Czytasz pamiętnik wybitnego absolwenta Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, stypendysty Martin Luther Universität. Podziwiany po obu stronach Odry za przymioty intelektu, teraz wegetuje w norze, która zabija go na wiele sposobów, a gdzieś tam w równie nieludzkich warunkach umiera jego matka.
RSS
sobota, 18 lutego 2012

Korespondencja z Panią Marią (archiwum)

 Pani Mario, serdecznie dziękuję, że zadała sobie Pani tyle pracy, ale życiorysy pisze się w formie tabelarycznej - myślałem, że Pani to wie i nie śmiałem o tym wspominać. Poza tym - z całym szacunkiem - nie prosiłem o wzór życiorysu, tylko o gotowy do wysłania dokument, tak aby mi Pani "odjęła" trochę pracy, bo ja normalnie z nóg padam - cały dzień w pośpiechu. Wie Pani, że ja potrzebuję 2-3 h dziennie na przygotowanie mieszkania na przyjście klienta, 1 na posprzątanie po nim, 2 h na pójście na lunch i codzienne zakupy, ok. godziny na przygotowanie się, 1 godzinę na przeprowadzenie lekcji, ok. 3-4 godziny na pisanie różnych listów i podań o pomoc (nie wliczam w to pisania bloga!), ok. 2 godziny na codzienną toaletę, ok. godzinę na przygotowanie kolacji i mycie naczyń, ok. 1,5 godziny na przyrządzenie i spożycie mikstur na gardło i przełyk?! A gdzie czas na życie?!  Jeśli nie odpowiedziałem choć na jedną wiadomość od Pani, to wyłącznie z braku czasu, notorycznego zabiegania. Wszystkie zaległe listy są w folderze "Pani Maria - odpowiedzieć", żadnego nie ignoruję! Ciocia mi trochę pomaga, ale ile się przy tym nasłucham jęczenia i zrzędzenia, to jeden Bóg wie. Oczywiście bywają dni, że w ogóle nie zrzędzi, ale im jest starsza, tym jest ich mniej.

 

Może zróbmy odwrotnie. Ja Pani wyślę życiorys wg mojego pomysłu, a Pani albo poprawi go tak, aby był gotowy do wysłania, albo napisze wszystko od nowa, ale w formie tabelarycznej, dobrze? (Oni życzą sobie życiorys po polsku i po niemiecku). Proszę odnieść się przede wszystkim do ostatniego punktu. Czy zostawić daty? Czy całkowicie je wyrzucić? A może podać tylko datę rozpoczęcia pracy? Na końcu można dodać jeszcze znajomość języków oraz kilka zdań o zainteresowaniach, ale to fakultatywne. Skromność skromnością, ale nie zaszkodziłoby wspomnieć o dwóch listach polecających,  od prof. polskiego i niemieckiego. To tyle mojego wymądrzania się. Już Pani będzie wszystko wiedziała najlepiej.

 

Nie musi to być na dziś; z tego, co wiem, oni szukają DOBRYCH filologów na okrągło i od wielu lat, więc pana G. zasługa w tym żadna. Bardziej liczyłem na pracę w tej firmie, w której on pracuje – tam praca jest na miejscu i nie wymagają żadnych szkoleń. W ogóle nie wiem, czy „Austro Consults” będzie chciało mnie przyjąć, bo przecież kilka lat temu sami do mnie wydzwaniali, a ja odrzuciłem ich ofertę, więc mogą czuć się urażeni. Ale nawet jeśli mnie przyjmą, to czym ja tam będę dojeżdżał?! Tak między nami: zamierzam złożyć tę aplikację tylko po to, by nie obrazić pana G.

 

Aha, na uniwersytecie trzeciego wieku mnie nie chcieli. Ani w DWSPiT w Polkowicach. G. sądzi podobnie jak ja – otrzymali odpowiednie instrukcje od burmistrza.

 

 

 Tutaj nazwisko i imie?                                                Tutaj data czy na dole?
                                                                                        Sa rozne tradycje
Adres....
xxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxx



                              Nazywa to sie Zyciorys czy piszecie teraz CV Życiorys lub Curriculum Vitae. Drugie jest bardziej trendy.
.                        .prosze samemu nazwac to tak jak w polskich warunkach to sie robi...dobrze?

           Urodzilem sie w xxxxxxxx (data ) w miejsce.YYYYYY. Szkole podstawowa ukonczylem wXXXXXX- moze tylko data.  Większość szkół nakazuje pomijać szkołę podstawową jako nieistotną. Moja szkola srednia to  piecio, cztero...??? letnie Liceum Licea były i są tylko czteroletnie. Tylko technika trwają 5 lat.
Ekonomiczne w Bytowie. Tam tez otrzymalem swiadectwo dojrzalosci w xxxxxxx roku

           Juz jako uczen szkoly sredniej lubilem uczyc sie jezykow, tak jezyka ojczystego jak tez jezykow obcych. Bylem zwolniony z egzaminu pisemnego maturalnego  z jezyka polskiego. Moja srednia ocena na swiadectwie maturalnym, to 4,7.
Zgodnie ze swoim pragnieniem i rada nauczycieli licealnych pragnalem studiowac germanistyke.  Rusycystka upierała sie, żebym studiował rosyjski, polonistka - polski, a germanistka - niemiecki. W końcu wszystkie uznały, że niemiecki będzie najlepszą przepustką do kariery. Byłem pierwszym uczniem nie tylko mojej klasy, ale i całej mojej szkoły średniej, który dostał się na studia. Przede mną próbowały 2 osoby na przestrzeni 10 lat, ale oczywiście nie na uniwersytet, tylko na WSP w pobliskim Słupsku! Moja wychowawczyni powiedziała do mojej mamy na wywiadówce: "Pani syn jest najlepszym uczniem w klasie, ale o uniwersytecie niech zapomni. Nasza szkoła nie przygotowuje do studiów, a już na pewno nie do uniwersyteckich". Pragnalem zostac nauczycielem jezyka niemieckiego. W trakcie studiów ani przez moment nie pomyślałem o sobie jako o nauczycielu, podobnie jak nikt u mnie na roku. Uważaliśmy, że to praca dla nieudaczników. Do dziś 90% Polaków tak uważa. Wiele razy słyszałem od moich uczniów: "Jest pan takim świetnym filologiem. Dlaczego marnuje się pan jako nauczyciel?".
W roku 19xx rozpoczalem studia na filologii germanskiej- spec nauczycielska na / w Uniwersytecie M K op w Toruniu.
Caly okres studiow byl dla mnie bardzo waznym okresem mojego zycia. Bylem absolutnie usatysfakcjonowany wyborem kierunku studiow i, to sprawialo. ze bylem aktywnym Nigdy nie byłem aktywny, napisał to nawet prof. Lipczuk w lisćie polecającym. Zawsze chowałem się w najdalszym kąciku sali wykładowej.   i dobrym studentem. Zal. Nr 1.
( tutaj moze Pan napisac zal Nr 1. a wydrukowac moze wlasnie te oceny z roznych przedmiotow, ale przeskoczyc ta obfita informacje, ze 2 tylko oceny b dobre na roku, niewazne, kiedys im Pan to opowie, ale nalezy sie wstyrzymac z wartosciowaniem/z wychwalaniem siebie w ich oczach. Moze nawet wcale nie dawac tego zalacznika? nic o konkretnych ocenach... nie wiem, niech Pan cos napisze na ten temat znow do mnie)

Moze tylko wystarczy dyplom, a moze jedno i drugie-kopie...i doczepione pod zyciorysowy arkusik.
Wysylam to juz i pisze dalej...o styp naukowym. Prosze napisac wypelniajac luki i mi odeslac, dobrze?

 

 Gdyby Pan zamieszkal z mama to byscie nie umarli z glodu a prace by sie natychmiast znalazlo...najpierw troche korkow a rownoczesnie szukaloby sie innej. Mamy znajomego dyr s tam w instytucie Europejskim. Niech Pan sprawdzi jakie tam maja studia...moze doktoranckie.... i stypendia doktoranckie...
wlasciwie mieszkanie jest najwazniejsze. Ale wiem, ze Pan chyba by nie wykrzesal 70 tys ? NIGDY jeszcze nie byłem tak biedny jak w tym roku. Ledwo wiążę koniec z końcem. Nie stać mnie na kurtkę zimową ani nowe jeansy! Wszystkie moje oszczędnosci pochłonęły trwające ponad dwa lata ucieczki przed hałasem. Moje oszczędności to 2 tys. złotych. Ania opłaca mi za mieszkanie. Ania dostaje od męża 200 zł na miesiąc (25 euro), za które musi wykarmić siebie i jego.
To jest tak dobry punkt, ze sama ja zaluje, ze jestem w tej chwili tutaj a nie w Lodzi. Dlatego bardzo, bardzo Pana prosze abysmy zalatwiajac jedno mogli tez sprawdzac drugie :))
Ja wiem, ze Pan nie pojedzie tam dzisiaj, ale w odroznieniu od Pana , ja chcialabym sprawdzac rzeczy rownolegle, my kobiety tak wlasnie dzialamy - niech Pan zapamieta, ze wolno tez Panu rezygnowac z rzeczy w sposob kulturalny.
Musze wziac teraz przerwe i zaraz napisze zyciorys, ktory naszkicowalam.
Ma Pan - komu? -wyslac ten zyciorys? Dla kogo on jest planowany? Pani z Austro Consults jest nim zainteresowana. To młoda Polka po studiach w USA. Zero kompleksów, wyrazista uroda. Dość miła. Kilka lat temu zaprosiła mnie na interview. Rozmawialiśmy po angielsku. Zaproponowała mi pracę lektora jęz. ang. Nie wiem, jak zareaguje, jak zobaczy moje nazwisko. Wtedy ją zlekceważyłem, bo uczniowie walili do mnie drzwiami i oknami; gdyby tylko zdrowie było i moje mieszkanie pozwalało na przyjmowanie klientów, nie musiałbym biedować.
SZybko prosze o odpowiedz...

 

Dziś zaczął się remont schodów w moim bloku...

 

 

22:34, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »

Korespondencja z Panią Marią (archiwum)

 

 No tak, ale to nie jest ladnie sformulowane...Do pani pelnomocnik... i tutaj- albo
Wieslawa Wabika,
albo pana Wieslawa Wabika
albo burmistrza Wabika, albo pana burmistrza Wabika


-jesli przyswieca Panu cel aby ich wszystkich olewac i nonszalowac w kazdy mozliwy sposob, to na pewno ten cel Pan osiagnal... Właśnie ten cel mi przyświeca, odkąd nie mam złudzeń co do ich intencji.

- tresc tego sformulowania, tej wiadomosci do tejze pani, tez wzbudza irytacje i wcale dobrze o Panu nie swiadczy...mysle

- czy ta pani prosila o te ksiazke?
O prezenty się nie prosi. To był prezent gwaiazdkowy.
- czy to jest pani B., psycholog, radna?
Ależ skąd! Pani B. jest dyrektorem MOPS, a Pani Pełnomocnik ds. osób starszych i niepełnosprawnych ma przytulny gabinecik w UG. W wolnych chwilach lubi czytywać mojego bloga (czego się nawet nie wypiera), stąd pomysł, by dostarczyć jej dodatkową lekturę. Już kiedyś wysłałem Pani moje pismo do niej.

Ide do kosciola na msze kat angielska.
Nie ma na swiecie polskich kosciolow.
W Kolonii oprócz niemieckich kościołów katolickich jest też kosciół katolicki dla polonii, gdzie jest polski ksiądz i mszę odprawia się po polsku. Tutaj tez nie ma, ale sa katolickie - dwa!


Niech Pan pisze, odpisze po 20-tej. M
 Tez nic w nocy nie spalam. Jutro pracuje, mamy wizytacje z ministerstwa. No i jeszcze K.Kowalski noca i moje utykanie na prawa noge... moge tylko powiedziec - wrrrrrr!
Współczuję. Tabletki nasenne, jeśli zażywa się je długotrwale, powodują paradoksalnie bezsenność. Właśnie zaczął się u mnie ten etap. Nie doszłoby do niego, gdyby remonty nie zmusiły mnie do ich nadużywania.

 

 Nigdy nie bylam w Bydgoszczy, az wstyd!
Niech Pan pomysli jak to odgadlam...

