia, oddechowego i pokarmowego, mimo to do tej pory jakoś dawałem sobie radę, jednak choroba zatok przelała czarę goryczy. W jej następstwie nasiliła się depresja, z którą zmagam się od wielu lat. Dopóki nie pozbędę się „intruza” z zatoki, żadne leki przeciwdepresyjne nie zdołają przynieść mi ulgi. Nie mogę pracować ani odpoczywać, gdy czuję stałe rozpieranie w zatoce. Nie mogę funkcjonować, wiedząc, że toczy mnie ciało obce, które może być tylko „niegroźnym” polipem, ale może też być czymś znacznie gorszym. Nie wyobrażam sobie, bym wytrzymał kilkanaście czy nawet kilka miesięcy oczekiwania na operację – to by mnie zabiło. Nie mogę sobie pozwolić na „luksus” przewlekłego chorowania, w przeciwnym razie całkowicie stracę kontrolę nad swoim życiem. Nie mam w zasadzie bliskich, więc mogę liczyć wyłącznie na siebie. I bez problemów z zatokami dźwigałem krzyż ponad siły jednego, słabego, ciężko doświadczonego przez los człowieka. Mimo silnej, paraliżującej fobii społecznej ukończyłem w wielkim stylu dwie renomowane uczelnie europejskie. Moi wykładowcy z obu stron Odry widzieli we mnie nadzieję Nauki. Jako profesor akademicki rozumie Pan zapewne, jak ważne jest, aby móc się realizować naukowo. Proszę nie pozwolić, by ten wysiłek, który włożyłem w zdobycie wykształcenia, został teraz zmarnowany z powodu spóźnionej interwencji chirurgicznej. Tylko rychła operacja może sprawić, że nie poddam się rozpaczy.

 Moja wysoce niepewna sytuacja sprawia, że jestem pełen obaw o przyszłość. Teraz do długiej listy moich lęków doszedł lęk przed operacją. Boję się ewentualnych powikłań pooperacyjnych, ale jeszcze bardziej lękam się następstw, jakie może spowodować odwleczenie zabiegu, dlatego chcę się mu poddać teraz, zanim stchórzę i depresja sprawi, że przestanie mi zależeć. Chcę to mieć jak najszybciej za sobą. Mój laryngolog orzekł przedwczoraj, że do mojej zatoki szczękowej nie dociera powietrze, zatem beztlenowce mogą się swobodnie rozwijać i siać spustoszenie. Leczenie farmakologiczne nie przyniosło rezultatów, dlatego powinno się możliwie szybko udrożnić ją chirurgicznie.

 Proszę o rychłą odpowiedź.

 

14:29, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »

Korespondencja z Panią Marią (archiwum)

 Panie Marcinie, czy jest juz mama w domu?
Wiem, ze to bardzo smutna sprawa, sama jezdzilam do Polski kiedy moja mama byla chora, przerywalam, rzucalam praktyke ktora byla zakonczeniem studiow, nikogo nie pytajac o pozwolenie...ale do szpitala zabierala ja moja kolezanka, ordynator tegoz.
To jednak nie wykluczylo bledu...mama miala niedocukrzenie i odchodzila od zmyslow kiedy ja odwiedzalam w szpitalu, a oni dawali jej uspakajace srodki...To okazala sie cukrzyca II.
Nie potrzebowala insuliny, ale przeszla przez pieklo...i z przyjazna opika...niestety, tak funkcjonuje sluzba zdrowia, ta normalna panstwowa...Nie ma moze wystarczajaco pieniedzy, ale tez nie ma wysttarczajaco duzo zatrudnionych...
Reumatyzm...ma wiele odmian i leczyc mozna zachowawczo tylko podobno.
Nie pojedzie Pan do mamy? Moze Pan jezdzic sam na wakacje, spotykac jednak ludzi i w autobusie i w recepcji a do domu nie pojedzie Pan? Na pewno by jej Pan pomogl.
Niech Pan sie na mnie nie zlosci...skoro czytam taki list, to nasuwaja mi sie pewne mysli...
Przeciez Pan moglby zaopiekowac sie wlasna matka przez wakacje tak jak opiekowal Pan sie mama Eli i sam Pan pisze, ze chcialby Pan opiekowac sie chorymi obcymi...to tez jest ryzyko i nie wiadomo jak tacy chorzy by Pana traktowali. Zawsze chory moze byc trudny...

Pani Maria komentuje list od Marka K.

