Czytasz pamiętnik wybitnego absolwenta Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, stypendysty Martin Luther Universität. Podziwiany po obu stronach Odry za przymioty intelektu, teraz wegetuje w norze, która zabija go na wiele sposobów, a gdzieś tam w równie nieludzkich warunkach umiera jego matka.
Pani Mario, serdecznie
dziękuję, że zadała sobie Pani tyle pracy, ale życiorysy pisze się w formie
tabelarycznej - myślałem, że Pani to wie i nie śmiałem o tym wspominać. Poza
tym - z całym szacunkiem - nie prosiłem o wzór życiorysu, tylko o gotowy do wysłania
dokument, tak aby mi Pani "odjęła" trochę pracy, bo ja normalnie z
nóg padam - cały dzień w pośpiechu. Wie Pani, że ja potrzebuję 2-3 h dziennie
na przygotowanie mieszkania na przyjście klienta, 1 na posprzątanie po nim, 2 h
na pójście na lunch i codzienne zakupy, ok. godziny na przygotowanie się, 1
godzinę na przeprowadzenie lekcji, ok. 3-4 godziny na pisanie różnych listów i
podań o pomoc (nie wliczam w to pisania bloga!), ok. 2 godziny na
codzienną toaletę, ok. godzinę na przygotowanie kolacji i mycie naczyń, ok. 1,5
godziny na przyrządzenie i spożycie mikstur na gardło i przełyk?! A gdzie czas
na życie?! Jeśli nie odpowiedziałem choć na jedną wiadomość od Pani, to
wyłącznie z braku czasu, notorycznego zabiegania. Wszystkie zaległe listy są w
folderze "Pani Maria - odpowiedzieć", żadnego nie ignoruję! Ciocia mi
trochę pomaga, ale ile się przy tym nasłucham jęczenia i zrzędzenia, to jeden
Bóg wie. Oczywiście bywają dni, że w ogóle nie zrzędzi, ale im jest starsza,
tym jest ich mniej.
Może zróbmy odwrotnie. Ja
Pani wyślę życiorys wg mojego pomysłu, a Pani albo poprawi go tak, aby był
gotowy do wysłania, albo napisze wszystko od nowa, ale w formie tabelarycznej,
dobrze? (Oni życzą sobie życiorys po polsku i po niemiecku). Proszę odnieść się
przede wszystkim do ostatniego punktu. Czy zostawić daty? Czy całkowicie je
wyrzucić? A może podać tylko datę rozpoczęcia pracy? Na końcu można dodać
jeszcze znajomość języków oraz kilka zdań o zainteresowaniach, ale to
fakultatywne. Skromność skromnością, ale nie zaszkodziłoby wspomnieć o dwóch
listach polecających, od prof. polskiego
i niemieckiego. To tyle mojego wymądrzania się. Już Pani będzie wszystko
wiedziała najlepiej.
Nie musi to być na dziś; z
tego, co wiem, oni szukają DOBRYCH filologów na okrągło i od wielu lat, więc
pana G. zasługa w tym żadna. Bardziej liczyłem na pracę w tej firmie, w której
on pracuje – tam praca jest na miejscu i nie wymagają żadnych szkoleń. W ogóle
nie wiem, czy „Austro Consults” będzie chciało mnie przyjąć, bo przecież kilka
lat temu sami do mnie wydzwaniali, a ja odrzuciłem ich ofertę, więc mogą czuć
się urażeni. Ale nawet jeśli mnie przyjmą, to czym ja tam będę dojeżdżał?! Tak
między nami: zamierzam złożyć tę aplikację tylko po to, by nie obrazić pana G.
Aha, na uniwersytecie trzeciego
wieku mnie nie chcieli. Ani w DWSPiT w Polkowicach. G. sądzi podobnie jak ja –
otrzymali odpowiednie instrukcje od burmistrza.
Tutaj nazwisko i
imie?
Tutaj data czy na dole?
Sa rozne tradycje
Adres....
xxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxx
Nazywa to sie Zyciorys czy piszecie teraz CV Życiorys
lub Curriculum Vitae. Drugie jest bardziej trendy.
.
.prosze samemu nazwac to tak jak w polskich warunkach to sie robi...dobrze?
Urodzilem sie w
xxxxxxxx (data ) w miejsce.YYYYYY. Szkole podstawowa ukonczylem wXXXXXX- moze
tylko data. Większość szkół nakazuje pomijać
szkołę podstawową jako nieistotną. Moja szkola srednia to piecio,
cztero...??? letnie Liceum Licea były i są tylko
czteroletnie. Tylko technika trwają 5 lat. Ekonomiczne w Bytowie. Tam tez otrzymalem swiadectwo dojrzalosci w
xxxxxxx roku
Juz jako uczen
szkoly sredniej lubilem uczyc sie jezykow, tak jezyka ojczystego jak tez
jezykow obcych. Bylem zwolniony z egzaminu pisemnego maturalnego z jezyka
polskiego. Moja srednia ocena na swiadectwie maturalnym, to 4,7.
Zgodnie ze swoim pragnieniem i rada nauczycieli licealnych pragnalem studiowac
germanistyke. Rusycystka upierała sie, żebym
studiował rosyjski, polonistka - polski, a germanistka - niemiecki. W końcu
wszystkie uznały, że niemiecki będzie najlepszą przepustką do kariery.Byłem pierwszym uczniem nie tylko mojej klasy, ale i całej
mojej szkoły średniej, który dostał się na studia. Przede mną próbowały 2 osoby
na przestrzeni 10 lat, ale oczywiście nie na uniwersytet, tylko na WSP w
pobliskim Słupsku! Moja wychowawczyni powiedziała do mojej mamy na wywiadówce:
"Pani syn jest najlepszym uczniem w klasie, ale o uniwersytecie niech
zapomni. Nasza szkoła nie przygotowuje do studiów, a już na pewno nie do
uniwersyteckich".Pragnalem
zostac nauczycielem jezyka niemieckiego. W trakcie
studiów ani przez moment nie pomyślałem o sobie jako o nauczycielu, podobnie
jak nikt u mnie na roku. Uważaliśmy, że to praca dla nieudaczników. Do dziś 90%
Polaków tak uważa. Wiele razy słyszałem od moich uczniów: "Jest pan takim
świetnym filologiem. Dlaczego marnuje się pan jako nauczyciel?".
W roku 19xx rozpoczalem studia na filologii germanskiej- spec nauczycielska na
/ w Uniwersytecie M K op w Toruniu.