Tam, w Bydgoszczy, maja super ortopedie, tam poskladali tego bandyte dziennikarza, ...Zientarskiego, bodajze...
Ten ktory pedzil pozyczonym Porsche w W-wie jal szalony, powyzej 260km/godz

Skad moge wiedziec, ze to do tej samej Pani byl Panski wywod o ksiazce? Zaznaczyłem, że to do Pani pełnomocnik.
Co ona moze/jest w stanie Panu pomoc? Ona utopiłaby mnie w łyżce wody, gdyby mogła.
Czyli zna obydwa blogi? Najprawdopodobniej. Kiedy sie poznalo o Polkow. to wpadalo sie tez prawie automatycznie na ten drugi. Czy ona tez jest burmistrza czlowiekiem? Z ciałem i duszą, mit Haut und Haaren, jak mówią Niemcy. Pewnie tak, skoro tam jest.
Wiec burmistrz wie, ze Pan jest (…)? Wie, ale nie porusza tematu W pismach do interweniujących w mojej sprawie nazywają to "schorzeniem".  Oczywiscie emocjonalnym. On nie rozróżnia takich subtelności. Gdyby Pani słyszała go w TV, doszłaby do wniosku, że on nie umie po polsku.

 

 

Pan G. przyspieszył spotkanie o pół godziny. Nie bardzo mi to pasuje, ale nawet nie o to chodzi. Czuję, że to jeden z tych, którzy wydzielają człowiekowi czas i stale gdzieś się spieszą. Ciałem są jeszcze w miejscu X, a myślami - już w Y. Denerwuję się wtedy, bo to mnie wybija z konceptu.

 

Dobrego dnia!

 

Marcin

 

 Panie Marcinie, troche pokory!
Pan przeciez wie, ze on jest w trakcie kampanii...
niech Pan nie zaklada ciagle, ze Pan jest zawsze na pierwszym planie. W takiej sytuacji mozna go przeciez zrozumiec i na tyle pojsc mu na reke.
On mi mowil, ze bardzo chodzi tutaj aby byly dwie tury glosowania, ze te glosy, ktore nie beda oddane na Marciniaka to pewna czesc bedzie na niego byc moze i w ten sposob zabierze sie glosy Wabikowi.
Ja na Pana miejscu, jesli bym nie musiala w tym czasie robic czegos innego, bym sie tak bardzo nie przejmowala swoim konceptem. Pan nie musi az tak sobie wszystkiego ukladac, niech Pan sprobuje to potraktowac jako cos przyjemnego, cos co na pewno Panu nie zaszkodzi a mnie pomoze - on ze mna porozmawia/napisze- jak ewentualnie to nazwac, jak patrzec moze gmina na to...moze wie jak wyglada kolejka do mieszkan gminnych, moze kogos ma tam, kto jest mu zyczliwy.

Pan musi zmienic swoj stosunek do ludzi, ja tak to widze. Rozumiem, ze Pan ma fobie, ale jesli Panu chce sie jesc to odwiedzi Pan M D`sa i przezyje Pan kontakt z ludzmi. Niech Pan sprobuje zmusic swoj intelekt do oceny sytuacji...i moze reakcje te beda nie takie mocne z czasem. To co ja mam powiedziec, jesli kazda najmniejsza rzecz jest dla Pana zbyt meczaca i dystrahujaca? Zaczynam myslec, ze niepotrzebnie narazam Pana na te doznania i zastanawiam sie czy ja Panu bardziej zaszkodze czy pomoge..
to jest naprawde male piwo, ze on przyjdzie wczesniej. Rozumiem, ze Pan moze chcial sie zdrzemnac, albo moze ma Pan zajęcia...
Miejmy jednak nadzieje, ze wszystko rozwinie sie dobrze i zakonczy tez dobrze, tzn ta wizyta. Pozdrawiam, Maria

 

Pani Mario!

 

Ależ proszę się nie denerwować. To Pani robi tym razem z igły widły. Jeśli będzie chciał mi pomóc, to zrobi to nawet nawet bez wizytacji w moim mieszkaniu. Nic się nie stało, że przyjdzie wcześniej. Mówię tylko, że nie lubię czuć presji czasowej podczas rozmowy.

 

A Pani nie może mi zaszkodzić, bo jest zbyt szlachetna.:)

 To się dobrze składa, bo ja od jakiegoś roku rozważam przeprowadzkę do Łodzi.:)

 

Panie Marcinie, czekam na list z opisem rozmowy.
WLodzi znalazlam mieszkanie w kamienicy, odnowione tzn cala kamienica- 58,85 m2 rog Wschodniej i Narutowicza.
Meldunek staty, kontrakt bez ogr czasowego...odstepne 75 tys, moze mozna wytargowac na 70 tys.
W tym wszystkie meble itp itd.
Ludzie tak odstepuja mieszkania w Lodzi, prawnie sprzedaja dobytek a to sa pieniadze za oddanie mieszkania, coprawda nie jest to wlasnosciowe ale to sa normalne relacje w sensie prawnym.
Mieszkanie lezy tuz przy Empiku, zamykana, monitorowana klatka, Tylko 2 duze pokoje, kuchnia i lazienka, ale pokoje maja wejscie nie z korytarza.
No to nie jest takie wazne...
Mysle, ze mozna z czasem dostawic scianke i moglby Pan miec mame ze soba. Czynsz jest 8 zl za m2 czyli 460 zl. Na pewno mialby Pan prace w Empiku.

Wiem, ze Pan nie ma tych pieniedzy, ale moze troche Ania moglaby dac Panu, albo pozyczyc, moze by bank pozyczyl jesli by Pan mial prace- mysle, ze na pewno. Nie mowie, ze musi Pan to wziac natychmiast, ale warto to wiedziec i szukac pracy w Lodzi a tego typu mieszkania pokazuja sie od czasu do czasu w tym miescie. Tam tez nie ma zadnych tapniec. Z mama poradzilby Pan sobie finansowo. Przesle Panu potem adres na gratce i sa tez tam fotografie, adres mailowy, telefon.

Niech Pan napisze swoj zyciorys tak jak Pan uwaza, chodzi mi glownie o fakty...data urodz im miejsce..Nazwy szkol i nastepujase daty...Nie o chorobach, tylko, ze pracow Jesli tyo sa znajomi pG to ten zyciorys nie jest przesluchaniem policyjnym, mozna napisac ladnie i krotko. Beda cos chcieli zmienic to powiedza p G i sie zmieni.
Czekam na zyciorys, OK?
I prosze sie nie denerwowac. Pan mogl zyc z wydanej ksiazki, przecieznikt nic nie wie--jak kto kiedy no i nikt tego nie sprawdza. Mogl Pan tez zyc z oszczednosci.. Glowa do gory! Piers do przodu!- tak mowi moja kuzynka, chora w dodatku! M

 

 Pani Mario!

 

Pan G. prosił, żebym jeszcze dziś wysłał mu mailem krótki życiorys. Krótki, czyli jaki? Wszystkie moje „prace” to były w zasadzie krótkie epizody na umowę zlecenie. Tylko w LO i naszym wydawnictwie byłem zatrudniony na stałe, ale też niezbyt długo. To może zrobić złe wrażenie. Może zatem nie podawać żadnych dat, tylko wymienić poszczególne miejsca pracy? Czy mogę napisać, że byłem tłumaczem w wydawnictwie takim a takim? Czy pominąć nazwę wydawnictwa? W tym drugim przypadku będzie to podejrzane.

 

On potrzebuje tego, żeby znaleźć mi pracę w szkole językowej lub na kursie – tak wywnioskowałem z tego, co mówił.

 

Pozdrawiam

Marcin 

 

Pani Mario!

 

„Taki zdolny człowiek nie może się marnować” – powiedział pan. G. Nie wiem, czy myśli tak naprawdę, ale staram się w to wierzyć, w końcu to Pani mówi, że trzeba ufać ludziom. Kandydat na burmistrza zrobił na mnie dobre wrażenie. Był życzliwy, bezpośredni, miły, wręcz koleżeński. Wygląda lepiej niż na zdjęciach – ma piękną cerę i ani jednej zmarszczki czy przebarwienia. Po mnie widać, że jestem zdarty przez życie. Nie jestem pewien, jak on mnie odebrał, ale wydaje się, że udało mi się ukryć fobię, inaczej nie zaproponowałby chyba regularnych spotkań przy kawie. Dość chaotycznie, ale mimo wszystko składnie i spójnie nakreśliłem mu obraz sytuacji. Pech chciał, że tabletka na rozluźnienie nie zdążyła zadziałać – wtedy byłbym dużo bardziej „błyskotliwy”. Pan G., niejako na poparcie moich słów, wplatał wątki osobiste, żeby podkreślić, że rozumie. Opowiadał o tym, jak działa tutejsza mafia i jak sam był/jest przez nią szykanowany, np. UG nie zainteresował się jego projektem modernizacyjnym, po czym przypisał go sobie, co pana G. bardzo zabolało. Mówił, że niektórzy członkowie PdMM chcieliby się wyłamać, gdyż mają świadomość, że ta partia krzywdzi ludzi, ale ponieważ są tylko trybikami w wielkiej machinie, boją się ryzykować ciepłych posadek. Prawdopodobnie tak właśnie jest z dyrektor MOPS. Wspomniał o grze pozorów, jaka toczy się między nim a burmistrzem: poklepują się po plecach i udają przyjaciół, a chcą się nawzajem wyeliminować z gry. Rozumieliśmy się bardzo dobrze, tak dobrze, że gdy jeden zaczął jakiś wywód, drugi wyrywał się, żeby go dokończyć. Np. gdy powiedziałem mu, że cierpię na depresję, co UG wykorzystuje do dyskredytowania mnie w oczach interweniujących instytucji, kiwał z niedowierzaniem głową. Wspomniał, że właśnie teraz odwiedza bliską osobę w szpitalu, która leczy się na depresję. Podkreślił, iż miał okazję przekonać się, jak straszna to choroba, ale doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest to choroba psychiczna. A teraz konkrety.

 

Jeszcze dziś ma dostarczyć mi do podpisania wniosek o interwencję w Radzie Miejskiej (właśnie dzwonił w tej sprawie, jest 10:12). Ma poszukać mi pracy w szkole językowej Austro Consults (firma z Krakowa) lub w firmie Hörmann (duża firma niemiecka) – miałbym tam uczyć pracowników. Jeśli chodzi o tę pierwszą szkołę, to czarno to widzę, ale nic mu nie powiedziałem, żeby go nie gasić. Wiele lat temu byłem tam na rozmowie kwalifikacyjnej. Właścicielka (Polka, która młodość spędziła w USA) była mną zainteresowana, ale postawiła warunek: udział w szkoleniu, które ona przeprowadza. Drugi warunek: trzeba mieć samochód, ponieważ szkoła mieści się w strefie ekonomicznej (a więc daleko), no i potem trzeba dojeżdżać tymże samochodem do różnych firm, w których prowadzi się kursy, niejednokrotnie w sąsiednich miejscowościach. To nie dla mnie.

Jest 10:33. Już trzy razy przerwałem pisanie tej notki, by odebrać telefon od pana G.. Podał mi numer do Austro Consults, do właścicielki szkoły. Właścicielka nie okazała entuzjazmu, choć powołałem się na pana G, tak jak mi kazał. Stwierdziła, że ewentualnie mogę przesłać im CV, ale w zasadzie nie potrzebują germanisty, już raczej w Legnicy ktoś taki by im się przydał, tu raczej nie ma zapotrzebowania. Właścicielka – ku zdziwieniu pana G. – kazała mi zadzwonić pod inny numer. „Nie ma takiego numeru” – poinformował głos operatora. Z tego raczej nic nie wyniknie, tak jak nie wynikło przed laty. Przy okazji zapytałem pana G. o Hörmanna, o którym wspomniał wczoraj. „Tam są już kursy, a poza tym firma jest w stanie zawieszenia” – odpowiedział – cokolwiek to znaczy.

Pan G. zapewnił, że będzie „prowadził rozmowy w kuluarach” w sprawie mojego mieszkania. Uprzedziłem go, że będą mu mówić, że jestem świrem, który go oszukał i zmanipulował. Powiedział, że zdaje sobie sprawę z tego, bo to ich metoda - kto niewygodny, ten wariat.

Zaproponował też coś, co sam uznał za szatański i szalony pomysł – jego zdaniem mógłbym się zapisać do Porozumienia dla Mieszkańców Polkowic i wtedy uprawiać dywersję od wewnątrz. Jako członek PDMM mógłbym uczestniczyć w naradach, zebraniach itp.

Jest 11:34. Właśnie spotkałem się z panem G. Przyniósł do podpisania wniosek do Rady Miejskiej. Dobrze to napisał – zwięźle i merytorycznie. Obiecał mi w najbliższym czasie dostarczyć ksero tego dokumentu.

 

Czy Pani z nim wczoraj rozmawiała? Co powiedział?