 Moja germanistka z liceum też się przyznała, że dostała pracę tylko po znajomości i że opłacało się znać wicedyrektora jak czas pokazał...;-p Nic dziwnego, ze jest tylu beznadziejnych nauczycieli. Wielu pcha się do tego zawodu, bo myśli, że to ciepła państwowa posadka, z moze nienajlepszymi zarobkami, ale zawsze- wakacje, ferie itp. To przyciąga pewnie większość.

Tego tak naprawde nikt nie wie... To jest mozliwe co jest mozliwe a to co sie zdaje , to sie zdaje...

Jakby nauczyciel także w ferie i wakacje musiał siedzieć w szkole, to by pewnie już część zrezygnowała z wykonywania tego zawodu! Przecież wszyscy wiedzą, że tylko prawdziwy nauczyciel z powołania faktycznie przepracuje te 40 godzin tygodniowo, bo mu zależy, przygotowuje się do lekcji faktycznie itd. Większość jednak z pewnością nie przepracuje nawet 25 godzin.

U nas pracuje sie 24- 26 godzin 40 minutowych w tygodniu, je sie z dziecmi wiec nie jest to wolna przerwa i caly czas jest sie wywolywanym ze swoich przerw na ktorych tez trzeba zebrac sie jak tez ewentualne pomoce... Pensja nauczycieli szwedzkich jest duuuuuzo gorsza niz np niemieckich...

Mało to w mojej karierze szkolnej było nauczycieli, którzy robili teściki abcd, których sprawdzanie zajmowało chwilę, a w dodatku opracowali sobie jeden taki zestawik klasówek na początek, a później jechali na tym samym przez całe życie zawodowe? A już najlepiej to mają w-fiści- to dopiero nieroby. Jakie oni mają obowiązki? Rzucić piłkę i uważać by się nikomu nic nie stało? Bo oni to nawet głupich teścików zamkniętych robić nie muszą. I oni pracują 40h na tydzień?

 Wszyscy, jak jeden maz?Nie dotyczy WF-u jako przedmiotu zadne realizowanie planu lekcji, jakiegos programu? U nas tutaj, dziecko w podstawowce, ale stopnie sa dopiero w 8-ej klasie, czyli na Boze Narodzenie,  nie dostanie oceny zliczeniowej, pozytywnej, jesli nie umie plywac dos dlugiego odcinka i ratowac innego czlowieka, czyli przyplynac z nim do brzegu bodajze po 250 m...

 Przecież to śmiech na sali. Niech się tłumaczą jakimiś przygotowaniami do zawodów, organizowaniem imprez sportowych- ok, ale tego się nie robi cały rok, co tydzień, więc ile oni godzin przepracują w tygodniu? 18 po 45 minut? Jak im wyjdzie 20 zegarowych, to dobrze.... Przerwy to tez praca...oprocz wlasnej lunchowej...Tak być nie powinno. No i dlatego tak właśnie jest- że chociaż jest garstka nauczycieli z powołania i wszyscy mówią, że to niewdzięczny zawód, to jednak wielu tam się pcha, bo są leniami i postrzegają to jako fajną, lekką pracę, po 25-30 godzin na tydzień, z zawsze wolnymi weekendami, świętami itp. W swoim życiu spotkałem maksymalnie 5 nauczycieli zapaleńców i z powołania. Niektórzy to się nawet z tym nie kryli, że nienawidzą swojego zawodu i że to dla nich jakby jakaś kara boska i jacy to oni są nieszczęśliwi i jak im wiecznie źle i źle! Beznadziejna grupa zawodowa, w której tylko ciągle każdy pod każdym dołki kopie- tak twierdzi znajoma mojej mamy, nauczycielka angielskiego.

Tak jest mysle, w kazdym srodowisku zawodowym...a aktorzy...a wszelkie biura np architektoniczne- mojej kuzynki syn pracowal w Stoczni Nova w Szczecinie... Tutaj tez lataja ludzie do dyrektora szkoly i donosza mu...