Caly okres studiow byl dla mnie bardzo waznym okresem mojego zycia. Bylem
absolutnie usatysfakcjonowany wyborem kierunku studiow i, to sprawialo. ze
bylem aktywnym Nigdy nie byłem aktywny, napisał to
nawet prof. Lipczuk w lisćie polecającym. Zawsze chowałem się w najdalszym
kąciku sali wykładowej. i dobrym studentem. Zal. Nr 1.
( tutaj moze Pan napisac zal Nr 1. a wydrukowac
moze wlasnie te oceny z roznych przedmiotow, ale przeskoczyc ta obfita
informacje, ze 2 tylko oceny b dobre na roku, niewazne, kiedys im Pan to
opowie, ale nalezy sie wstyrzymac z wartosciowaniem/z wychwalaniem siebie w ich
oczach. Moze nawet wcale nie dawac tego zalacznika? nic o konkretnych
ocenach... nie wiem, niech Pan cos napisze na ten temat znow do mnie)
Moze tylko wystarczy dyplom, a moze jedno i drugie-kopie...i doczepione pod
zyciorysowy arkusik. Wysylam to juz i pisze dalej...o styp naukowym. Prosze napisac
wypelniajac luki i mi odeslac, dobrze?
Gdyby Pan zamieszkal z mama to byscie nie umarli z glodu a
prace by sie natychmiast znalazlo...najpierw troche korkow a rownoczesnie
szukaloby sie innej. Mamy znajomego dyr s tam w instytucie Europejskim. Niech
Pan sprawdzi jakie tam maja studia...moze doktoranckie.... i stypendia
doktoranckie...
wlasciwie mieszkanie jest najwazniejsze. Ale wiem, ze Pan chyba by nie
wykrzesal 70 tys ? NIGDY jeszcze nie byłem tak biedny jak
w tym roku. Ledwo wiążę koniec z końcem. Nie stać mnie na kurtkę zimową ani
nowe jeansy! Wszystkie moje oszczędnosci pochłonęły trwające ponad dwa lata
ucieczki przed hałasem. Moje oszczędności to 2 tys. złotych. Ania opłaca mi za
mieszkanie. Ania dostaje od męża 200 zł na miesiąc (25 euro), za które musi
wykarmić siebie i jego.
To jest tak dobry punkt, ze sama ja zaluje, ze jestem w tej chwili tutaj a nie
w Lodzi. Dlatego bardzo, bardzo Pana prosze abysmy zalatwiajac jedno mogli tez
sprawdzac drugie :))
Ja wiem, ze Pan nie pojedzie tam dzisiaj, ale w odroznieniu od Pana , ja
chcialabym sprawdzac rzeczy rownolegle, my kobiety tak wlasnie dzialamy - niech
Pan zapamieta, ze wolno tez Panu rezygnowac z rzeczy w sposob kulturalny.
Musze wziac teraz przerwe i zaraz napisze zyciorys, ktory naszkicowalam.
Ma Pan - komu? -wyslac ten zyciorys? Dla kogo on jest planowany? Pani z Austro Consults jest nim zainteresowana. To młoda
Polka po studiach w USA. Zero kompleksów, wyrazista uroda. Dość miła. Kilka lat
temu zaprosiła mnie na interview. Rozmawialiśmy po angielsku. Zaproponowała mi
pracę lektora jęz. ang. Nie wiem, jak zareaguje, jak zobaczy moje nazwisko.
Wtedy ją zlekceważyłem, bo uczniowie walili do mnie drzwiami i oknami; gdyby
tylko zdrowie było i moje mieszkanie pozwalało na przyjmowanie klientów, nie musiałbym biedować.
SZybko prosze o odpowiedz...
No tak, ale to nie jest ladnie sformulowane...Do pani
pelnomocnik... i tutaj- albo
Wieslawa Wabika,
albo pana Wieslawa Wabika
albo burmistrza Wabika, albo pana burmistrza Wabika
-jesli przyswieca Panu cel aby ich wszystkich
olewac i nonszalowac w kazdy mozliwy sposob, to na pewno ten cel Pan
osiagnal... Właśnie ten cel mi przyświeca, odkąd
nie mam złudzeń co do ich intencji.
- tresc tego sformulowania, tej wiadomosci do tejze pani, tez wzbudza irytacje
i wcale dobrze o Panu nie swiadczy...mysle
- czy ta pani prosila o te ksiazke? O prezenty
się nie prosi. To był prezent gwaiazdkowy.
- czy to jest pani B., psycholog, radna? Ależ
skąd! Pani B. jest dyrektorem MOPS, a Pani Pełnomocnik ds. osób starszych i
niepełnosprawnych ma przytulny gabinecik w UG. W wolnych chwilach lubi czytywać
mojego bloga (czego się nawet nie wypiera), stąd pomysł, by dostarczyć jej
dodatkową lekturę. Już kiedyś wysłałem Pani moje pismo do niej.
Ide do kosciola na msze kat angielska.
Nie ma na swiecie polskich kosciolow. W Kolonii
oprócz niemieckich kościołów katolickich jest też kosciół katolicki dla
polonii, gdzie jest polski ksiądz i mszę odprawia się po polsku. Tutaj tez nie ma, ale sa katolickie - dwa!
Niech Pan pisze, odpisze po 20-tej. M
Tez nic w nocy nie spalam. Jutro pracuje, mamy wizytacje z ministerstwa.
No i jeszcze K.Kowalski noca i moje utykanie na prawa noge... moge tylko
powiedziec - wrrrrrr! Współczuję. Tabletki
nasenne, jeśli zażywa się je długotrwale, powodują paradoksalnie bezsenność.
Właśnie zaczął się u mnie ten etap. Nie doszłoby do niego, gdyby remonty nie
zmusiły mnie do ich nadużywania.
Nigdy nie bylam w Bydgoszczy, az wstyd!
Niech Pan pomysli jak to odgadlam...
Tam, w Bydgoszczy, maja super ortopedie, tam poskladali tego bandyte
dziennikarza, ...Zientarskiego, bodajze...
Ten ktory pedzil pozyczonym Porsche w W-wie jal szalony, powyzej 260km/godz
Skad moge wiedziec, ze to do tej samej Pani byl Panski wywod o ksiazce? Zaznaczyłem, że to do Pani pełnomocnik.
Co ona moze/jest w stanie Panu pomoc? Ona utopiłaby
mnie w łyżce wody, gdyby mogła. Czyli zna obydwa blogi? Najprawdopodobniej. Kiedy
sie poznalo o Polkow. to wpadalo sie tez prawie automatycznie na ten drugi. Czy
ona tez jest burmistrza czlowiekiem? Z ciałem i duszą, mit Haut und Haaren, jak mówią Niemcy. Pewnie
tak, skoro tam jest.