 

 Po ukonczeniu germanistyki w Toruniu,  (zostalem wyslany, wytypowany- moze to bylo tak?)
rozpoczalem dalsze studia w Niemczech na xxxxx w yyyy. bylo to roczne stypendium naukowe...( dla kogo od kogo, cos w tym rodzaju ) ktore utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze interesuje mnie jezyk niemiecki i ze nawet chcialbym zajmowac sie tlumaczeniem tekstow niem na polski jak tez tekstow polskich na niemiecki.
( Co obejmowaly te roczne studia w Niemczech? )
Po zakonczonych studiach w Niemczech pracowalem u roznych pracodawcow a m.inymi
  - jako tlumacz symultaniczny dla...
  - jako nauczyciel w
  -  jako lektor

Glownie zajmowalem sie prywatnymi tlumaczeniami jak tez przetlumaczylem i wydalem ksiazke "JIm  xx Spi" ktora wysoko ocenily media - Przekroj...
( zastanawiam sie nad tym czy to Panu pomoze, czy zaszkodzi...jesli kazdy bedzie Pana kojarzyl z gejemi  moze majacy negatywny stosunek do gejow ( nie mosi byc objawiany glosno ale moze byc b negatywny we wnetrzu czlowieka, moze wladac jego rozumem )
Moze lepiej napisac bez tytulu, tylko tak:  Glownie zajmowalem sie prywatnymi tlumaczeniami jak tez przetlumaczylem i wydalem ksiazke "Duktig pojke" szwedzkiej pisarki XXx na jezyk polski via jez niemiecki.
Nic o mediach moze
 Interesuje mnie - tutaj chyba tylko jedno zdanie z tego co napisal Pan pod swoimi Pasje: ale nie bedziemy uzywac slowa pasja

Interesuje sie rowniez Skandynawia, zwlaszcza Szwecja i Islandia - ich jezykami i kultura.
Inne moje zainteresowania to Literatura- tutaj tylko pierwsze zdanie, ktore Pan napisal pod nia.
.................... oraz klasycy wspolczesni, pisarze niemieccy i skandynawscy, powiesc psychologiczno obyczajowa...  sledze tez literatute naukowa  z ww dziedzin.

Inne zywe moje zainteresowanie to historiaPolski, historia miasta moich studiow Torunia jak
tez wszystko co go dotyczy, historia Kaszub, skad pochodze co tez sprawia, ze znam jezyk
kaszubski i tradycje Kaszub.
Lubie bardzo czytac literature zwiazana tematycznie z religioznawstwem  ( czy religioznastwem, bez w )  a szczegolnie z chrzescijanstwem.


Tutaj moze najpierw jakies wiazace zdanie tej czesci z poprzednimi...

Bardzo  pragnalbym moc pracowac jako lektor jezyka niemieckiego w Waszej szkole jezykowej / lub nazwa jakiegos innego przedsiebiorstwa; jestem przekonany ze bylbym dobrym nauczycielem, ktory jest w stanie pomoc uczniom, ktorzy szukaja pomocy czesto wymagajacej interdyscyplinarnej  ( czy tak mozna to sformulowac- chodzi mi o mozliwosc przekazania po niemiecku wiedzy interdyscyplinarnej wrrr )znajomosci jezyka niemieckiego. Mam doswiadczenie w nauczaniu ludzi doroslych, studiujacych i w przygotowywaniu ich rowniez do egzaminow uniwersyteckich. Widze sie rowniez jako nauczyciela ludzi starszych , mam tutaj na mysli studiujacych na Uniwersytecie III-ego wieku.
Bardzo prosze o pozytywne rozpatrzenie mojej prosby.
                Z powazaniem Z. M E.
 
Panie Marcinie, nie wiem jak to teraz sie konczy takie pisma w Polsce
A moze to nie tylko byl zyciorys a jednoczesnie podanie o prace, czyz tak?
Musi Pan to napisac na czysto i wyslac do mnie. Troche czuje sie zle potraktowana, musi to byc wyslane dzisiaj? Musi?
Mam wazne zebranie i chcialabym na nie pojsc a tutaj nie jestem gotowa z Panskim zyciorysem. A bardzo mi zalezy aby zerknac na niego przed wyslaniem. Prosze sie nie gniewac ale zrobic wszystko abym mogla to zrobic zanim Pan wysle.

 

 

22:06, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »

Korespondencja z Panią Marią (archiwum)

 

 

Panie Marcinie, zamykam te poczte do jutra wieczora. Otworze na godzine kolo 20-tej.
Pan moze pisac albo nie - narazie mamy w persp spotkanie z pG. Moze cos pokombinuje odnosnie podania ale nie wiem. Mam strasznie duzo roboty - sprzatanie, segrg. papierow...oj,
oj ,oj o, oj a moze i wiecej!
Do jutra! MFj

 

Tak, widze...Rzeczywiscie wysokie te bloki. Blo Zostały zbudowane jako hotele robotnicze w latach 70-tych. Rok temu na Pomorzu jeden z takich hoteli spłonął – może coś obiło się Pani o uszy? Mój jest najbardziej odchylony od pionu. Nikt nie powie konkretnie, jakie jest zagrożenie zawaleniem, bo KGHM i UG płacą ekspertom za uspokajanie opinii publicznej. W raportach stwierdza się, że w zasadzie jest bezpiecznie. Mieszkańców uspokaja to „bezpiecznie”, a tym „w zasadzie” nikt się nie przejmuje – kompletny brak wyczulenia na niuanse i manipulacje językowe, ale czego się spodziewać po mieszkańcach takiego bloku!  Mimo wszystko moglyby byc super wykonczone i zadbane, i dobrymi, normalnymi mieszkaniami. Ale kto by inwestował w tych ludzi? Kogo oni obchodzą?

 Wiem, wiem, chodzi o tapniecia. Na pewno tez wolalabym mieszkac w niskim domu tam.
Ja nie boję się tąpnięć samych w sobie – boję się ich skutków. Z jednej strony nie wiadomo, ile ta rudera jeszcze wytrzyma, a z drugiej – wstrząsy mają coraz większą siłę, bo drążą pod miastem w poszukiwaniu nowych złóż.

Co miesci sie w tym domu niskim, podkowie zagietej pod katami prostymi z czerwonym dachem? Dobre pytanie! To barak socjalny. Z daleka może nie wygląda źle, ale w środku – tragedia! Jeden długi korytarz i po obu stronach mieszkania. Zero intymności. Wewnątrz  grzyb i wilgoć, o czym pisała Lubuska. Pani pełnomocnik „wystarała” mi tam mieszkanie o 6 m większe od mojego i nazwała mnie „rozkapryszonym”, gdy go nie przyjąłem!!! Jeśli tu wstydzę się przyjmować ludzi, to tam umarłbym ze wstydu, gdyby ktoś miał mnie odwiedzić. Zresztą tam nie przyszedłby do mnie pies z kulawą nogą. Mój blok jest przynajmniej komunalny, a tamto coś jest budynkiem socjalnym. Zamieszkiwanie tam stygmatyzuje.
Panie Marcinie, jesli Pan moglby zmierzyc dokladnie po podlodze wielkosc pow. pokoju, potem tej wneki kuchennej, korytarza i lazienki i mi przeslac,
Moglby moze Pan narysowac, odrecznie na kartce papieru w kratke plan mieszkania przyjmujac pol centymetra, czyli jedna mala kratke za rzeczywisty metr i zeskanowac i mi przyslac?
Niestety nie mogę spełnić tej prośby – zero zdolności do rysowania i całkowity brak wyobraźni przestrzennej. Architekta by ze mnie nie było.
Bede chciala podszepnac moze rzeczy p G.



Niech Pan sie nie denerwuje przed jego wizyta, niech Pan raz w zyciu rozluzni sie i mu opowie o tym jak Pan reaguje na halas oraz inne rzeczy. Na pewno rozmowa potoczy sie wartko :)) i przyjaznie. Jest tyle do opowiedzenia, że na pewno o czymś zapomnę. Na moje stosy dokumentacji medycznej i podań do UG każdy rzuca tylko okiem. Toż tego jest tyle, że trzeba by to długo studiować, by wszystko ogarnąć. Bardzo trudno jest dokonać selekcji, bo wszystko wydaje się ważne. Każdy z tych dokumentów to kawałek mojej historii skropiony gorzkimi łzami. Moze tez Pan mu pokazac, jesli uzna Pan za stosowne jakas diagnoze, albo tylko powiedziec, "zacytowac" opinie lekarza. Sam Pan uzna jak z nim rozmawiac...

 

 

Jak juz powiedzialam/napisalm wczesniej - ja nie krytykuje Ale tu jest co krytykować! Krytyka pozwala nam się rozwijać. Należy odróżnić krytykę (= życzliwe i konstruktywne wytykanie braków) od krytykanctwa (=nieuzasadnionego i złośliwego wytykania rzekomych lub rzeczywistych słabości), nie oceniam tego tlumaczenia w zadnym zlym sensie. Wierze, ze to jest jasne, ze to jasno wynika z moich wywnetrzen.
Ja znam szwedzki dosc idiomatycznie tez. Moją specjalnością i konikiem są idiomy niemieckie. Dr Kotelnicka (absolwentka UW) nazwała mnie na I roku chodzącym słownikiem idiomów, frazeologizmów i synonimów. Potem to zaczęło żyć własnym życiem. Na trzecim roku dr Trąpczyńska z Poznania kłóciła się ze mną, że nie można powiedzieć „nicht im mindesten”, a tylko „nicht im geringsten”. Ja upierałem się, że oba wyrażenia są poprawne.   Na następnych zajęciach zwróciła mi honor przy całej grupie („sprawdziłam, miał pan rację”) i od tamtego czasu nazywała mnie ekspertem językowym. Calymi dniami sie nad roznymi rzeczami zastanawiam, wydzwaniam do pewnego profesora na  U Göteborskim, meza mojej kolezanki Polki ze studiow szwedzkich. Przypomniała mi Pani, jak w ’96 wydzwaniałem na uniwersytet w Oslo, żeby rozmawiać o rodzajniku postpozycyjnym (tak typowym dla jęz. skandynawskich, a także bułgarskiego i rumuńskiego). Wtedy mnie to niesamowicie fascynowało: ein Junge – der Junge, a boy – the boy, ale: en pojke – pojken.
Cos trzeba wiedziec, ale glownie trzeba czuc i wiedziec, no i oczywiscie tym sie zajmowac. to daje szlif. Uebung macht den Meister – ćwiczenie czyni mistrza. Poza tym trzeba miec pewna ceche , ktora mozna byloby nazwac czepianiem sie detali. Ja to mam...ale nie mam tysiaca innych rzeczy. Ja lubie detale i szczegoly, dlatego czepiam sie Panskich podan i innych sadow. Miłość do detali to też moja cecha. Uwielbiam uczniów, z którymi mogę przegadać całą lekcję o jednym słowie czy wyrażeniu. Kocham uczniów dociekliwych, obdarzonych przenikliwym umysłem i lubujących się w filozoficznym podejściu do języka; takich, z którymi lekcja w zupełnie naturalny sposób zmienia się w dywagacje akademickie. Uwielbiam bawić się językiem, eksperymentować z nim, tropić niuanse. Pani Prof. z Niemiec mawiała, że mój mózg podobny jest do biblioteki, w której każde niemieckie słowo jest na właściwej półce. Zdarzali mi się studenci filologii i filozofii – z nimi zajęcia były bardzo ciekawe. Usycham z braku uczniów, z którymi mógłbym wznieść się na wyższy poziom abstrakcyjnego myślenia.
Mam w bagazu studia logiki, nie tylko logiki formalnej ale nawet logiki matematycznej z niezyjacym juz Romanem Suszko z UWarsz. To wyrabia pewna ostrosc widzenia,
Pan zrobil to tlumaczenie na pewno dobrze, zwazywszy na najwazniejsze momenty tej ksiazki i to jest najwazniejsze. Nie bedziemy sie nad tym zastanawiac wiecej. Kiedys przeczytam.

 

Tak, to piekne...widzi Pan teraz dlaczego ma Pan tylko slady dwoch stop kiedy Pan sie odwroci...
To Jezus dzwiga Pana. Jemu tez nie jest lekko...

Dlaczego nie napisal Pan do p G?
Niech Pan nie udaje, ze Pan to zrobil. Chce Pan, abym nie spala? Abym sie zastanawiala nad tym co sie stalo? A moze Pan woli zebym juz sie ...wylaczyla?

Od 2004 roku nie ogladam zadnej telewizji, a polskiej nigdy nie mialam. Od miesiaca poprzez Nasz Dziennik moglam ogladac Trwam...najczesciej w malenkim kwadraciku na ekranie komp, czasem polski p widz, albo rozm nie dok
no i staralam sie mowic z nimi rozaniec kilka razy. W tej chwili glosu nie mam zupelnie i musze wszystko sprawdzac, a moj syn nie maczasu. Wpadnie moze w niedz wieczorem na chwile. To zajmuje duzo czasu- konwertowanie..
Odbieram jedynke, Polskie Radio.

Wczoraj postrzelono dwie kobiety, mamy, bedace w domach przy pracy w kuchni.
W Malmö. Sa w szpitalu.
Cala policja rikspolisen jest postawiona na nogi. Strzela sie do cudzoziemcow. Rozpoznaje sie ich najczesciej po karnacji, ale tez w odpowiedniej dzielnicy.