 I jak ja mam moim przysżłym uczniom mówić, że warto się uczyć, że to w życiu dużo pomaga, skoro to nieprawda? Chłopak mojego znajomego, który jest pizzerem-kucharzem nie ma najmniejszych problemów ze znalezieniem pracy;-D On ma 20 lat, pracuje rok dopiero i już zarabia 1600zł. Początkujący nauczyciel do takich zarobków dochodzi po 2-3 latach zaś, prznajmniej poza Warszawą;-p

Mimo wszystko najwazniejsze aby byc soba..choc czlowieka szlag tarafia... czytam na blogu pewnej naszej dr socjologii o pracy w wyzszej szkole handlowej w Dublinie...pomijajac, ze ona ma 4 razy nizsza place niz jej koledzy Irlandczycy, nie wie tez czy w nastepnym semestrze beda dla niej godzny, dowiaduje sie w ostatniej sekundzie np ze tak ale, ze dostanie 4 rozne przedmioty do ktorych nie jest przygotowana, no ale to jakies resztki, ktore im zostaly i nie chca nikogo na stale... ona nadal tylko na godziny w danym semestrze/terminie...  Aha, tam studentowi trzeba pomagac i nie mozna zadac od niego za wiele..pisze, ze poziom studentow 2 czy 3 roku odpowiada polskim maturzystom albo gorzej...Wot szto!

 Jak czytam Twój opis filmu, to nasuwa mi sie myśl, że Ty to jesteś umsyłem, który byłby wybitny na każdym humanistycznym kierunku, nie tylko na germanistyce. Byłby z Ciebie świetny krytyk filmowy czy teatralny, mógłbyś pisać recenzje!;-) Wiesz jak ja dawno już nie oglądałem żadnego filmu???? W ogóle telewizja dla mnie prawie nie istnieje, obejrzę tylko coś czasem.

Dolaczam do tej oceny p Marcina!- niech wiec pisze i wysyla do...Gazety Wyborczej, moze? Czy innego jakiegos porzadnego czasopisma...
Ja tez nie ogladam telewizji, nie bylam w kinie juz 100 lat i mysle, ze uzaleznilam sie od internetu.... cholera!
Panie Marcinie, jazda, do roboty! Niech Pan probuje pisac recenzje, moze nawet nietylko filmow...moze tez od czasu do czasu jakichs ksiazek...przeciez pisuje Pan o tym na blogu..
pozdrawiam, Mf

 

W Sopocie nikt mi nie da pracy, i to nie przez bloga, tylko przez rzeczywistość, jaką opisuje M.K.

Tak, ale Panski blog jest tez rzeczywistoscia i moze byc interpretowany przez tych, ktorzy maja ewentualnie zatrudniac... Wtedy oni mysla o tym kogo lepiej zatrudnic i wybieraja...oczywiscie, ze nie tego, o ktorym juz wiedza, ze krzyczy, ze ma fobie spoleczna i ze dlatego jest rencista. Przeciez to logiczne.

Pan, Panie Marcinie nie chce absolutnie tego uznac jako powodu, ze nie jest to czynnik, ktory Panu pomoze, tzn blog Panski jesli laczy go sie z konkretnym nazwiskiem tego, ktory szuka pracy. Niech Pan wykasuje ten emailowy adres, ktory niedawno byl Pan znow wpisal na nim...i linkuje bezposrednio panskie nazwisko do niego.

Poza tym takiej pracy oni tam wcale nie mieli, to ja im sugerowalam...to jest jak loteria oczywiscie.
Panu nalezy sie praca chroniona, czyli praca zorganizowana we wlasciwy sposob...
Moze milioner Dody moglby Panu dac prace u siebie...ale nie moglby Pan sie bac wtedy ludzi....
 

Panie Marcinie,
ja na pewno sobie nie zdaje sprawy ze wszystkiego tak,  jak zdaje sobie ktos, kto tam mieszka i wlasnie pracy szuka....
To oczywiste!
Ale tez chce Wam powiedziec, ze tutaj nie jest latwo.
W Polsce jest to korupcja prawdopodobnie w kazdym sensie, w spolecznym przede wszystkim. Tutaj tez kontakty sa wazne...
Cudzoziemcy maja szanse zmniejszona o 75% natychmiast na starcie. Znane sa opowiadania ludzi, ktorzy szukali pracy, ktore sa identyczne tez z opowiadaniem Panskiego znajomego.
Ale jednak, mimo wszystko trzeba probowac...Ja polecam wszystkim starac sie spotkac z dyrektorem czy jakims decydujacym, nawet jesli jeszcze nic nie anonsowali...Wybrac sobie pare instytucji i starac sie o czas na spotkanie z tym, kto jest swiadom przyszlego zatrudniania w swojej instytucji...i probowac przedstawic mu sie z jak najlepszej strony, ale tez nie byc natretem chwalacym sie bez dystansu do czegokolwiek.