Wiec burmistrz wie, ze Pan jest (…)? Wie, ale nie
porusza tematu W pismach do interweniujących w mojej sprawie nazywają to
"schorzeniem". Oczywiscie
emocjonalnym. On nie rozróżnia takich
subtelności. Gdyby Pani słyszała go w TV, doszłaby do wniosku, że on nie umie
po polsku.
Pan G. przyspieszył
spotkanie o pół godziny. Nie bardzo mi to pasuje, ale nawet nie o to chodzi.
Czuję, że to jeden z tych, którzy wydzielają człowiekowi czas i stale gdzieś
się spieszą. Ciałem są jeszcze w miejscu X, a myślami - już w Y. Denerwuję się
wtedy, bo to mnie wybija z konceptu.
Dobrego dnia!
Marcin
Panie Marcinie, troche
pokory!
Pan przeciez wie, ze on jest w trakcie kampanii...
niech Pan nie zaklada ciagle, ze Pan jest zawsze na pierwszym planie. W takiej
sytuacji mozna go przeciez zrozumiec i na tyle pojsc mu na reke.
On mi mowil, ze bardzo chodzi tutaj aby byly dwie tury glosowania, ze te glosy,
ktore nie beda oddane na Marciniaka to pewna czesc bedzie na niego byc moze i w
ten sposob zabierze sie glosy Wabikowi.Ja
na Pana miejscu, jesli bym nie musiala w tym czasie robic czegos innego, bym
sie tak bardzo nie przejmowala swoim konceptem. Pan nie musi az tak sobie
wszystkiego ukladac, niech Pan sprobuje to potraktowac jako cos przyjemnego,
cos co na pewno Panu nie zaszkodzi a mnie pomoze - on ze mna
porozmawia/napisze- jak ewentualnie to nazwac, jak patrzec moze gmina na
to...moze wie jak wyglada kolejka do mieszkan gminnych, moze kogos ma tam, kto
jest mu zyczliwy.
Pan musi zmienic swoj stosunek do ludzi, ja tak to widze. Rozumiem, ze Pan ma
fobie, ale jesli Panu chce sie jesc to odwiedzi Pan M D`sa i przezyje Pan
kontakt z ludzmi. Niech Pan sprobuje zmusic swoj intelekt do oceny sytuacji...i
moze reakcje te beda nie takie mocne z czasem. To co ja mam powiedziec, jesli
kazda najmniejsza rzecz jest dla Pana zbyt meczaca i dystrahujaca? Zaczynam
myslec, ze niepotrzebnie narazam Pana na te doznania i zastanawiam sie czy ja
Panu bardziej zaszkodze czy pomoge..
to jest naprawde male piwo, ze on przyjdzie wczesniej. Rozumiem, ze Pan moze
chcial sie zdrzemnac, albo moze ma Pan zajęcia...
Miejmy jednak nadzieje, ze wszystko rozwinie sie dobrze i zakonczy tez dobrze,
tzn ta wizyta. Pozdrawiam, Maria
Pani Mario!
Ależ proszę się nie
denerwować. To Pani robi tym razem z igły widły. Jeśli będzie chciał mi pomóc,
to zrobi to nawet nawet bez wizytacji w moim mieszkaniu. Nic się nie
stało, że przyjdzie wcześniej. Mówię tylko, że nie lubię czuć presji czasowej
podczas rozmowy.
A Pani nie może mi
zaszkodzić, bo jest zbyt szlachetna.:)
To się dobrze
składa, bo ja od jakiegoś roku rozważam przeprowadzkę do Łodzi.:)
Panie Marcinie, czekam na list z opisem rozmowy.
WLodzi znalazlam mieszkanie w kamienicy, odnowione tzn cala kamienica- 58,85 m2
rog Wschodniej i Narutowicza.
Meldunek staty, kontrakt bez ogr czasowego...odstepne 75 tys, moze mozna
wytargowac na 70 tys.
W tym wszystkie meble itp itd.
Ludzie tak odstepuja mieszkania w Lodzi, prawnie sprzedaja dobytek a to sa
pieniadze za oddanie mieszkania, coprawda nie jest to wlasnosciowe ale to sa
normalne relacje w sensie prawnym.
Mieszkanie lezy tuz przy Empiku, zamykana, monitorowana klatka, Tylko 2 duze
pokoje, kuchnia i lazienka, ale pokoje maja wejscie nie z korytarza.
No to nie jest takie wazne...
Mysle, ze mozna z czasem dostawic scianke i moglby Pan miec mame ze soba.
Czynsz jest 8 zl za m2 czyli 460 zl. Na pewno mialby Pan prace w Empiku.
Wiem, ze Pan nie ma tych pieniedzy, ale moze troche Ania moglaby dac Panu, albo
pozyczyc, moze by bank pozyczyl jesli by Pan mial prace- mysle, ze na pewno.
Nie mowie, ze musi Pan to wziac natychmiast, ale warto to wiedziec i szukac
pracy w Lodzi a tego typu mieszkania pokazuja sie od czasu do czasu w tym
miescie. Tam tez nie ma zadnych tapniec. Z mama poradzilby Pan sobie finansowo.
Przesle Panu potem adres na gratce i sa tez tam fotografie, adres mailowy,
telefon.
Niech Pan napisze swoj zyciorys tak jak Pan uwaza, chodzi mi glownie o
fakty...data urodz im miejsce..Nazwy szkol i nastepujase daty...Nie o
chorobach, tylko, ze pracow
Jesli tyo sa znajomi pG to ten zyciorys nie jest przesluchaniem policyjnym,
mozna napisac ladnie i krotko. Beda cos chcieli zmienic to powiedza p G i sie
zmieni. Czekam na zyciorys, OK?
I prosze sie nie denerwowac. Pan mogl zyc z wydanej ksiazki, przecieznikt nic
nie wie--jak kto kiedy no i nikt tego nie sprawdza. Mogl Pan tez zyc z
oszczednosci.. Glowa do gory! Piers do przodu!- tak mowi moja kuzynka, chora w
dodatku! M
Pani Mario!
Pan G. prosił, żebym jeszcze dziś wysłał mu mailem krótki
życiorys. Krótki, czyli jaki? Wszystkie moje „prace” to były w zasadzie krótkie
epizody na umowę zlecenie. Tylko w LO i naszym wydawnictwie byłem zatrudniony
na stałe, ale też niezbyt długo. To może zrobić złe wrażenie. Może zatem nie
podawać żadnych dat, tylko wymienić poszczególne miejsca pracy? Czy mogę
napisać, że byłem tłumaczem w wydawnictwie takim a takim? Czy pominąć nazwę
wydawnictwa? W tym drugim przypadku będzie to podejrzane.