Ale policja tez nie lubi cudzoziemcow.... Kiedy spalono islamski kosciol mosk'e( jak to sie nazywa po polsku?) nigdy nie znaleziono winnych. Ma Pani na myśli meczet. Tak to jest, gdy człowiek wiele lat przebywa za granicą – zaczyna zapominać ojczystego języka. To normalny proces. Czy mówi Pani po polsku ze szwedzkim akcentem? Ja świetnie sobie radzę z wymową poszczególnych słów szwedzkich, ale nie mogę załapać tej specyficznej intonacji. Podobno cudzoziemca w Szwecji poznaje się po wymowie, nawet jeśli mieszka tam od 30 lat – czy Pani się z tym zgadza? W niemieckiej TV słyszałem, że podobno nawet królowej Sylwii wytyka się niemiecki akcent, choć dla mojego ucha jej szwedzki brzmi doskonale, tym bardziej że Silvia Sommerlath jest wyjątkowo zdolną absolwentką Wyższej Szkoły Tłumaczy w Monachium. Lubi Pani swoją monarchinię (bo zakładam, ze jest pani obywatelką Szwecji)?
Mysle jednak, ze ich zlapia mimo wszystko.. tych, ktorzy teraz strzelaja...

 

Czy jako katoliczka nie czuje się Pani w tym kraju osamotniona? Katarzyna Jagiellonka, tak kochana przez poddanych jako Wielka Księżna Finlandii, popadła w niełaskę jako królowa Szwecji, ponieważ chciała ten kraj zrekatolicyzować. Mają tam polski kościół czy chodzi Pani do szwedzkiego? Przypuszczam, że w Pani mieście jest co najwyżej jeden kościół katolicki – mylę się? Jak liczna jest tamtejsza polonia? Obraca się pani w kręgach polonijnych czy raczej szwedzkich? Co myśli Pani o małżeństwie następczyni tronu z Danielem Westlingiem? Wróży im Pani udane pożycie? Tyle razy słuchałem ich przysięgi małżeńskiej, że już potrafię ją wyrecytować na pamięć.

 

Pozdrawiam

 

Marcin

 

 

21:37, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »

Korespondencja z Panią Marią (archiwum)

 

Jag drömde ofta att vägen upp till vart hus var översallad av svarta ormar, som jag var tvungen att ga över=Ich träumte oft davon, dass der Weg zu unserem Haus hinauf von schwarzen Schlangen übersät war, über die ich steigen musste. Często marzyłem o tym, że droga prowadząca na górę do naszego domu usłana była czarnymi żmijami, ponad którymi zmuszony byłem przejść. (Zamiast „ponad którymi” rozważaliśmy też „przez które” – przyp. red.).

 

Jak Pani widzi, zdecydowaliśmy się na „być zmuszonym” – tak jak w szwedzkim oryginale. W niemieckim przekładzie użyto czasownika müssen = musieć.

 

Jak tam nóżki? Jest jakiś postęp w leczeniu? Niech się Pani kuruje, bo jeśli zdarzyłby się cud i dostałbym kiedyś normalne mieszkanie, byłaby Pani zmuszona = tvungen = gezwungen przyjechać na parapetówkę (tak to się chyba nazywa?). :)  M.

 

 

 

Jag drömde ofta att vägen upp till vart hus var översallad av svarta ormar, som jag var tvungen att ga över=Ich träumte oft davon, dass der Weg zu unserem Haus hinauf von schwarzen Schlangen übersät war, über die ich steigen musste. Często marzyłem o tym, że droga prowadząca na górę do naszego domu usłana była czarnymi żmijami, ponad którymi zmuszony byłem przejść. (Zamiast „ponad którymi” rozważaliśmy też „przez które” – przyp. red.).Nie pamietam dokladnego kontekstu - zdaje mi sie, ze nie marzylem..czy marzylam a snilam, albo snilo mi sie, TEN CZASOWNIK PO NIEMIECKU ZNACZY ZARÓWNO „MARZYĆ”, JAK I „SNIĆ”. MOŻE RZECZYWIŚCIE TU LEPIEJ PSUJE” ŚNIĆ”. TŁUMACZYLIŚMY TO NOCAMI, W DUSZNEJ PIWNICY, MARCIN ZASYPIAŁ NAD TEKSTEM, MIELIŚMY NA TO NIECAŁE 2 TYGODNIE

rowniez nie zmijami a wezami,SCHLANGEN” TO PO NIEMIECKU RACZEJ WĘŻE, ALE TEŻ ŻMIJE. WE MNIE, JAKO W KASZUBIE, SŁOWO "ŻMIJA" WZBUDZA WIĘKSZY STRACH; MYŚLĘ, ŻE W POLAKU TEŻ, STĄD WYBÓR „ŻMIJ”. POZA TYM W SKANDYNAWII, PODOBNIE JAK W POLSCE, ŻMIJA ZYGZAGOWATA JEST JEDYNYM GATUNKIEM JADOWITEGO WĘŻA. rowniez, nie przez ktore lecz po polsku  zmuszony bylem po nich przejsc czy isc----czy nawet moze lepiej - po nich przechodzic, poniewaz czesto snila/snil wiec moze  lepiej przechozic. "PO KTÓRYCH" TO DOBRA PROPOZYCJA!

wypozycze te ksiazke i zobacze

 

 Jak Pani widzi, zdecydowaliśmy się na „być zmuszonym” – tak jak w szwedzkim oryginale.Bardzo dobrze!!!! W niemieckim przekładzie użyto czasownika müssen = musieć.

 

Jak tam nóżki?  Tylko JEDNA NOGA, PRAWA !

    Do parapetowki sie zagoi/zgoi! ( Choc nie jestem tego jednak taka pewna! )
Jag måste ingenting! Jag är en fri människa!
1 a z kolkiem,  2i 3 a jak umlaut, z dwoma kropkami

Jest jakiś postęp w leczeniu? Niech się Pani kuruje, bo jeśli zdarzyłby się cud i dostałbym kiedyś normalne mieszkanie, byłaby Pani zmuszona = tvungen = gezwungen przyjechać na parapetówkę (tak to się chyba nazywa?). :) M.

 

 

 

Pytała Pani o etymologię nazwiska "Wakarecy". Dla mnie ono trąci węgierskim, podobnie jak Batory, Nagy czy Sarkozy.

 Moze, moze to jakis wegierski Zyd z Anglii...

Bardzo mozliwe.
Moj poprzedni lekarz rodzinny nazywal sie Oliver Szeleky- wym SZ=S po weg. slynna zyd/weg rodzina podobno tutaj.
Na poczatku mojej choroby, kiedy zyly dlugie lewej nogi bolaly mnie i szalalam, plakalam ...i to trwalo wiele lat, o zgrozo, on wrzeszczal na mnie, ze to psychiczne, ze to nic nie jest niebezpiecznego!

 

 

Super, bardzo dobrze! nie musi Pan dzwonic.On Panu odpowie. On wie, ktory to blok ale nie wie nr-u mieszkania. Powinien byl Pan napisac tez swoj numer telefonu,
        on  Panu napisal swoj...

 

Ja absolutnie Pana nie krytykuje tzn nie osadzam negatywnie w tym tlumaczeniu. Mysle, ze nie tlumaczyl tego na niemiecki tez wielki tlumacz, tylko raczej tak jak Wy, ktos moze zainteresowany homoseksualizmem, zainteresowany z roznych, wcale nie mysle, ze negatywnych powodow.

 

Po szwedzku tez -bezok. att drömma- znaczy snic we snie, snic na jawie, jak tez doslownie marzyc swiadomie o czyms. Nawet jest pojecie dagdrömma -( marzenia dzienne- mamy cos podobnego po polsku?)
Marzenie zaklada, cos pozytywnego tzn to o czym sie marzy swiadomie raczej...Marze o wyjezdzie na Krym, marze o tym aby dozyc takich dni, aby nie czuc juz nigdy bolu gardla - jest to swiadome myslenie, wola nasza aby myslec o czyms lepszym, zyczyc sobie czegos lepszego...
Natomiast jesli cos strasznego jawi nam sie jako marzenie senne to znaczy snimy, tzn po polsku.
 W tej ksiazce uzycie slow- marzenie senne, byloby zbyt gornolotne, nie adekwatne do kontekstu.

Ja
zdaje sobie sprawe z tego, ze o takich niuansach mozna dyskutowac i spierac sie w nieskonczonosc. Tlumaczenie z tlumaczenia jest obciazone jeszcze wiekszym ryzykiem. Ale akurat te rzeczy nie zawazyly na pewno na odzwierciedleniu glownego problemu tzn rozwoju tego chlopca, na pokazaniu jak ksztaltowala sie jego tozsamosc.

 

 Pani Mario,

 

 jestem znakomitym germanistą, ale nigdy nie uważałem się tłumacza. Żeby być dobrym tłumaczem na polski, trzeba być przede wszystkim polonistą. Człowiek tłumaczy jakiś fragment i czuje, że coś jest nie tak, coś mu „nie brzmi”, ale nie przychodzi mu na zawołanie do głowy, jak oddać to inaczej. Czasem ma się na końcu języka właściwe słowo czy sformułowanie; niekiedy doznaje się nagłych olśnień; człowiek zrywa się wtedy w środku nocy, by porobić notatki, bo wie, że jeśli tego nie zrobi, to mu to ucieknie.. Nasze tłumaczenie może Pani krytykować do woli, wszak nie pracował nad nim sztab ludzi, jak to bywa w uznanych i bogatych wydawnictwach, lecz dwóch młodych zapaleńców bez doświadczenia. Zrobiliśmy to w 2 tygodnie, nie korzystając z żadnej pomocy. Normalnie tłumacz obłożony jest stosami słowników. Gdy skończy swoją pracę, książka trafia na biurko profesjonalnego korektora - u nas zabrakło tego ogniwa, bo zależało nam, by wydać ją po jak najniższych kosztach. Tłumaczenie uczy pokory. Tłumacz zawsze wie za mało, wciąż uczy się na własnych i cudzych błędach. Nie wystarczy ogromna wiedza; potrzebne jest też wyczucie języka i wielkie doświadczenie, żeby ustrzec się błędów językowych i merytorycznych. Tłumaczenie tekstów literackich można porównać do mechaniki precyzyjnej lub sztuki jubilerskiej, tyle że tu przedmiotem obróbki jest słowo. Tłumaczenie jest trudne, ale trudno o bardziej kreatywną i satysfakcjonującą pracę.

 

Kiedyś J. Iwaszkiewicz skarżył się, że nie mamy dobrych tłumaczy literatur skandynawskich, a obecnie brakuje nam jakichkolwiek. Większość utworów tłumaczy się przez niemiecki lub angielski. Niedawno czytałem głośną powieść "Zło" (Ondskan). Opowiada ona  o szwedzkim chłopcu, który kształci się w elitarnej szkole opanowanej przez przemoc i rasizm. Moim zdaniem tłumaczenie jest tak toporne, że całkowicie odbiera przyjemność czytania.

 

Rozróżnienie między snem a marzeniem jest oczywiste - obaj zdawaliśmy sobie z tego sprawę, ale po prostu wtedy to przeoczyliśmy. Znacznie łatwiej wyławia się błędy w czyjejś książce niż w swojej - wiem to z doświadczenia. Jest tak, ponieważ do swojej nie ma się żadnego dystansu.

 

Dagdrömma = Tagestraum

 

Pan G. odwiedzi mnie w poniedziałek.

 

M.

00:01, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 lutego 2012

28

 

 

 

 

Dwudziesty ósmy rok życia był dla mnie jednym z najgorszych, jeżeli nie najgorszym. To wtedy cały mój świat legł w gruzach. Wtedy straciłem wszystko, co było mi drogie i żywotnie niezbędne, w tym po raz pierwszy -  dach nad głową (bo bezdomny byłem w zasadzie zawsze). Wtedy zaczęła się moja tułaczka od szpitala do szpitala. Wtedy o mały włos nie umarłem. Ja, który tak dużo czasu potrzebuję, by przyzwyczaić się do nowych ludzi i miejsc, tylko w 1998 roku zmuszony byłem zmienić „rodzinę” i miejsce pobytu pięciokrotnie. To wtedy poznałem osobiście Elę i ciocię Anię – dwie osoby, które wywarły przemożny wpływ na moje życie. Mogę śmiało powiedzieć, że kiedy skończyłem 28 lat, zegar mojego życia się zatrzymał, ponieważ ciągle na nowo odtwarza się we mnie trauma, której wówczas doświadczyłem, a ludzie, którzy byli dla mnie ważni w tamtym roku, w mojej wyobraźni przestali się starzeć, tak jak nie starzeją się umarli. I chociaż czasem łudzę się, że nie mają nade mną już władzy, ciągle spotykam ich w snach…

03:05, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »

Korespondencja z Panią Marią (archiwum)

 

Dzieki za wszystkie teksty. Dzieki za wszystkie teksty o Toruniu.  Przesylam je mojemu synowi i synowej. Jej rodzice byli niedawno w Toruniu. Byli zachwyceni. Byli tez juz kilkakrotnie w Krakowie. Wiedza o polskim plakacie, zakupili tez cos tam.
Czy chcialby Pan starac sie moze o prace w szkole jezykowej w Toruniu? moze tylko na kilka miesiecy w roku?, na dwa w wakacje?
Moge zadzwonic i sie zapytac, rekomendujac Pana i polecajac do indywidualnego nauczania. Nie zapomnialam o Swinoujsciu, ale moze Pan wolalby aby sprawdzic wpierw Torun? Bardzo proszę. M.