Mysle, ze takie sa czasy, a internet jest wlasnie i efektem, jak tez jednoczesnie zrodlem pewnej nonszalancji wobec czlowieka. Zawsze jesli tylko zabraknie przedsiebiorstwu pracownika, mozna to wyanonsowac na necie i natychmiast znajdzie sie ktos kto zalata dziure....i nie trzeba go zatrudniac na stale....tylko na czas probny.

Tutaj jest bardzo podobnie. Kolezanka ma wypowiedzenie..najpierw dzielnica miasta ma obowiazek przejrzec nauczycielskie etaty, potem miasto-gmina, potem powiat...
Kiedy zglosila sie do dzielnicy na wyanonsowany etat, natychmiast go roparcelowano komasujac godziny i go juz nie ma.
Jedyna roznica miedzy naszymi krajami w tym wzgledzie jest to, ze bezrobocie jest platne tutaj rok caly i chyba nawet w 70 % , burzuazyjno-liberalna partia obnizyla je.

Ministerstwo szkolnictwa tez pracuje tak jak te wszystkie instytucje w Polsce, ktore sa samorzadowe. Nikt nie moze sie do nich dobrac. Kiedy rozmawialam z panem w Ministerstwie Pracy...to sam powiedzial, ze wytworzyla sie jakas dwuwladza wlasnie przez ustawe o samorzadach....
Tutaj oni kochaja to, co nazywa sie wlasnie demokracja...no i wykorzystuja to do potegi n-tej niedemokratycznie, oczywiscie. I ngdy Pan im nie jest tego w stanie udowodnic.
Zupelnie jak w Polkowicach...
Mieszkan godziwych tez nie daja ludziom, ktorzy nie moga pracowac...dzieci zabieraja rodzicom jesli tylko cokolwiek podeirzewaja, lub jesli dziecko nawet zmyslilo, aby ukarac ojca, ze je molestowal...Samo to dziecko, dziewczynka, przyznala sie do tego, kiedy juz byla dorosla i powiedziala, ze chciala ojca wtedy ukarac...

Ciekawa jestem, dlaczego Pan az kocha Szwecje...ale to tak na marginesie...
Wszedzie jest najlepiej miec swoje mieszkanie i tego powinni dopilnowac rodzice oszczedzajac nawet male kwoty, nawet bardzo male w bannku czy w jakiejs innej formie, aby dac dziecku grunt na ktorym stoi sie potem wlasciwie cale zycie. Z drugiej strony ma czlowiek prawo oczekiwac pomocy w SWOIM kraju, w SWOIM panstwie prawa...Ta pomoc mu sie naprawde nalezy. Ale jak to przelamac, ze wszedzie siedza ludzie, male indywidua, ktor moga pracowac bez potrzebnych kompetencji, ajesli je maja to nie maja odwagi bo moga stracic prace...jesli ich zwierzchnik oprocz kompetencji uzywa swojej prywatnej oceny, jak krol ale w dawnych czasach, nie jak szwedzki krol, ktory nic nie moze...
Ja tez mialam przeciez rozne problemy tutaj, tak z ludzmi jak tez urzedami...to, ze pracuje to nie znaczy, ze mam np sprawiedliwa pensje.
Teraz pracuje ze szwedzka kolezanka, ktora jest b ostra i to ona zabiera czasem glos w czulych sprawach. Poza tym jak juz sie siedzi iles lat w pracy, no to jest latwiej pracowac.
Jednak nie wolno sobie pozwolic na "demokratyczna" krytyke na zewnatrz, bo  to bylby koniec...Widzialam takie zwolnienie w mojej szkole...niemoznosc wspolpracy, porozumienia w sprawach merytorycznych jest powodem wypowiedzenia... no i koniec. Zwiazki zawodowe nie robia nic! Nikogo jeszcze nie udalo im sie wybronic z tarapatow.
Prosze pozdrowic swojego znajomego i zyczyc mu wytrwalosci, mimo wszystko.
Pozdrawiam, Mf

PS. A we Wloszech! Znajomego corka nawet nie dostawala grosika na polrocznym stazu, gdzie pracowala pelna para...
A pensje dostala o polowe nizsza niz w Szwecji, kiedy zaczyna sie pracowac...ojciec tutaj zbankrutowal, bo chcial jej pomoc, zadluzyl sie i wywalili go z mieszkania, prywatnego na parking! Mieszkanie sprzedali na licytacji, tak, tak w bloku obok mojego, to moj bardzo dobry znajomy...
Socjal dal mu tylko pokoj w baraku, gdzie wszyscy spotykali sie w korytarzu w drodze do wspolnej ubikacji i gdzie nie wolno bylo palic, aby unknac pozaru i gdzie cisza nocna, absolutna obowiazywala od 22-ej.