On potrzebuje tego, żeby znaleźć mi pracę w szkole językowej
lub na kursie – tak wywnioskowałem z tego, co mówił.
Pozdrawiam
Marcin
Pani Mario!
„Taki zdolny człowiek nie może
się marnować” – powiedział pan. G. Nie wiem, czy myśli tak naprawdę, ale staram
się w to wierzyć, w końcu to Pani mówi, że trzeba ufać ludziom. Kandydat na
burmistrza zrobił na mnie dobre wrażenie. Był życzliwy, bezpośredni, miły,
wręcz koleżeński. Wygląda lepiej niż na zdjęciach – ma piękną cerę i ani jednej
zmarszczki czy przebarwienia. Po mnie widać, że jestem zdarty przez życie. Nie
jestem pewien, jak on mnie odebrał, ale wydaje się, że udało mi się
ukryć fobię, inaczej nie zaproponowałby chyba regularnych spotkań przy kawie.
Dość chaotycznie, ale mimo wszystko składnie i spójnie nakreśliłem mu obraz
sytuacji. Pech chciał, że tabletka na rozluźnienie nie zdążyła zadziałać –
wtedy byłbym dużo bardziej „błyskotliwy”. Pan G., niejako na poparcie moich
słów, wplatał wątki osobiste, żeby podkreślić, że rozumie. Opowiadał o tym, jak
działa tutejsza mafia i jak sam był/jest przez nią szykanowany, np. UG nie
zainteresował się jego projektem modernizacyjnym, po czym przypisał go sobie,
co pana G. bardzo zabolało. Mówił, że niektórzy członkowie PdMM chcieliby się
wyłamać, gdyż mają świadomość, że ta partia krzywdzi ludzi, ale ponieważ są
tylko trybikami w wielkiej machinie, boją się ryzykować ciepłych posadek.
Prawdopodobnie tak właśnie jest z dyrektor MOPS. Wspomniał o grze pozorów, jaka
toczy się między nim a burmistrzem: poklepują się po plecach i udają
przyjaciół, a chcą się nawzajem wyeliminować z gry. Rozumieliśmy się bardzo
dobrze, tak dobrze, że gdy jeden zaczął jakiś wywód, drugi wyrywał się, żeby go
dokończyć. Np. gdy powiedziałem mu, że cierpię na depresję, co UG wykorzystuje
do dyskredytowania mnie w oczach interweniujących instytucji, kiwał z
niedowierzaniem głową. Wspomniał, że właśnie teraz odwiedza bliską osobę w
szpitalu, która leczy się na depresję. Podkreślił, iż miał okazję przekonać
się, jak straszna to choroba, ale doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie
jest to choroba psychiczna. A teraz konkrety.
Jeszcze dziś ma dostarczyć mi do
podpisania wniosek o interwencję w Radzie Miejskiej (właśnie dzwonił w tej
sprawie, jest 10:12). Ma poszukać mi pracy w szkole językowej Austro Consults (firma
z Krakowa) lub w firmie Hörmann (duża firma niemiecka) – miałbym tam uczyć
pracowników. Jeśli chodzi o tę pierwszą szkołę, to czarno to widzę, ale nic mu
nie powiedziałem, żeby go nie gasić. Wiele lat temu byłem tam na rozmowie
kwalifikacyjnej. Właścicielka (Polka, która młodość spędziła w USA) była mną
zainteresowana, ale postawiła warunek: udział w szkoleniu, które ona
przeprowadza. Drugi warunek: trzeba mieć samochód, ponieważ szkoła mieści się w
strefie ekonomicznej (a więc daleko), no i potem trzeba dojeżdżać tymże
samochodem do różnych firm, w których prowadzi się kursy, niejednokrotnie w
sąsiednich miejscowościach. To nie dla mnie.
Jest 10:33. Już trzy razy
przerwałem pisanie tej notki, by odebrać telefon od pana G.. Podał mi numer do
Austro Consults, do właścicielki szkoły. Właścicielka nie okazała entuzjazmu,
choć powołałem się na pana G, tak jak mi kazał. Stwierdziła, że ewentualnie
mogę przesłać im CV, ale w zasadzie nie potrzebują germanisty, już raczej w
Legnicy ktoś taki by im się przydał, tu raczej nie ma zapotrzebowania.
Właścicielka – ku zdziwieniu pana G. – kazała mi zadzwonić pod inny numer. „Nie
ma takiego numeru” – poinformował głos operatora. Z tego raczej nic nie
wyniknie, tak jak nie wynikło przed laty. Przy okazji zapytałem pana G. o Hörmanna,
o którym wspomniał wczoraj. „Tam są już kursy, a poza tym firma jest w stanie
zawieszenia” – odpowiedział – cokolwiek to znaczy.
Pan G. zapewnił, że będzie
„prowadził rozmowy w kuluarach” w sprawie mojego mieszkania. Uprzedziłem go, że
będą mu mówić, że jestem świrem, który go oszukał i zmanipulował. Powiedział,
że zdaje sobie sprawę z tego, bo to ich metoda - kto niewygodny, ten wariat.
Zaproponował też coś, co sam
uznał za szatański i szalony pomysł – jego zdaniem mógłbym się zapisać do
Porozumienia dla Mieszkańców Polkowic i wtedy uprawiać dywersję od wewnątrz.
Jako członek PDMM mógłbym uczestniczyć w naradach, zebraniach itp.
Jest 11:34. Właśnie spotkałem się
z panem G. Przyniósł do podpisania wniosek do Rady Miejskiej. Dobrze to napisał
– zwięźle i merytorycznie. Obiecał mi w najbliższym czasie dostarczyć ksero
tego dokumentu.
Czy Pani z nim wczoraj
rozmawiała? Co powiedział?
Po ukonczeniu germanistyki w Toruniu, (zostalem wyslany, wytypowany- moze to
bylo tak?)
rozpoczalem dalsze studia w Niemczech na xxxxx w yyyy. bylo to roczne
stypendium naukowe...( dla kogo
od kogo, cos w tym rodzaju )ktore
utwierdzilo mnie w przekonaniu, ze interesuje mnie jezyk niemiecki i ze nawet
chcialbym zajmowac sie tlumaczeniem tekstow niem na polski jak tez tekstow
polskich na niemiecki.
( Co obejmowaly te roczne studia w Niemczech? )
Po zakonczonych studiach w Niemczech pracowalem u roznych pracodawcow a m.inymi
- jako tlumacz symultaniczny dla...
- jako nauczyciel w
- jako lektor
Glownie zajmowalem sie prywatnymi tlumaczeniami jak tez przetlumaczylem i
wydalem ksiazke "JIm xx Spi" ktora wysoko ocenily media -
Przekroj...