 

Jezyk tej ksiazki jeszcze bardziej uproszczono na uzytek Szwedow, wyobraza Pan sobie.
Prosilam o polskie tlumaczenie tych zdan.
Np - czy nie ma wyrazenia w niem - bylam zmuszona o tym samym znaczeniu co musste?
Pan tego nie moze wiedziec, ale w szwedzkim tez jest måste, jesli nie pokaza sie wlasciwe literki u Pana to jest maste gdzie nad a jest  kolko.
To måste nie odmienia sie w zadnym czasie, jest måste wczoraj, måste dzisiaj , måste teraz.
Kiedys bezokolicznik byl  att måsta a teraz jest zawsze fraza att vara tvungen, att måsta nie zobaczy Pan w modernym tekscie.
Mam tylko pytanie: czy jezyk niemiecki ma, a mysle ze na pewno ma, wyrazenie bylam zmuszona.
Ta prostota tego tutaj szwedzkiego wymaga raczej nie musste niemieckiego, jesli jest w nim byc zmuszonym, tak jak to jest w oryginalnym tekscie.

Nawet szwedzcy nauczyciele w swoim prostym, normalnym, wspolczesnym jezyku nie uzywaja chetniej måste niz bylem zmuszony- np jestem zmuszona pojsc do lekarza, bardzo sie zle czuje - tak samo mozemy to oddac po polsku mowiac, ze musze isc do lekarza bo sie zle czuje.
Tlumaczenie Väl  jakoh sehr  w kazdej sytuacji tez nie jest chyba wystarczajace/wlasciwe... väl jest przyslowkiem, ktory jest o wieeeeeele slabszy niz sehr. Uzywa go sie wtedy kiedy cos trzeba zalozyc, przyjac za takie choc nie wie sie tego w 100 %.
Wiem, ze na pewno mozna oddac intencje/sens w sposob bardzo wlasciwy, idiomatycznie dla danego jezyka i ze nawet tlumaczenie moze byc lepsze od orginalu : )).
Narazie niech Pan mi nie przysyla tego nagrania, wrocimy do tego pozniej.
Ale polski fragment do tego szwedzko-niem moze Pan wyslac, o to prosilam.

 

Wszystko przeczytalam. Napisze z domu.
Musze wyjsc juz do domu i po drodze zrobic zakupy. Mam tysiac spraw na glowie dotyczacych mojego mieszkania i tez walki z kasa ubezp za mafijne dzialanie lekarzy - ta sszwedzka sluzba zdrowie nie widzi, nie potrafi interpretowac swoich wlasnych rentgenowskich zdjec - ani spoldzielnia lekarska, ani moj dentysta szwedzki, ani chirurgia szczekowa, ani wydzial dentystyczny. Umieralam kilka ladnych lat i dlatego pracuje na pol etatu. Nie dlatego, ze tak powinnam, ale tak wymyslil pewien prywatny lekarz, tez szwed, ze jesli mnie nawet nie mogli zdiagnozowac to lepiej jednak pracowac mniej. Gdzie jest sens tego rozumowania. Betablockery nie byly mi wcale potrzebne, moje serce protestowalo przeciw infekcji i bilo b szybko. Antybiotyki, ktore jadlam zabijaly bakterie ale nie usuwaly zrodla infekcji. Bylam o krok od sepsy. Chcialby Pan chodzic 200 razy w ciagu roku do lekarzy, na pogotowie, do wszelkich alternatywnych lekarzy i nie zostac zdiagnozowanym. W dodatku placic- bo  sluzba zdrowia to nie dentysci w tym kraju. zadne znizki jej nie obejmuja. Kiedy tylko o tym pomysle, to chce mi sie tylko plakac i czuje, ze ciagle mam depresje, ktorej nie mozna niczym leczyc. Ma depresje z powodu zlej diagnozy i choroby mojego ciala. Znany Panu powod depresji.
ale czlowiek sam musi siebie wspierac, jakkolwiek by to nie zabrzmialo. Kocham zycie i chcialabym zyc w zdrowiu ze 100 lat albo i wiecej. Sluzba zdrowia tutaj jest niesamowita- organizacja smiechu warta!
OD grudnia kontrolowali moje serce w szpitalnej przychodni  -skierowanie od lekarza rodzinnego. Co 3 miesiace zrobiono mi jakies badanie - pierwszy raz zmierzono mi cisnienie w szpitalnej, zle sie czulam, ale teraz wiem, ze to byly betablokery, ktore jeszcze w bardzo malej ilosci uzywalam. 3 miesiace pozniej mialam dobowe EKG, ktore nie pokazalo nic szczegolnego, tzn puls byl miedzy 80- 92 ale to byla sprawa wysilku tez, normalne calodobowe zycie dla organizmu i celowy wysilek np chodzenie po schodach. Ja chodzilam tylko na spacerze w parku bo juz bolala mnie noga. A wiec uznano to za normalne. Zrobiono mi tez 3 miesiace pozniej EKG z kontrastem i hormonem stresujacym, adrenalina mysle, - wiadomosc krotka ze szpitalnej, ze moj miesien sercowy nie wykazuje znamion niedotlenienia. Nic wiecej, nic o cisnieniu i o pulsie.
Nastepne badanie - zbiorka dobowa moczu, tez do tej przychodni kardiologicznej przyszpitalnej - zawiadomienie - wyniki zupelnie normalne...( jakis hormon chciano zbadac, nikt mi nie powiedzial jaki i dlaczego ).
Zapytalam lekarza rodzinnego - jak wyglada diagnoza moich dolegliwosci - a on wrzasnal na mnie, ze wyslal mnie do przych kard w szpitalu to tam powinnam sie zwrocic. Debilny system opieki zdrowotnej. Teraz musze napisac list do przych szpit i tez ten sam list wysle do wiadomosci rodzinnemu aby wreszcie, krtos poczul sie odpowiedzialny za sformulowanie jakiegos tekstu koncowego dla mnie, abym cos wiedziala i mogla dostac to na papierze! Moj rodzinny lekarz, ten ostatni jest egipcjaninem, jest internista i wyznal mi w sekrecie,  ze tez psychiatra, kiedy w pewnej rozmowie powiedzialam mu, ze kocham psychiatrow. Mam wielu znajomych lekarzy w Polsce. Moja szwagierka jest dziekanem w pewnej Ak Med.
Inna kol jest znanym psych i konsultantem krajowym i ordynatorem. Jej maz jest psychologiem i bylym szefem NFZ w pewnym wojewodztwie a obecnie dyr wydz sluzby zdr w duzym miescie.
Ja sie nie boje tego mojego lek. rodzinnego, sam mnie zapraszal abym zostala jego pacjentka..wrrrrr!!! ani nie panikuje, kiedy mam go spotkac ale widze, ze moje pytania go bardzo draznia. Stara sie byc mily i nawet przytulil mnie ostatnio, tak normalnie, po ludzku i powiedzial, ze chce mi bardzo pomoc.
Ale nie potrafi - tego juz nie powiedzial.
Jak sie to Panu podoba? Mnie wcale!  Pozdrawiam, Maria
Zyc jednak trzeba i nawet reagowac na cierpienia innych tez.:))

 

Pani Mario,

 

Pani odyseja po lekarzach naprawdę brzmi dla mnie znajomo. Proszę mi wierzyć, że na studiach co drugi dzień przesiadywałem w poczekalniach do różnych lekarzy, klinik, szpitali i robiłem dziesiątki badań, dlatego rozumiem Panią i współczuję Jej z całego serca. Denerwowało mnie to, że choć robię tyle badań (a każde to dla mnie ogromny stres), nie ma nikogo, kto by je wszystkie ogarniał. Każdy specjalista koncentruje się na jednym organie, a żaden nie widzi całego organizmu. Pewien młody zapaleniec z przychodni akademickiej próbował traktować mnie po ludzku i podchodzić do moich schorzeń holistycznie. Miał z tego powodu nieprzyjemności ze strony szefa, dyr. przychodni. Doskonale wiem, ile zdrowia trzeba mieć, żeby się leczyć! Dziś dziwię się sobie, skąd ja brałem na to siły. Wie Pani skąd? Otóż wtedy uważałem, że jako dobrze zapowiadający się absolwent mam przed sobą wspaniałe życie, z którego chciałem korzystać po studiach. Teraz mi już na nim nie zależy. Dobrą stroną tego stanu jest to, że od kilku lat nie muszę chodzić po żadnych lekarzach. Po recepty wysyłam ciocię albo idę bezpośrednio do znajomej farmaceutki, która chyba tylko leku na raka nie sprzedałaby mi bez recepty. Wieloletnie doświadczenie ze służbą zdrowia utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem najlepszym diagnostą sam dla siebie. Z czymkolwiek zwracałem się do medyków, potrafili tylko gdybać lub zwalać winę za swoje niedouczenie na czynniki wegetatywne (ulubiony wybieg lekarzy w Polsce i pewnie nie tylko tutaj). Ostateczną diagnozę stawiałem zawsze ja sam. Jeśli mi się to nie udawało, medycy też mnie w tym nie wyręczali. Marcin powiedział kiedyś tak: „Ty jesteś jak moja mama. To, co tata jej przepisze (lekarz – przyp. moja), nigdy jej nie pomaga. Ona zawsze wszystko wie lepiej. I wiesz co? Ona naprawdę wszystko wie lepiej!”. Nie boję się śmierci, a nawet jej pragnę, ale mam jeszcze jedno marzenie związane ze zdrowiem (na wypadek, gdyby przyszło mi jeszcze trochę pożyć): mówić bez wysiłku, dyskomfortu i bólu. Nie ma leku na gardło i przełyk, którego bym nie wypróbował. Pod tym względem sobie nie pomogę. Dwa razy byłem już zapisany do kliniki, ale z różnych przyczyn rezygnowałem. Najważniejsza to ta, że bardziej niż śmierci boję się inwazyjnych badań i zabiegów związanych z diagnostyką i leczeniem przełyku.

 

 Co Pani ma z zębami? Czy chodzi może o to, że jakaś infekcja w jamie ustnej powoduje problemy z sercem?

 

Czy zamiast się tam użerać z tymi lekarzami, nie byłoby rozsądniej – przy Pani wpływach i znajomościach – przyjechać na jakiś miesiąc do Polski i tu poddać się diagnostyce i leczeniu?

 

 Bardzo Pana prosze, niech Pann zadzwoni do p G dzisiaj, albo napisze maila,
 podajac mu ewentualne dnie, kiedy Pan moglby go przyjac i powiedziec tez, ze Pan sie dostosuje do jego ew propozycji czasowej w miare mozliwosci. On musi miec troche czasu na zaplanowanie. Nie rzuci wszystkiego i nie wpadnie lapu capu do Pana natychmiast!
Sam powiedzial do mnie, ze moze uda mu sie znalezc troche pracy dla Pana. Pozdrowienia, M
Dobrze?

 

Pani Mario,

 

napiszę do tego człowieka dziś wieczorem i poinformuję go, że jutro przed południem do niego zadzwonię. Zadowolona?

 

Jak na ironię, właśnie zdemontowano rusztowania i permanentny hałas ustał. Trochę szkoda. G. widziałby, jak się tu mieszka, gdyby musiał krzyczeć, żeby być przeze mnie słyszanym.

 

Wie Pani, czego się obawiam? Nie wiem, czy on ma zdolność do obiektywnej oceny sytuacji. Zakłada ona posiadanie minimum wyobraźni. Kiedy siedzi się tu w fotelu i rozmawia, a mieszkanie jest posprzątane i chwilowo nic nie wyje, nie wygląda to tak tragicznie. Dyrektor MOPS-u zawsze chwaliła, jak tu schludnie i przytulnie. Gdyby pan G. pomieszkał tu choćby tydzień, to wtedy dopiero mógłby mieć blade pojęcie o tym, co ja przeżywam.

 

 Pani Mario, Panie Marcinie, niech Pan bedzie tak uprzejmy i mnie tylko poinformuje, co Pan zrobil teraz wieczorem, po moim ostatnim mailu, dobrze?
Wiem, ze to milczenie Panskie cos znaczy...
Obiecuje, ze nic Panu nie powiem.
Chce tylko wiedziec. M

 Napiszę do tego człowieka dziś wieczorem i poinformuję go, że jutro przed południem do niego zadzwonię. Zadowolona?