 To Niemcy grasowali i mordowali prawie wszedzie...to niemiecki jezyk bylo slychac ...nawet Drzymala by to powiedzial...
Pewnie, ze armia Czerwona, ze Katyn, Smolensk i td...ze po wojnie ruscy w Polsce, ze stalin...
dlatego nie lubilismy jako dfzieci rosyjskiego, dlatego ja balam sie i nie pojechalam nigdy do ZSRR...Wszystko nawet w centralnej i specjalnie wlasnie we Wschodniej Polsce pamietamy, to dzieki ustnym, rodzinnym przekazom wiemy jak wygladal 17 wrzesnia 1939 roku
Ale to niemcy umowily sie z Ruskimi najpierw, to oni nas bombardowali, to oni cala moja rodzine wywiezli w glab Niemiec, a ojca mojego poddawali eksperymentom "rasowym", medycznym...
To oni zniszczyli mojej mamy cale zycie, to oni zabrali mojego dfziadka i nikt nas nie powiadomil co sie z nim stalo...to oni rzneli Warszawe podczas powstania...
Pewnie, na malych wsiach i zadupiach, tam gdzie wlasnie ludnosc byla zgermanizowana i nie powstawala przeciw nim byli spokojni...
Zabijajacy gestapowiec 7 letniego chlopczyka na ulicy w Lodzi mowil do niego: Nie boj sie, to nie boli, nic nie bedziesz czul...
Lodz nie byla bombardowana, ale lapali ludzi zwyklych na ulicach, bez "powodu"...Tak zlapali moja matke, ktora 2 razy uciekala im z transportu, zyjac w lasach i w polach, w wysokim wowczas zbozu, w Wielkopolsce tygodniami i nic nie jedzac...Niestety, niemiecki budzi we mnie lek i wrogosc...nic na to nie poradze...
Choc rozumiem, ze byli tez dobrzy Niemcy., ze jest niem literatura i filozofia.....Ale nawet moja babcia wywieziona pod holenderska granice i oddana chlopsko-nauczyvcielskiej rodzinie do pracy nie doznala nic dobrego. Ciezko harowala tam cala wojne ...za to ze dostala jesc...i nic wiecej, nawet na droge, kiedy juz Ruscy weszli do Niemiec i alianci nic jej nie dano.  Wrrrrr
A kiedy przyjechalam do Szwecji, spotkalam jakiegos studenta niemieckiego na studiach, na jakiejs zabawie, ktory natychmiast powiedzial mi, ze zabralismy jego rodzinie gospodarstwo gdzies na obecnych Ziemiach Zachodnich...Zabralismy? zapytalam, a co wy u nas robiliscie ze swoimi czolgami, kto zrownal z ziemia Warszawe, kto wtargnal do naszego kraju...Kto zabil mojego dziadka i mamy kuzyna? My Wam zabralismy? ...To wy zburzyliscie caly dorobek Polski miedzywojennej, wywiezliscie urzadzenia z fabryk, zloto, zabytki a przede wszystkim zabiliscie miliony ludzi...kadre naukowa znp z uniwersytetu Krakowskiego i nie tylko, I to nie my chcielismy tych ziem, wasz przyjaciel Stalin i inni wasi przyjaciele..
A wasi zbrodniarze uciekli i zyja w Ameryce poludniowej...
Adenauer nie chcial zgodzic sie na rosyjska propozycje polaczenia Niemiec, na  propozycje Stalina, wyjscia Rosjan ale i zolnierzy amerykanskich z Niemiec, bo nie zostalby ponownie wybrany... A teraz kto patronuje konsorcjum ktore buduje rurociag gazowy na dnie Baltyku, przez caaaaly Baltyk i sprawia, ze niszczy sie srodowisko Baltyku... i wieksze statki nie moga wplywac do Swinoujscia, Swinoujscie juz nie bedzie normalnym portem...a oczywiscie kanclerz Niemiec na emeryturze...dla zysku nie zna honoru i ma w d wszelkie polityczne zobowiazania czy uklady przyjazni..
A teraz jak traktuja Polakow mieszkajacych tam i majacych dzieci np z Niemkami...Jesli taka Niemka nie chce, to nie pozwoli sad ojcu rozmawiac po polsku ze swoim dzieckiem, jesli pozwoli mu sie spotkac z nim.