( zastanawiam sie nad tym czy to
Panu pomoze, czy zaszkodzi...jesli kazdy bedzie Pana kojarzyl z gejemi
moze majacy negatywny stosunek do gejow ( nie mosi byc objawiany glosno ale
moze byc b negatywny we wnetrzu czlowieka, moze wladac jego rozumem )
Moze lepiej napisac bez tytulu, tylko tak: Glownie zajmowalem sie
prywatnymi tlumaczeniami jak tez przetlumaczylem i wydalem ksiazke "Duktig
pojke" szwedzkiej pisarki XXx na jezyk polski via jez niemiecki. Nic o mediach moze Interesuje mnie - tutaj chyba tylko jedno zdanie z tego co
napisal Pan pod swoimi Pasje: ale nie bedziemy uzywac slowa pasja
Interesuje sie rowniez Skandynawia, zwlaszcza Szwecja i Islandia - ich jezykami
i kultura.
Inne moje zainteresowania to Literatura- tutaj tylko pierwsze zdanie, ktore Pan napisal pod nia.
.................... oraz klasycy wspolczesni, pisarze niemieccy i
skandynawscy, powiesc psychologiczno obyczajowa... sledze tez literatute
naukowa z ww dziedzin.
Inne zywe moje zainteresowanie to historiaPolski, historia miasta moich studiow
Torunia jak
tez wszystko co go dotyczy, historia Kaszub, skad pochodze co tez sprawia, ze
znam jezyk
kaszubski i tradycje Kaszub.
Lubie bardzo czytac literature zwiazana tematycznie z religioznawstwem ( czy religioznastwem, bez w ) a szczegolnie z
chrzescijanstwem.
Tutaj moze najpierw jakies
wiazace zdanie tej czesci z poprzednimi...
Bardzo pragnalbym moc pracowac jako lektor jezyka niemieckiego w Waszej
szkole jezykowej / lub nazwa
jakiegos innego przedsiebiorstwa; jestem przekonany ze bylbym dobrym
nauczycielem, ktory jest w stanie pomoc uczniom, ktorzy szukaja pomocy czesto
wymagajacej interdyscyplinarnej ( czy tak mozna to sformulowac- chodzi mi o mozliwosc przekazania
po niemiecku wiedzy interdyscyplinarnej wrrr )znajomosci jezyka
niemieckiego. Mam doswiadczenie w nauczaniu ludzi doroslych, studiujacych i w
przygotowywaniu ich rowniez do egzaminow uniwersyteckich. Widze sie rowniez
jako nauczyciela ludzi starszych , mam tutaj na mysli studiujacych na
Uniwersytecie III-ego wieku.
Bardzo prosze o pozytywne rozpatrzenie mojej prosby.
Z powazaniem Z. M E.
Panie Marcinie, nie wiem jak to
teraz sie konczy takie pisma w Polsce
A moze to nie tylko byl zyciorys a jednoczesnie podanie o prace, czyz tak?
Musi Pan to napisac na czysto i wyslac do mnie. Troche czuje sie zle
potraktowana, musi to byc wyslane dzisiaj? Musi?
Mam wazne zebranie i chcialabym na nie pojsc a tutaj nie jestem gotowa z
Panskim zyciorysem. A bardzo mi zalezy aby zerknac na niego przed wyslaniem.
Prosze sie nie gniewac ale zrobic wszystko abym mogla to zrobic zanim Pan wysle.
Panie Marcinie, zamykam te poczte do jutra wieczora. Otworze
na godzine kolo 20-tej.
Pan moze pisac albo nie - narazie mamy w persp spotkanie z pG. Moze cos
pokombinuje odnosnie podania ale nie wiem. Mam strasznie duzo roboty -
sprzatanie, segrg. papierow...oj,
oj ,oj o, oj a moze i wiecej!
Do jutra! MFj
Tak, widze...Rzeczywiscie
wysokie te bloki. Blo Zostały zbudowane jako
hotele robotnicze w latach 70-tych. Rok temu na Pomorzu jeden z takich hoteli
spłonął – może coś obiło się Pani o uszy? Mój jest najbardziej odchylony od
pionu. Nikt nie powie konkretnie, jakie jest zagrożenie zawaleniem, bo KGHM i
UG płacą ekspertom za uspokajanie opinii publicznej. W raportach stwierdza się,
że w zasadzie jest bezpiecznie. Mieszkańców uspokaja to „bezpiecznie”, a tym „w
zasadzie” nikt się nie przejmuje – kompletny brak wyczulenia na niuanse i
manipulacje językowe, ale czego się spodziewać po mieszkańcach takiego bloku! Mimo
wszystko moglyby byc super wykonczone i zadbane, i dobrymi, normalnymi
mieszkaniami. Ale kto by inwestował w tych
ludzi? Kogo oni obchodzą?
Wiem, wiem, chodzi o tapniecia. Na pewno tez wolalabym mieszkac w niskim
domu tam. Ja nie boję się tąpnięć samych w sobie
– boję się ich skutków. Z jednej strony nie wiadomo, ile ta rudera jeszcze
wytrzyma, a z drugiej – wstrząsy mają coraz większą siłę, bo drążą pod miastem
w poszukiwaniu nowych złóż.
Co miesci sie w tym domu niskim, podkowie zagietej pod katami prostymi z
czerwonym dachem? Dobre pytanie! To barak socjalny. Z
daleka może nie wygląda źle, ale w środku – tragedia! Jeden długi korytarz i po
obu stronach mieszkania. Zero intymności. Wewnątrz grzyb i wilgoć, o czym pisała Lubuska. Pani
pełnomocnik „wystarała” mi tam mieszkanie o 6 m większe od mojego i nazwała
mnie „rozkapryszonym”, gdy go nie przyjąłem!!! Jeśli tu wstydzę się przyjmować
ludzi, to tam umarłbym ze wstydu, gdyby ktoś miał mnie odwiedzić. Zresztą tam
nie przyszedłby do mnie pies z kulawą nogą. Mój blok jest przynajmniej
komunalny, a tamto coś jest budynkiem socjalnym. Zamieszkiwanie tam
stygmatyzuje. Panie Marcinie, jesli Pan
moglby zmierzyc dokladnie po podlodze wielkosc pow. pokoju, potem tej wneki
kuchennej, korytarza i lazienki i mi przeslac,
Moglby moze Pan narysowac, odrecznie na kartce papieru w kratke plan mieszkania
przyjmujac pol centymetra, czyli jedna mala kratke za rzeczywisty metr i
zeskanowac i mi przyslac?Niestety nie mogę
spełnić tej prośby – zero zdolności do rysowania i całkowity brak wyobraźni
przestrzennej. Architekta by ze mnie nie było.