 Zadowolony, ze Go mecze? Ze sam nie musi podejmowac tej walki?

 Jak na ironię, właśnie zdemontowano rusztowania i permanentny hałas ustał. Trochę szkoda. G. widziałby, jak się tu mieszka, gdyby musiał krzyczeć, żeby być przeze mnie słyszanym. On wie co to za blok, sam mi mowil, ze tam mieszka sam element!

 Wie Pani, czego się obawiam? Nie wiem, czy on ma zdolność do obiektywnej oceny sytuacji. Niech mu Pan wszystko opowie. On w koncu jest tez dziennikarzem. On nam nic nie moze zepsuc. To jest tylko mile, ze prawie burmistrza z Polkowic moglam wyslac do Pana :)) Zakłada ona posiadanie minimum wyobraźni. Kiedy siedzi się tu w fotelu i rozmawia, a mieszkanie jest posprzątane i chwilowo nic nie wyje, nie wygląda to tak tragicznie. Dyrektor MOPS-u zawsze chwaliła, jak tu schludnie i przytulnie. Gdyby pan G. pomieszkał tu choćby tydzień, to wtedy dopiero mógłby mieć blade pojęcie o tym, co ja przeżywam.

Ten pan  nie jest glupi, on wie, tu chodzi przede wszystkim o standard, o metraz.  Musimy wierzyc, ze jest ten pan nam przyjazny! Ja sie znam na ludziach! Pomagal ktos Panu tak, ktos nieznajomy?
Prosze napisac juz, w tej chwili tak jak prosilam. No i sie okaze. Zawsze mozemy odwolac wizyte, ale to jest jedyna szansa aby moc z nim porozmawiac. Bardzo milutko to wyglada, Panska chalupka, ale to jest mysia norka. Pan nie moze tam zyc jeszcze nastepne 30-50 lat...
Pan G wlasnie przyslal maila, ze czeka na kontakt.
Ja mu radzilam przedtem aby raczej to bylo wieczorowa pora, albo tak jak Panowie bedziecie mogli.
To, zejest przytulnie i czysto to tylko swiadczy o Panu jak najlepiej!!!!!!
Prosze niech Pan zadzwoni, albi napisze, juz w tej chwili. Czy mam przyjechac do Polkowic i wrzeszczec na Pana? To by nam nie sluzylo. byloby mi bardzo smutno i bym sie wcale nie chciala do Pana odzywac :(

Już mu odpowiadam!!!

 

 Witam,

Mogę się  z nim spotkać o każdej porze. Potrzebuję tylko 1 dzień
wyprzedzenia. Jestem bardzo chętny.


Pzdr.
Bogdan Godlewski

Panie Marcinie, prosze zareagowac, to jest b mily dorosly chlopak.

 

Już mu odpowiadam!!! Ależ jest Pani Nie w

 goracej wodzie, tylko w lawie islandzkiej!!!!
w gorącej wodzie kąpana!:)

02:41, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 lutego 2012

Korespondencja z Panią Marią (archiwum)

 

Panie Marcinie,
jestem juz po rozmowie z p G.
bedziemy rowniez rozmawiac wieczorem.

Powiedzialam jak sie nazywam, gdzie mieszkam i czym sie zajmuje. Powiedzialam tez w jakiej sprawie chcialabym z nim rozmawiac i podalam Panskie nazwisko.
Powiedzialam tez. ze jestem neutralna politycznie choc polityka mnie bardzo interesuje.
Powiedzialam tez mu o tym jakie jest to Panskie mieszkanie i ze jest Pan super germanista i ze jest Pan chorym czlowiekiem ale bardzo zdolnym, ktory w przyjaznych warunkach moze sie bardzo dobrze rozwijac i angazowac w sprawy roznego rodzaju a zwlaszcza nauczania indywidualnego.
Poprosilam o dyskrecje i zapytalam sie czy jego mail nie jest kontrolowany :)) zartuje.

Niech Pan cos napisze i niech Pan bedzie bardzo mily dla siebie samego.
Nie tylko dla siebie samego oczywiscie; ale jesli nie jestesmy mili dla siebie samych to tez trudno nam byc milym dla innych.
Tym oto akcentem, mam nadzieje,optymistycznym, zakoncze.
Pozdrawiam, Maria

 Dziękuję Pani.

Czy ja muszę się spotykać z panem G. przed wyborami? Czy ten stres jest konieczny? Może lepiej odczekać i zobaczyć, czy zostanie burmistrzem?

 

 

Panie Marcinie, niech Pan dopisze polskie tlumaczenie do nizej przeslanego.

wie, Pan, ze ten szwedzki jezyk, jezyk tej ksiazki, wcale nie brzmi pieknie. Jest taki prosty i oczywisty.
Aby ta ksiazke mogli czytac zwykli ludzie jak tez dzieci-ludzie, zrobiono jej prostsza i krotsza tymsamym, wersje.

 Książka jest adresowana do młodzieży 10-20 lat, język powinien być (i jest) prosty i bezpretensjonalny. Nie "rokokowe pokrzykiwania", lecz głębia psychologiczna czynią tę powieść arcydziełem. To trochę tak jak z "Chłopami" Reymonta - język tej powieści jest wręcz prymitywny (bo to wszak język chłopa polskiego z terenu zaboru rosyjskiego), ale geniusz pisarza polega na tym, że potrafił  on tym prostym językiem wyrazić wręcz szekspirowski tragizm istnienia. Mogę Pani wysłać I rozdział "Jima" w moim tłumaczeniu, czytany przez lektora.

 

 

Pani Mario, ale tu nie ma się nad czym zastanawiać - oczywiście, że się z nim spotkam. Nie wiem tylko, czy to będzie za dzień, czy za 5, bo muszę znaleźć moment, w którym będę stosunkowo wyspany i mało zestresowany, żeby brzmieć przez telefon pewnie i poważnie. Pozdrawiam!

 Chcialabym bardzo dowiedziec sie dzisiaj jeszcze co Pan postanowil.
Czy czuje Pan rzeczywiscie lek prze spotkaniem z p G?
Jutro napisze podanie i wysle do Pana .M

 

 

To, że młodszy, to nawet gorzej. Wolę być petentem starszych od siebie. Do kiedy mam czas, aby się z nim umówić? Wie Pani, czego się obawiam? Będę eleowentny, jeśli będę sobą, tj. nie będę się cenzurował, ale wtedy mogę palnąć jakieś "głupstwo". Mogę też być wyważony i poprawny politycznie, ale wtedy nie zrobię wrażenia erudyty ani intelektualisty. Nie wiem, co wybrać.

Jak długo Pani z nim rozmawiała? Co Pani mu o sobie powiedziała - że kim jest dla mnie?

 

 Pani Mario!

 

Spałem fatalnie i jestem kompletnie rozbity. O ósmej zaczęli mi pod oknem hałasować kosiarkami. Gdyby nie to, może pospałbym z godzinkę dłużej.

 

Oczywiście, że spotkam się z tym panem, ale opowiem Pani o pewnym zdarzeniu z przeszłości, żeby lepiej zrozumiała Pani moje obiekcje. Obawiam się mianowicie, że skończy się podobnie, jak miało to miejsce z panią pełnomocnik ds. osób starszych i niepełnosprawnych. Zadzwoniła do mnie i wprosiła się na wizytę. Nie wypadało mi odmówić, gdyż przez telefon była uprzejma. Na pierwszym spotkaniu dałem się nabrać na jej życzliwość i otworzyłem przed nią serce. Okazało się, że była agentką UG, która miała udowodnić z góry założoną tezę: nie w mieszkaniu tkwi mój problem, lecz w „chorej psychice”. Potem chciała się spotykać cyklicznie i wieść bezowocne dysputy, ale na drugim spotkaniu wygarnąłem jej, co myślę o niej i o misji, którą zlecił jej zapewne jej pracodawca. „Decyzja burmistrza w sprawie pańskiego mieszkania będzie zależała w 99% od tego, co napiszę w raporcie” – powiedziała, upajając się swoją władzą nad moim losem.

 

Oczywiście w interesie pana G. nie leży udowodnienie, że mieszkanie mi się nie należy – dopóki jest konkurentem Wabika, jest wręcz na odwrót – z korzyścią dla niego byłoby wykazanie, że jestem dyskryminowany przez obecnego burmistrza. Z drugiej strony, czy potrzeba aż wielkich wizyt, żeby zrozumieć, jak żyje się na 18 metrach? Czy konieczna jest inspekcja, żeby udowodnić, że na takiej powierzchni nie da się zmieścić dorobku 40 lat życia ani tym bardziej stworzyć bezpiecznego domu? Jeśli ktoś rzeczywiście chce pomóc, to po prostu to robi. Przecież wszelkie dokumenty mógłbym wysłać mu pocztą. Gdyby nalegał, mogę mu też przesłać zdjęcia mieszkania. Może gdybym miał tu jakieś stare graty, w jego oczach zasługiwałbym na pomoc bardziej, ale jak zobaczy, że wyposażenie jest w miarę nowe, niezniszczone, zadbane, to uzna, że przecież nie żyje mi się tak najgorzej.

 

Ma Pani rację, Szwedzi nie zapraszają do domu znajomych, a jeśli już, to starych i wypróbowanych, i to też nie ot tak, tylko po uprzednim uzgodnieniu terminu wizyty. Ja postępuję jak Szwedzi, ponieważ wstydzę się mojego lokum. Od 10 lat unikam nawiązywania znajomości, ponieważ boję się, że prędzej czy później nadejdzie taki moment, w którym już nie wymigam się od „wpuszczenia” danej osoby do mieszkania. Obcym mówię, że tutaj jest tylko moje biuro, a mieszkam w „normalnej” dzielnicy, ale dobremu znajomemu tego nie wcisnę, bo znajomość budowana na kłamstwie ma krótkie nogi i zwykle dramatycznie się kończy. Raz już byłem w takiej sytuacji. Cztery lata korespondowałem z Dorotką. Ania twierdzi, ze D. upatrzyła mnie sobie na męża. Nie jestem tego taki pewien, ale faktem jest, że jej listy do mnie były wręcz poematami miłosnymi. Niech sobie Pani wyobrazi, że po 4 latach intensywnej korespondencji miała już dość czekania na „audiencję” i pojawiła się przed drzwiami mojego mieszkania bez zapowiedzi. Stała i stała, pukała i pukała; prosiła, żebym jej otworzył i choć przez chwilę porozmawiał. Miałem wyrzuty sumienia, że pozwalam jej tak stać; walczyłem z sobą, ale skrępowanie wzięło górę – nie zdobyłem się na to, by pokazać jej, jak mieszkam. Wyjaśniłem jej w liście, dlaczego jej nie wpuściłem. Niby zrozumiała. Potem jednak zaczęła ponawiać prośby o pozwolenie na odwiedzanie mnie w moim lokum; nie podobało jej się, że spotykamy się na ławce w parku, jak bezdomni. Mnie też się to nie podobało, ale nie mogłem ulec i zaprosić jej do siebie. Przecież nie na darmo powiadają: „Pokaż mi, jak mieszkasz, a powiem ci, kim jesteś”!!! Gdybym miał chociaż dwa pokoje, to byłoby zupełnie co innego. Ale jak tu pokazać drugiej osobie pomieszczenie, które jest sypialnią, jadalnią, pokojem dziennym i pracownią zarazem? Na coś takiego to już nie tylko Szwed by nie poszedł, ale i będący przy zdrowych zmysłach Polak nie chciałby obnażać się do tego stopnia. Wniosek? Moje mieszkanie jest podwójnie odpowiedzialne za moją społeczną izolację: 1. Nie mogę się z nikim związać (choć niczego nie pragnę bardziej), bo nie miałbym gdzie z tym kimś zamieszkać, 2. Wstydzę się nawiązywać nawet niezobowiązujące znajomości w obawie, że powtórzyłaby się sytuacja z Dorotką.

 

Wskaźnik samobójstw jest w Szwecji istotnie wysoki, ale powody są zupełnie inne niż w Japonii. Wyróżnia się zazwyczaj trzy: 1.klimat, 2. indyferentyzm religijny skutkujący brakiem oparcia w Bogu, 3. melancholijna skandynawska dusza. To za tę ostatnią tak kocham skandynawską literaturę i kino. Z badań wynika, że Duńczycy są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Kraje skandynawskie praktycznie się od siebie nie różnią – ta sama mentalność i kultura, bardzo zbliżone języki, podobny poziom rozwoju cywilizacyjnego, podobny stosunek do religii, wspólna historia. Ze szwedzkiego Malmö do duńskiej Kopenhagi podróżuje się jak z Warszawy do Łodzi czy z Torunia do Bydgoszczy, choć chyba nieco szybciej. Proszę mi zatem wytłumaczyć, dlaczego Duńczycy są tacy zadowoleni z życia, a Szwedzi tacy nim rozczarowani (bo chyba ze szczęścia nikt nie odbiera sobie życia).