 To wszystko prawda.

 

 

14:21, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 maja 2012

Lieber Marcin,
mir gefällt, dass Du so offen über Dich schreibst. Mein Bruder ist auch
Steinbock und wir hatten schon einige Schwierigkeiten miteinander, aber
den Kontakt wollen wir beide aufrechterhalten. Wir sehen uns von Zeit zu
Zeit und geben uns beide Mühe, dass der Kontakt so gut wie möglich
läuft. Das ist wichtig.
Du bist Einzelkind, schreibst Du, und nennst Dich "Sozialphobiker", aber
das kann man doch versuchen zu ändern ... so ganz langsam ... oder
nicht? Ich wünsche es Dir. Ich bemühe mich momentan auch sehr, wieder
mehr gute Kontakte zu bekommen, denn durch meine Arbeit habe ich mich
einige Zeit lang zurückgezogen,
Nun möchte ich wieder mehr Anschluss finden. Ich habe in einer
Partnerschaft gelebt, das ist inzwischen
schon wieder eine Zeit lang her.
Im September bin ich immer auch in Gdansk. Letztes Jahr war ich mehrmals
in der "kameralna", dem alten Kino in der ulica dluga. Ich mag das Kino.
Natürlich könnten wir uns dann treffen. Wenn Du mal aus Deiner kleinen
Ortschaft herauskommst, bist du auch hier sehr willkommen!
Menschenscheu ... ja, das kenne ich auch. Aber inzwischen gehe ich
wieder auf die Menschen zu. Nur wenn
man erst mal eine Zeit lang alleine war, geht es manchmal nicht so
leicht, sich wieder an jemanden zu binden.
Man muss es üben und üben. Vorausgesetzt, man will es. Willst du auch
wieder etwas verändern in Deinem
Leben in dieser Richtung?
Kafka, Canetti, Hesse - gehören ebenso zu meinen Lieblingsautoren.
Autoren, die ich immer wieder lese.
Von allen drei Autoren habe ich dieses Jahr schon etwas oder etwas
wieder gelesen. Vielleicht magst Du
auch Rilke ... Poesie ... Wyslawa Szymborska lohnt sich auch immer
wieder zu lesen. Liest Du auch Thomas Mann?
Leipzig hat sich verändert. Ich war zur Buchmesse in diesem Jahr dort.
Im März.
Ich arbeite fürs Radio, für den Rundfunk, und habe schon oft Sendungen
über polnische Literatur, Geschichte
oder Politik oder Kultur gemacht.
Kaschubisch ... ja, ich dachte, so diese Eigenart ... Nimm mir es nicht
übel. Dieser Professor Borszyskowski,
mit dem ich mich lange in Gdansk unterhalten habe, ich kann ihn nicht
vergessen, er war sehr eigen und voller
Humor und guter Laune.
Ich wünsche Dir eine gute Woche.
Pozdrawiam Ciebie serdecznie
Joachim

Hallo,

ich habe keine erfreulichen Nachrichten. Wegen eines Fremdkörpers in der rechten Kieferhöhle muss ich unters Messer. Meine HNO-Ärztin betonte heute wieder, dass die Operation möglichst bald stattfinden sollte – je früher, desto besser. In polnischen Kliniken hat man bis zu 16 Monaten zu warten, bis man dran ist. Es sei denn, man hat Geld – dann geht es sofort. Ich finde es skandalös, dass die Wartezeiten so lange sind. Es ist eine Exterminierung von Kranken, Schwachen, Alten, Einflusslosen und anderweitig Benachteiligten, um es beim rechten Namen zu nennen. In 16 Monaten werde ich die Operation nicht mehr brauchen. Dann werde ich ein menschliches Wrack sein. Ich liebe Polen; das Land kann nichts dafür, dass es von falschen Menschen regiert wird, aber manchmal denke ich, ich hätte weniger Probleme im Leben, wenn die Grenze 1945 nicht verschoben worden wäre. Traurig, aber war.

Zu Deinem Vorschlag, dass wir uns in Gdańsk treffen, nehme ich Stellung ein andermal. Heute bin ich total niedergeschlagen.

Alles Gute!

Marcin

02:58, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 116