Bede chciala podszepnac moze rzeczy p G.
Niech Pan sie nie denerwuje przed jego wizyta, niech Pan raz
w zyciu rozluzni sie i mu opowie o tym jak Pan reaguje na halas oraz inne
rzeczy. Na pewno rozmowa potoczy sie wartko :)) i przyjaznie. Jest tyle do opowiedzenia, że na pewno o czymś zapomnę. Na
moje stosy dokumentacji medycznej i podań do UG każdy rzuca tylko okiem. Toż
tego jest tyle, że trzeba by to długo studiować, by wszystko ogarnąć. Bardzo
trudno jest dokonać selekcji, bo wszystko wydaje się ważne. Każdy z tych
dokumentów to kawałek mojej historii skropiony gorzkimi łzami. Moze tez
Pan mu pokazac, jesli uzna Pan za stosowne jakas diagnoze, albo tylko powiedziec,
"zacytowac" opinie lekarza. Sam Pan uzna jak z nim rozmawiac...
Jak juz powiedzialam/napisalm wczesniej - ja nie krytykuje Ale tu jest co krytykować! Krytyka pozwala nam się rozwijać.
Należy odróżnić krytykę (= życzliwe i konstruktywne wytykanie braków) od
krytykanctwa (=nieuzasadnionego i złośliwego wytykania rzekomych lub rzeczywistych
słabości), nie oceniam tego tlumaczenia w zadnym zlym sensie. Wierze, ze
to jest jasne, ze to jasno wynika z moich wywnetrzen.
Ja znam szwedzki dosc idiomatycznie tez. Moją
specjalnością i konikiem są idiomy niemieckie. Dr Kotelnicka (absolwentka UW)
nazwała mnie na I roku chodzącym słownikiem idiomów, frazeologizmów i
synonimów. Potem to zaczęło żyć własnym życiem. Na trzecim roku dr Trąpczyńska
z Poznania kłóciła się ze mną, że nie można powiedzieć „nicht im mindesten”, a
tylko „nicht im geringsten”. Ja upierałem się, że oba wyrażenia są poprawne. Na
następnych zajęciach zwróciła mi honor przy całej grupie („sprawdziłam, miał
pan rację”) i od tamtego czasu nazywała mnie ekspertem językowym. Calymi
dniami sie nad roznymi rzeczami zastanawiam, wydzwaniam do pewnego profesora
na U Göteborskim, meza mojej kolezanki Polki ze studiow szwedzkich. Przypomniała mi Pani, jak w ’96 wydzwaniałem na uniwersytet w
Oslo, żeby rozmawiać o rodzajniku postpozycyjnym (tak typowym dla jęz.
skandynawskich, a także bułgarskiego i rumuńskiego). Wtedy mnie to niesamowicie
fascynowało: ein Junge – der Junge, a boy – the boy, ale: en pojke – pojken.
Cos trzeba wiedziec, ale glownie trzeba czuc i wiedziec, no i oczywiscie tym
sie zajmowac. to daje szlif. Uebung macht den Meister –
ćwiczenie czyni mistrza. Poza tym trzeba miec pewna ceche , ktora mozna
byloby nazwac czepianiem sie detali. Ja to mam...ale nie mam tysiaca innych
rzeczy. Ja lubie detale i szczegoly, dlatego czepiam sie Panskich podan i
innych sadow. Miłość do detali to też moja cecha.
Uwielbiam uczniów, z którymi mogę przegadać całą lekcję o jednym słowie czy
wyrażeniu. Kocham uczniów dociekliwych, obdarzonych przenikliwym umysłem i
lubujących się w filozoficznym podejściu do języka; takich, z którymi lekcja w
zupełnie naturalny sposób zmienia się w dywagacje akademickie. Uwielbiam bawić
się językiem, eksperymentować z nim, tropić niuanse. Pani Prof. z Niemiec
mawiała, że mój mózg podobny jest do biblioteki, w której każde niemieckie
słowo jest na właściwej półce. Zdarzali mi się studenci filologii i filozofii –
z nimi zajęcia były bardzo ciekawe. Usycham z braku uczniów, z którymi mógłbym wznieść
się na wyższy poziom abstrakcyjnego myślenia.
Mam w bagazu studia logiki, nie tylko logiki formalnej ale nawet logiki
matematycznej z niezyjacym juz Romanem Suszko z UWarsz. To wyrabia pewna
ostrosc widzenia,
Pan zrobil to tlumaczenie na pewno dobrze, zwazywszy na najwazniejsze momenty
tej ksiazki i to jest najwazniejsze. Nie bedziemy sie nad tym zastanawiac
wiecej. Kiedys przeczytam.
Tak, to piekne...widzi Pan
teraz dlaczego ma Pan tylko slady dwoch stop kiedy Pan sie odwroci...
To Jezus dzwiga Pana. Jemu tez nie jest lekko...
Dlaczego nie napisal Pan do p G?
Niech Pan nie udaje, ze Pan to zrobil. Chce Pan, abym nie spala? Abym sie
zastanawiala nad tym co sie stalo? A moze Pan woli zebym juz sie ...wylaczyla?
Od 2004 roku nie ogladam zadnej telewizji, a polskiej nigdy nie mialam. Od
miesiaca poprzez Nasz Dziennik moglam ogladac Trwam...najczesciej w malenkim
kwadraciku na ekranie komp, czasem polski p widz, albo rozm nie dok
no i staralam sie mowic z nimi rozaniec kilka razy. W tej chwili glosu nie mam
zupelnie i musze wszystko sprawdzac, a moj syn nie maczasu. Wpadnie moze w
niedz wieczorem na chwile. To zajmuje duzo czasu- konwertowanie..
Odbieram jedynke, Polskie Radio.
Wczoraj postrzelono dwie kobiety, mamy, bedace w domach przy pracy w kuchni.
W Malmö. Sa w szpitalu.
Cala policja rikspolisen jest postawiona na nogi. Strzela sie do cudzoziemcow.
Rozpoznaje sie ich najczesciej po karnacji, ale tez w odpowiedniej dzielnicy.
Ale policja tez nie lubi cudzoziemcow.... Kiedy spalono islamski kosciol
mosk'e( jak to sie nazywa po polsku?) nigdy nie znaleziono winnych. Ma Pani na myśli meczet. Tak to jest, gdy człowiek wiele lat
przebywa za granicą – zaczyna zapominać ojczystego języka. To normalny proces.