 

Zadzwonię do pana G. jutro, dobrze? Da mi Pani jeszcze dzień na przygotowanie się do tego spotkania? Szkoda, że on upiera się, żeby przyjść do mnie. W jego biurze czułbym się swobodniej.

 

 

10:49, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 lutego 2012

Korespondencja z Panią Marią (archiwum)

 

Guten Morgen!

Troche dziwnie, ale funkcjonuje moj kompik.

Nie dzwonilam do nikogo jeszcze, bo juz juz chcialam, ale wyskoczyl p Godlewski.
mysle, ze on jest dosc mlody i moze mozna go przekonac na tyle, ze uwierzy, ze Pan naprawde potrzebuje wieksze mieszkanie.
Moze on wie kogo sie w Ug boja/ licza z  i moze tez przyciskany podpowie co jest najbardziej realne, czy wie cos o zasobach mieszkaniowych- tez interesujace.

Ale co ja mam mu powiedziec - znam Pana od dawna...jeszcze kiedy Pan byl studentem, czy od kiedy?
To nie jest aż takie ważne. Tutaj mozna miec biale klamstwo na usludze dla dobrej sprawy, uwazam.

Wymyslilam, ze Pan mi tlumaczyl teksty z niem na polski i, ze sie zaprzyjaznilismy i ze mam syna w Pana wieku, bla, bla, bla... cos w tym stylu. Czy Pan to akceptuje? Czy tak moge zrobic?
Niech Pan dopowie swoje do tej minikoncepcji, OK?
Proszę się nie przejmować szczegółami; oczywiście, że może Pani tak powiedzieć. Przecież on nie będzie wnikał w szczegóły.

Bede rozmawiac z MOPSem w Sopocie. Wymyslam tez cos dla Pana na wakacje, jesli szkola w Sw nie wypali. Moze w Sopocie by zalatwic na wakacje Panu mieszkanie za powiedzmy 2 g niemieckiego cz niem/ang jako wolontariuszowi wlasnie dla seniorow w Mopsie. Nie mam pojecia czy to wyjdzie...ale zobaczymy.
                         (
lubie tego gada malego )
Czy chcialby Pan abysmy wystosowali pismo do tego lekarza co to odstapil od orzekania, ze Panu powinien, jesli Pan ma taka wole , diagnoze wydac-
Sam o tym wtedy myślałem, ale miałem na głowie walkę z UG i dodatkowo z KGHM. W natłoku spraw odkładałem to na później. Można by to zrobić teraz. Pan ma PRAWO wiedziec to bez zadnego sadu. Jaki cwaniak. Moze im nawet powiedzial, ze Pan jest faktycznie bardzo chory a oni, ci z kopalni dali mu lapowke aby odstapil od wypowiadania sie... To jest bardzo możliwe. Słyszała Pani o tej głośnej aferze sprzed kilku lat? - szofer prezesa dostawał, jeśli dobrze pamiętam, prezesowskie wynagrodzenie! A wie Pani, ile płacą zaprzyjaźnionym tłumaczom? Jeśli mnie pamięć nie myli, od 10 do 30 tyś. za przetłumaczenie jednego dokumentu - swego czasu było o tym głośno. Tam afera goni aferę... A mnie zbyli 5 tys....

W Katowicach o fotel prezydenta ubiega się Arkadiusz Godlewski. Może to nieprzypadkowa zbieżność nazwisk?

Zgnilizna.

 uwolnic sie od tego... Polkowicach

 

 Panie Marcinie,
 ja przeciez nie mowilam nigdy, ze nikt go w Polkowicach nie krytykuje, ze Pan jest jeden jedyny w tej materii...
Ale jest Pan jeden jedyny zapewne, ktory pisze to na swoim blogu, ktory gmina doskonale identyfikuje i wie o Panu wszystko, nawet to najintymniejsze...z blogu E. To, że wiedzą o moich sprawach "intymnych", nie jest dobre, tu się zgodzę, ale nie mogę pokazać tym draniom, że się ich boję!
 Mnie to nie przeszkadza, ale to jest bardzo naiwne, jesli Pan jest rownoczesnie petentem potrzebujacym wsparcia i chce zalatwic swoj mieszkaniowy problem. Jesli Pan tak uwaza, ze prawo prawo znaczy, i nawet nie trzeba brac pod uwage subpolitycznych srodowisk i nastrojow, szczegolnie jesli nigdy sie nie pracowalo w tej gminie i  nie zna sie tam zywej duszy i szczegolnie kiedy ma sie do czynienia z ludzmi, ktorzy wedlug Pana nawet, maja wszystko w d..... poza swoimi zyskami nawet za cene uczciwosci wobec wyborcow, to na pewno Pan nic tym swoim zachowaniem nie zmieni. Ale w tej gminie ja już niczego nie chcę zmieniać! Zachowuję się prowokacyjnie, ponieważ wiem, że raczej już nie mam nic do stracenia. Przypominam ofiarę, którą kat pyta, czy chce przed śmiercią jeszcze coś powiedzieć, a ona śmieje się mu w oczy.

Rozumiem, ze Panska "szczerosc i latwowiernosc" wynika z Panskiej sytuacji tak psychicznej jak tez fizycznej. Wynika przede wszystkim z mojego charakteru. Szlachetne postawy pobudzają mnie do szlachetności, zaś niegodziwość wywołuje bunt i gniew. Niemniej jednak musi Pan przyswoic sobie reguly gry, pewne kody spoleczne, ktore wszedzie odgrywaja bardzo duza role, w kazdym panstwie i w kazdym srodowisku na swiecie. O tych regułach nie mam pojęcia. Marcin mógłby Pani dużo o tym opowiedzieć. A nawet jeśli je rozumiem, to pogardzam nimi. Tak długo płynąłem w życiu pod prąd, że w końcu stało się to moją życiową filozofią - wybieram drogę pod górkę, nawet gdy można iść z górki. Ania jeszcze dziś powiedziała, że odrobiną włazidupstwa mogłem załatwić sobie przyjęcie do polkowickiego "układu". Przecież oni wszyscy też nie są stąd. Połowa polkowiczan to potomkowie kresowiaków, a druga połowa to przybysze z Polski środkowo-wschodniej,  głównie z woj. kieleckiego (świętokrzyskiego). PRZEZ TE 10 LAT NIE MIAŁEM ANI JEDNEGO KLIENTA, KTÓRY URODZIŁBY SIĘ W POLKOWICACH!

Kiedy Pan rozmawia teraz o tym, np ze mna i moze bedzie rozmawial Pan jeszcze np z p Godlewskim lub moze kims innym, to prosze jednak wziac pod uwage to, ze kazdy, nawet polityk, ocenia nas najpierw jako indywiduum, jako ten czlowiek, ktory posiada swoj wlasny system wartosci, potem dopiero wchodzi w gre jego urzad i specyfika funkcji.. Polityk ma prawo do własnego systemu wartości, ale urzędnik już nie.

Wie Pan o tym. ze bezdomni sa w Niemczech, w Szwecji i Danii i nawet w najwiekszej demokracji swiata - USA   i jak Pan to wedlug swojego rozumienia prawa,  wyjasni? Trochę się Pani myli, Pani Mario - w Skandynawii NIE MA BEZDOMNYCH, chyba że mówimy o bezdomnych z wyboru. W Szwecji, Danii, Norwegii, Finlandii ubóstwo jest tak samo egzotyczne jak przesadne bogactwo. To jedyne miejsce na naszym pełnym kontrastów globie, gdzie ludzie są PRAWIE równi. Oczywiście może Pani zaraz powiedzieć, że "prawie" robi wielką różnicę... Pozdrawiam, M.

Rzeczywiscie, ludzie krytykuja ich porzadnie, czyli wie sie o nich duzo.Dobrze, aby im sie udalo wywalic tych oszustow. Pozdr Polkowicach

 

 

To wszystko mam, ale telefon widzialam i nie wiem gdzie on przepadl.
Tragiczna jest ta sytuacja lodzka. Jaki straszny jest nasz los...nagle dzieje sie cos, co tak brutalnie konczy zycie czlowieka, wartosciowego bardzo dobrego czlowieka.
Ręce opadają! Przecież my żyjemy w tej Polsce od dramatu do dramatu, a końca nie widać. Ciocia mówiła dziś o tym ze wzburzeniem. Przypomniała słowa Palikota, który mówił, że życzy Kaczyńskiemu śmierci; słowa Sikorskiego o "dożynaniu watachy", słowa Bartoszewskiego ("już mi zbrzydło traktować bydło jak nie-bydło"). W jednym jesteśmy niezwykle zgodni - to pogląd na polską politykę.

Czy mysli Pan, ze moze  Marciniak wygrac. Wie Pan cos o nim poza wiadomosciami z gminnych gazetek?
Pani Mario, podobno kontrkandydaci burmistrza to polityczny plankton. Tu jest jak w Rosji: i wybory są demokratyczne, i wynik z góry wiadomy.:) Wabik będzie burmistrzem na jeszcze jedną kadencję, potem wyznaczy swojego pomazańca z układu. Godlewski jest tego świadom (przecież nazywa swoją walkę z obecnym burmistrzem "kopaniem się z koniem"), ale liczy na cud (podobnie jak niektórzy polkowiczanie).

 

Temat: Prosba
Do: bogdan.godlewski(…)


Witam Pana!
Interesesuja mnie wybory w Polkowicach chociaz tam nie mieszkam.
Bardzo bym chciala z Panem porozmawiac, ale nie wiem czy to jest mozliwe.
Wydawalo mi sie, ze gdzies w internecie podany byl numer telefonu do Pana,
ale nie moge go odnalezc. Moze sie myle.
Jesli byloby to mozliwe, to bardzo prosze o podanie mi telefonu i ewentualnego czasu, kiedy jest Panu najwygodniej rozmawiac


Taki list, odwazylam sie i wyslalam do p G.

 

 

Niech Pan oprzytomnieje, nikt nie boi sie nikogo w Polkowicach...ale znajoma radna na pewno lubi pieniadze bardziej niz Pana...nie narazi sie..." aby Wabik nie wlnal nia o sciane", aby sie na nia nie wypial Właśnie to próbuję Pani powiedzieć - że boi się zaryzykować ciepłą posadkę.

 

No ale musi Pan, jesli Pan w tej glupiej Gminie musi starac sie o mieszkanie. Zmienic SIEBIE musi Pan, czyli napisac normalne teksty do gminy, teksty, ktore sa nijakie i opisuja bez wykrzyknikow egocentrycznych Panska sytuacje. Nie wazne jaka bedzie ich odpowiedz, ale i panska prosba i ich odpowiedz przesylac mamy zamiar dalej, a Pan tak jak gdyby nadal podcinal sobie te watla juz polkowicka galazke... niech Pan przestanie uwazac sie za najmadrzejszego, niech Pan raz ustapi, starszej kobiecie, ktora pisze do Pana i probuje Panu wytlumaczyc, ze jednak nie ma Pan racji..Ale ja już dawno dałem Pani zielone światło do napisania takiego pisma! Proszę napisać, a ja je wyślę listem poleconym, jak zwykle. Sam nie potrafię pisać do nich bez emocji, dlatego nie piszę od maja 2009 wcale.

 

 

Pan wybaczy...nie podzielam tego spojrzenia, jest wlasnie dziecinne...Nie jest dziecinne - jest dziecięce. Myślę jak dorosły, ale reaguję jak dziecko. Nigdy mnie nie interesowało, z kim zadzieram - jeśli zachował się nikczemnie, wypowiadałem mu wojnę, choć wiedziałem, że nie wygram. Nieważne, czy ten ktoś skrzywdził mnie, czy też kogoś, kogo uważałem za człowieka szlachetnego. Dyplomacja to najgłupsza rzecz, jaką wymyślono. To ona przemienia politykę w kosztowną zabawę dla dużych chłopców (czasem też dziewczynek), za którą płacą podatnicy. Nigdy nie myślałem w kategoriach, co mogę zyskać, a co stracić przez takie czy inne postępowanie. To wypływa z mojej wrodzonej dumy.

 

O moj Boze! Socjolog to z Pana zaden....a przydaloby sie troche poczytac... Nie chce Pana obrazac, ale mowi Pan "glupie rzeczy". Przeciez nie chodzi mi o to do czego ma urzednik prawo, kiedy on nawet nie wie na dobre do czego to prawo ma... No to trzeba go zreformować. Niemiecki urzędnik doskonale wie, do czego ma prawo. Czy polskie musi być zawsze gorsze?

 

Wlasnie, ze wiem, duzo lepiej od Pana bo mieszkam od bardzo dawna w Szwecji... W Szwecji? A mówiła Pani, że w Łodzi. Trochę duży rozrzut...

 

Pozdrawiam

M.