Czy mówi Pani po polsku ze szwedzkim akcentem? Ja świetnie sobie radzę z wymową
poszczególnych słów szwedzkich, ale nie mogę załapać tej specyficznej
intonacji. Podobno cudzoziemca w Szwecji poznaje się po wymowie, nawet jeśli
mieszka tam od 30 lat – czy Pani się z tym zgadza? W niemieckiej TV słyszałem,
że podobno nawet królowej Sylwii wytyka się niemiecki akcent, choć dla mojego
ucha jej szwedzki brzmi doskonale, tym bardziej że Silvia Sommerlath jest
wyjątkowo zdolną absolwentką Wyższej Szkoły Tłumaczy w Monachium. Lubi Pani
swoją monarchinię (bo zakładam, ze jest pani obywatelką Szwecji)? Mysle jednak, ze ich zlapia mimo wszystko..tych, ktorzy teraz
strzelaja...
Czy jako katoliczka nie czuje się
Pani w tym kraju osamotniona? Katarzyna Jagiellonka, tak kochana przez
poddanych jako Wielka Księżna Finlandii, popadła w niełaskę jako królowa
Szwecji, ponieważ chciała ten kraj zrekatolicyzować. Mają tam polski kościół
czy chodzi Pani do szwedzkiego? Przypuszczam, że w Pani mieście jest co
najwyżej jeden kościół katolicki – mylę się? Jak liczna jest tamtejsza polonia?
Obraca się pani w kręgach polonijnych czy raczej szwedzkich? Co myśli Pani o
małżeństwie następczyni tronu z Danielem Westlingiem? Wróży im Pani udane
pożycie? Tyle razy słuchałem ich przysięgi małżeńskiej, że już potrafię ją
wyrecytować na pamięć.
Jag drömdeoftaattvägenupptillvarthusvaröversalladavsvartaormar, som jag vartvungenattgaöver=Ich träumte oft davon, dass der Weg zu
unserem Haus hinauf von schwarzen Schlangen übersät war, über die ich steigen
musste. Często
marzyłem o tym, że droga prowadząca na górę do naszego domu usłana była
czarnymi żmijami, ponad którymi zmuszony byłem przejść. (Zamiast
„ponad którymi” rozważaliśmy też „przez które” – przyp. red.).
Jak Pani widzi, zdecydowaliśmy się
na „być zmuszonym” – tak jak w szwedzkim oryginale. W niemieckim przekładzie
użyto czasownika müssen = musieć.
Jak tam nóżki? Jest jakiś postęp w
leczeniu? Niech się Pani kuruje, bo jeśli zdarzyłby się cud i dostałbym kiedyś
normalne mieszkanie, byłaby Pani zmuszona = tvungen = gezwungen przyjechać na
parapetówkę (tak to się chyba nazywa?). :)M.
Jag drömde ofta att vägen upp till vart hus
var översallad av svarta ormar, som jag var tvungen att ga över=Ich
träumte oft davon, dass der Weg zu unserem Haus hinauf von schwarzen Schlangen
übersät war, über die ich steigen musste. Często marzyłem o tym, że droga prowadząca na górę
do naszego domu usłana była czarnymi żmijami, ponad którymi zmuszony byłem
przejść. (Zamiast „ponad którymi” rozważaliśmy też „przez które” – przyp.
red.).Nie
pamietam dokladnego kontekstu - zdaje mi sie, ze nie marzylem..czy marzylam a
snilam, albo snilo mi sie,TEN CZASOWNIK PO NIEMIECKU ZNACZY ZARÓWNO
„MARZYĆ”, JAK I „SNIĆ”. MOŻE RZECZYWIŚCIE TU LEPIEJ PSUJE” ŚNIĆ”.
TŁUMACZYLIŚMY TO NOCAMI, W DUSZNEJ PIWNICY, MARCIN ZASYPIAŁ NAD TEKSTEM,
MIELIŚMY NA TO NIECAŁE 2 TYGODNIE
rowniez nie zmijami a wezami, „SCHLANGEN”
TO PO NIEMIECKU RACZEJ WĘŻE, ALE TEŻ ŻMIJE. WE MNIE, JAKO W KASZUBIE, SŁOWO "ŻMIJA" WZBUDZA
WIĘKSZY STRACH; MYŚLĘ, ŻE W POLAKU TEŻ, STĄD WYBÓR „ŻMIJ”. POZA TYM W
SKANDYNAWII, PODOBNIE JAK W POLSCE, ŻMIJA ZYGZAGOWATA JEST JEDYNYM GATUNKIEM
JADOWITEGO WĘŻA. rowniez, nie przezktore
lecz po polsku zmuszony bylem po nich przejsc
czy isc----czy nawet moze lepiej - po nich przechodzic, poniewaz czesto snila/snil wiec moze lepiej
przechozic. "PO KTÓRYCH" TO DOBRA
PROPOZYCJA!
wypozycze te ksiazke i zobacze
Jak Pani widzi, zdecydowaliśmy się
na „być zmuszonym” – tak jak w szwedzkim oryginale.Bardzo dobrze!!!! W niemieckim przekładzie użyto czasownika müssen = musieć.
Jak tam nóżki? Tylko JEDNA NOGA, PRAWA !
Do parapetowki sie zagoi/zgoi! ( Chocnie jestem tego jednak taka pewna!
) Jag måste ingenting! Jag är en fri människa!
1 a z kolkiem, 2i 3 a jak umlaut, z dwoma kropkami
Jest jakiś postęp w leczeniu? Niech
się Pani kuruje, bo jeśli zdarzyłby się cud i dostałbym kiedyś normalne
mieszkanie, byłaby Pani zmuszona = tvungen = gezwungen przyjechać na
parapetówkę (tak to się chyba nazywa?). :) M.
Pytała Pani o etymologię
nazwiska "Wakarecy". Dla mnie ono trąci węgierskim, podobnie jak
Batory, Nagy czy Sarkozy.
Moze, moze to jakis wegierski Zyd z Anglii...
Bardzo mozliwe.
Moj poprzedni lekarz rodzinny nazywal sie Oliver Szeleky- wym SZ=S po weg.
slynna zyd/weg rodzina podobno tutaj.
Na poczatku mojej choroby, kiedy zyly dlugie lewej nogi bolaly mnie i szalalam,
plakalam ...i to trwalo wiele lat, o zgrozo, on wrzeszczal na mnie, ze to
psychiczne, ze to nic nie jest niebezpiecznego!
Super,
bardzo dobrze! nie musi Pan dzwonic.On Panu odpowie. On wie, ktory to blok ale
nie wie nr-u mieszkania. Powinien byl Pan napisac tez swoj numer telefonu,
on Panu napisal swoj...