 

Czy Pan moze spi...
To dobrze, wazne aby spac wtedy, kiedy sie chce spac.
Jutro bede dzwonic do p G.
Otrzymalam przyzwolenie i numer. Niech Pan pomodli sie do Ducha Swietego o powodzenie w tej sprawie.
Pozdrawiam i czekam na jakis znak zycia z tamtej strony.. Maria

 

 

Panie Marcinie, czy jest to specjalnie zaplanowane  milczenie?

Czy Pan moze postanowil, ze juz wiecej nie bedzie kontaktowal sie ze mna?
Kto to wie? - tak pomyslalam...

Czy moze tylko jest to Panski komputer, ktory zapragnal milczec?

Nie daj Boze, nie ulegl Pan jakiemus wypadkowi i nie lezy w szpitalu?

A moze poszedl Pan do kina?

Albo wyjechal nagle z Polkowic?

Albo moze miljoner zaprosil Pana na rozmowe?
 
                                                      Pozdrowienia, Maria

Nic z tych rzeczy!

 

 

21:21, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »

To było jak rażenie prądem…

 

Przedwczoraj ok. godz. 23 doszło w moim mieszkaniu do awarii zasilania (przedostania miała miejsce ok. tydzień temu).

Brak elektryczności odcina mnie od świata i uniemożliwia mi jakąkolwiek aktywność (nawet kuchenkę mam na prąd, bo korzystanie z urządzeń gazowych jest tu zabronione), toteż nie może dziwić, że w takich razach zawsze wpadam w panikę. Sam, w ciemnym mieszkaniu, otoczony przez nieobliczalnych sąsiadów, czuję się całkowicie bezbronny. Jedynie kłopoty z komputerem kosztują mnie więcej zdrowia.

Nie bacząc na późną porę, wyszedłem do miasta w poszukiwaniu telefonu, z którego mógłbym zadzwonić po pogotowie elektryczne. Skorzystanie z niego umożliwiła mi, choć nie bez oporów, recepcjonistka Hotelu Millennium. Załamałem się, słysząc, że „dziś nie przyślą elektryka, bo jest zbyt późno”. Ładne mi pogotowie! A gdyby tak prądu zabrakło w piekarni albo szpitalu – też byłoby „za późno” na usunięcie awarii? Przed udaniem się na spoczynek zażyłem dwie tabletki nasenne, mimo to prawie nie spałem. Nie potrafię się odprężyć, wiedząc, że jakiś problem jest nierozwiązany. Próbowałem pocieszać się myślą, że gdy rano się obudzę, zobaczę świecące się diody urządzeń elektronicznych, na które spoglądam instynktownie po otwarciu oczu. Kolejną noc z rządu dręczyły mnie wyczerpujące koszmary. Przebudziłem się o 8:00. Kwadrans przed godz. 9 prądu nadal nie było, dlatego ponownie udałem się do wspomnianego już hotelu i kazałem się połączyć z administracją mojego bloku. Urzędnik, który odebrał telefon, od razu rozpoznał mnie po głosie (nic dziwnego, bo miał z ciocią i ze mną niejedną przeprawę). Rozmawiał ze mną obcesowo, z pozycji tego, który ma przewagę, i wcale nie zamierza tego ukrywać. Ja też nie siliłem się na uprzejmość i powiedziałem mu do słuchu na tyle, na ile zdenerwowanie pozwoliło mi mówić (kiedy jestem wzburzony, jąkam się i tracę zdolność do składnego artykułowania myśli).

Ciocia, którą rozbolała głowa, gdy opowiedziałem jej, co przeżyłem, powiedziała: „Oni mogą specjalnie wyłączać Ci prąd, aby zmusić cię do wyrażenia zgody na remont instalacji w twoim mieszkaniu. Zresztą najchętniej pozbyliby się ciebie z Polkowic; wtedy wszystkie urzędy powiązane z UG by odetchnęły”. Dodała też, że nie wierzy, aby pogotowie elektryczne działało tylko do 20:00, jak mi powiedziano przez telefon – to zapewne kolejna szykana obliczona na zohydzenie mi życia, którego i tak mam serdecznie dosyć. Dzisiejsza „przygoda z prądem” odebrała mi co najmniej rok życia.

Zabierzcie mnie do normalnych warunków! Przecież nie jesteście bezdomni, a wielu z Was, czytelnicy, ma pokoje, których nawet nie używacie. Chcę zaznać względnej normalności, odpocząć od tego przeklętego miejsca, pożyć jak człowiek, zanim mnie tu wykończą…

 

00:07, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lutego 2012

Korespondencja z Panią Marią (archiwum)

 

Panie MArcinie,
niech Pan nie bedzie smutny...

Patrzylam na forum prawna.org i na samorzad.infor.pl/forum/

Ludzie czekaja na komunalne mieszkania latami.... Boze... Tak, to prawda, ale w Polkowicach, gminie „cudu gospodarczego na skalę w Polsce niespotykaną”, czekają znaczniej krócej, co przedstawiciele tejże gminy lubią przy każdej sposobności podkreślać.
Kobieta po rozwodzie mieszka w tym samym pokoju z mezem, ktory ja bil i jego synem, swoim pasierbem, ktory jest b nieprzyjemny... Mieszkanie jest jednopokojowe, pokoj okolo 20m2.
Inni piszacy maja podobne albo jeszcze gorsze problemy.
Co to za kraj? Taki kraj, jaka władza.
Ciekawe co na to powiedzialby rzeczywiscie sad unijny. A moze tak samo powie, ze ugminny musi przestrzegac kryteriow, ktore wynikaja z warunkow w gminie.... Sądy unijne lubią być poprawne politycznie i pokazywać się jako strażnicy praw człowieka. Z drugiej strony, nie zawsze je rozumieją, bo jeśli Alicja Tysiąc wygrała, to jest to hańba! Z kolei nasze sądy prawie zawsze biorą stronę cudzoziemców pozywających Polaków, patrz: sprawa bezwstydnej i przebiegłej Agnes Trawny.

Zadzwonie do tego Godlewskiego i go sie podpytam jak to wyglada na tych listach u nich, czy on cos wie, ciekawe jak sie do tego odniesie. Proszę dzwonić. A do dziennikarza Gazety Lubuskiej już Pani dzwoniła? Rozmawiała może z tym burmistrzem podłódzkiego miasteczka, który jest karnistą?

Ja mialam podona sytuacje jak Pan po opuszczeniu akademika ale zamieszkalismy u rodzicow mojego meza na 1,5 roku a moja mama dala mi pieniadze na mieszkanie spoldzielcze. My jednak zalatwilismy dzieki znajomym inne mieszkanie, wynajete od pewnej Pani, ktora do niego juz nie miala nigdy wrocic i ktore jednak zostawilismy potem na skutek naszego rozwodu. W Lodzi. W dziecinstwie mieszkalam z mama w domu od mojego ojca, ale nie rozumialam, ze ten dom nie byl nigdy nasz, mimo, ze mama moja robila tam generalny remont poniewaz dom tego wymagal. Byl tam tez ogrod.
Byl to jednak bardzo zimny zima dom. Teraz rozumiem dlaczego moja mama nie chcialla sie stamtad mimo wszystko wyprowadzac...tam byla niezalezna. Po pracy szla do siebie, do zieleni, do swojego domu gdzie nikt nie krzyczal, nie halasowal, nie wtracal sie.

Wie Pan, ze nie mam zalu do zadnego z moich mezow, osiagnelam dzieki Ja też zasadniczo nie żywię negatywnych emocji do M. Czuję się tylko jałowy i wypalony. Bogu taki stan duszy, ze wydaje mi sie, ze ich rozumiem...poprostu nie potrafili byc inni. Ja też nie potrafiłem być inny dla M., choć bardzo chciałem.
Nie chce pamietac zlych rzeczy i po wielu juz latach Ja po rozstaniu z człowiekiem, który dał mi jakieś dobro, zaczynam go idealizować, choćby wyrządził mi - niejako przy okazji -  także zło. zywie jak gdyby pewien rodzaj wspolczucia dla nich. Ojciec mojego syna zmarl niedawno, gdyby upadl byl na ulicy to by go uratowano, ale to stalo sie w domu.
Bylam na pogrzebie. Po 18 latach niewidzenia, na pogrzebie. Nie przypuszczalam, ze ksiadz cos powie, a tu nad grobem ksiadz powiedzial, ze Witold zegna zone Marie i syna Powiedział, bo tak się zwykle mówi w mowach pogrzebowych. Czy mąż Pani sobie tego życzył? ...nogi sie podemna ugiely...
Ale najbardziej brakowalo mi moich tesciow w tym domu gdzie tez mieszkal moj maz. Byla to duza szanowana lekarska rodzina. Siostra mojego meza zaprosila na obiad ... siedzialam tam i nie moglam myslec o niczym innym tylko widzialam moich tesciow, ktorych juz nie ma. Dom ten jednak tetnil zyciem kiedy oni zyli i zawsze od piatku do poniedzialku przyjezdzalo sie do nich na dobre jedzenie i aby dzieci sie znaly, kuzynowie znaczy sie. To bylo marzenie mojego tescia. Tak tez sie stalo.

Nie warto nosic w sobie obciazajacych  mysli...Wiem, ze to trudno zmienic, ale po 15 latach trzeba sobie pomoc w jakis sposob, trzeba wyjsc do ludzi mimo wszystko. Tylko skąd ich wziąć, gdy człowiek się ich boi, bo wie, jak potrafią ranić i krzywdzić?
Pan wlasciwie wychodzi do ludzi bo Pan ma uczniow. To jest juz duzo i ważne dla Pana. Niech Pan zabiega o nich i niech Pan cos wymysli aby spotkac tez nie uczniow.
                                                             Pozdrawiam, maria

                               

Czy Pan sobie to wyobraza? Po rozwodzie.... Moja mama też jest po rozwodzie – mój biologiczny się z nią rozwiódł, a nie odwrotnie, ale dobrze zrobił, że sobie poszedł. Źle tylko, że tych dwoje poranionych ludzi, niemajacych pojęcia o małżeństwie ani wychowywaniu dzieci, wstąpiło w związek małżeński, który od początku był tragiczną pomyłką.

Ania też jest po rozwodzie z pierwszym mężem.

 

 

Czyli, rozumie Pan teraz, ze nie ma nikogo, kto bylby wazniejszy od burmistrza?
w tym aspekcie, w aspekcie przydzielenia Panu mieszkania. no i wlasnie dlatego musi Pan sie zmienic poniewaz on sie nie musi zmienic ani sie nie zmieni. ON SIĘ NIE ZMIENI, CHYBA ŻE ZOSTANIE DO TEGO ZMUSZONY PRZEZ OPINIĘ SPOŁECZNĄ; KOGOŚ, KTO JEST DLA NIEGO AUTORYTETEM, MA WIĘKSZĄ WŁADZĘ TUDZIEŻ NAKAZ SĄDU.
Dlatego bez emocji czy jak Pan woli uczuc, albo odwrotnie, trzeba napisac podanie formalne do Urzedu GP, do burmistrza znow. Można napisać, ale chyba nie spodziewa się Pani, że UG zmieni stanowisko bez nacisku z zewnątrz?

PS. Pani profesor ma racje, ale to nic nie pomoze. To oczywiste, ze nie pomoże, bo się na mnie uwziął, niemniej dobrze, że wytknęła mu prawdę.
 W Niemczech polskiemu rodzicowi zabrania sie sadownie rozmawiania w jezyku polskim ze swoim wlasnym dzieckiem z malzenstawa polsko-niemieckiego. W Niemczech dyskryminuje się Polaków na wszelkie sposoby, a w Polsce co się robi?! Dyskryminuje się….nie, nie Niemców, lecz także Polaków! W jadalni pewnego sanatorium nad morzem sala podzielona jest na dwie części, które oddziela przepierzenie – dla Niemców i osobną dla Polaków. Polakom kelnerki przynoszą trzy plasterki sera i wędliny do stolika, a Niemcy mają szwedzki stół uginający się od potraw i dodatków. PO zachowuje się dokładnie tak jak wspomniane sanatorium. Inny przykład to wyrok w sprawie Agnes Trawny. O formach dyskryminacji Polaków przez Niemców i POLAKÓW PRZEZ POLAKÓW mógłbym mówić długo. Jak może dojść do znaczenia na arenie międzynarodowej naród, który sam sobie pluje w twarz? Nie oczekujmy od Niemców, że będą się z nami liczyli, dopóki nie szanujemy się sami. Wielu Niemców stwierdziło, że taka sytuacja jak moja w Polkowicach, w ich kraju byłaby nie do pomyślenia. Co myśli sobie moja Pani Profesor z Niemiec, gdy musi bronić polskiego obywatela przed polskim urzędem?!!! To się w głowie nie mieści. Wyobraża Pani sobie sytuację odwrotną? Nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać.
Demokracja potrzebuje broni.

 

22:43, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 105