Ja absolutnie Pana nie
krytykuje tzn nie osadzam negatywnie w tym tlumaczeniu. Mysle, ze nie tlumaczyl
tego na niemiecki tez wielki tlumacz, tylko raczej tak jak Wy, ktos moze
zainteresowany homoseksualizmem, zainteresowany z roznych, wcale nie mysle, ze
negatywnych powodow.
Po szwedzku tez -bezok. att
drömma- znaczy snic we snie, snic na jawie, jak tez doslownie marzyc swiadomie
o czyms. Nawet jest pojecie dagdrömma -( marzenia dzienne- mamy cos podobnego
po polsku?)
Marzenie zaklada, cos pozytywnego tzn to o czym sie marzy swiadomie
raczej...Marze o wyjezdzie na Krym, marze o tym aby dozyc takich dni, aby nie
czuc juz nigdy bolu gardla - jest to swiadome myslenie, wola nasza aby myslec o
czyms lepszym, zyczyc sobie czegos lepszego...
Natomiast jesli cos strasznego jawi nam sie jako marzenie senne to znaczy
snimy, tzn po polsku.
W tej ksiazce uzycie slow- marzenie senne, byloby zbyt gornolotne, nie
adekwatne do kontekstu.
Ja zdaje sobie
sprawe z tego, ze o takich niuansach mozna
dyskutowac i spierac sie w nieskonczonosc. Tlumaczenie z tlumaczenia jest
obciazone jeszcze wiekszym ryzykiem. Ale akurat te rzeczy nie zawazyly na pewno
na odzwierciedleniu glownego problemu tzn rozwoju tego chlopca, na pokazaniu
jak ksztaltowala sie jego tozsamosc.
Pani Mario,
jestem znakomitym germanistą, ale nigdy nie
uważałem się tłumacza. Żeby być dobrym tłumaczem na polski, trzeba być przede
wszystkim polonistą. Człowiek tłumaczy jakiś fragment i czuje, że coś jest nie
tak, coś mu „nie brzmi”, ale nie przychodzi mu na zawołanie do głowy, jak
oddać to inaczej. Czasem ma się na końcu języka właściwe słowo czy sformułowanie;
niekiedy doznaje się nagłych olśnień; człowiek zrywa się wtedy w środku nocy,
by porobić notatki, bo wie, że jeśli tego nie zrobi, to mu to ucieknie.. Nasze
tłumaczenie może Pani krytykować do woli, wszak nie pracował nad nim sztab
ludzi, jak to bywa w uznanych i bogatych wydawnictwach, lecz dwóch młodych
zapaleńców bez doświadczenia. Zrobiliśmy to w 2 tygodnie, nie korzystając z żadnej
pomocy. Normalnie tłumacz obłożony jest stosami słowników. Gdy skończy
swoją pracę, książka trafia na biurko profesjonalnego korektora - u nas
zabrakło tego ogniwa, bo zależało nam, by wydać ją po jak najniższych kosztach.
Tłumaczenie uczy pokory. Tłumacz zawsze wie za mało, wciąż uczy się na własnych
i cudzych błędach. Nie wystarczy ogromna wiedza; potrzebne jest też wyczucie
języka i wielkie doświadczenie, żeby ustrzec się błędów językowych i
merytorycznych. Tłumaczenie tekstów literackich można porównać do mechaniki
precyzyjnej lub sztuki jubilerskiej, tyle że tu przedmiotem obróbki jest słowo.
Tłumaczenie jest trudne, ale trudno o bardziej kreatywną i satysfakcjonującą
pracę.
Kiedyś J. Iwaszkiewicz
skarżył się, że nie mamy dobrych tłumaczy literatur skandynawskich, a obecnie
brakuje nam jakichkolwiek. Większość utworów tłumaczy się przez niemiecki lub
angielski. Niedawno czytałem głośną powieść "Zło" (Ondskan). Opowiada
ona o szwedzkim chłopcu, który kształci się w elitarnej szkole opanowanej
przez przemoc i rasizm. Moim zdaniem tłumaczenie jest tak toporne, że całkowicie
odbiera przyjemność czytania.
Rozróżnienie między snem a
marzeniem jest oczywiste - obaj zdawaliśmy sobie z tego sprawę, ale po prostu
wtedy to przeoczyliśmy. Znacznie łatwiej wyławia się błędy w czyjejś książce
niż w swojej - wiem to z doświadczenia. Jest tak, ponieważ do swojej nie ma się
żadnego dystansu.
Dwudziesty ósmy rok życia był dla mnie jednym z najgorszych, jeżeli nie
najgorszym. To wtedy cały mój świat legł w gruzach. Wtedy straciłem wszystko, co
było mi drogie i żywotnie niezbędne, w tym po raz pierwszy - dach nad głową (bo
bezdomny byłem w zasadzie zawsze). Wtedy zaczęła się moja tułaczka od szpitala
do szpitala. Wtedy o mały włos nie umarłem. Ja, który tak dużo czasu potrzebuję,
by przyzwyczaić się do nowych ludzi i miejsc, tylko w 1998 roku zmuszony byłem
zmienić „rodzinę” i miejsce pobytu pięciokrotnie. To wtedy poznałem osobiście
Elę i ciocię Anię – dwie osoby, które wywarły przemożny wpływ na moje życie. Mogę
śmiało powiedzieć, że kiedy skończyłem 28 lat, zegar mojego życia się zatrzymał,
ponieważ ciągle na nowo odtwarza się we mnie trauma, której wówczas doświadczyłem, a
ludzie, którzy byli dla mnie ważni w tamtym roku, w mojej wyobraźni przestali
się starzeć, tak jak nie starzeją się umarli. I chociaż czasem łudzę się, że
nie mają nade mną już władzy, ciągle spotykam ich w snach…
Dzieki za wszystkie
teksty. Dzieki za wszystkie teksty o Toruniu. Przesylam je mojemu synowi
i synowej. Jej rodzice byli niedawno w Toruniu. Byli zachwyceni. Byli tez juz
kilkakrotnie w Krakowie. Wiedza o polskim plakacie, zakupili tez cos tam.
Czy chcialby Pan starac sie moze o prace w szkole jezykowej w Toruniu? moze
tylko na kilka miesiecy w roku?, na dwa w wakacje?
Moge zadzwonic i sie zapytac, rekomendujac Pana i polecajac do indywidualnego
nauczania. Nie zapomnialam o Swinoujsciu, ale moze Pan wolalby aby sprawdzic
wpierw Torun? Bardzo proszę. M.
Jezyk tej ksiazki jeszcze bardziej uproszczono na uzytek
Szwedow, wyobraza Pan sobie.
Prosilam o polskie tlumaczenie tych zdan.
Np - czy nie ma wyrazenia w niem - bylam zmuszona o tym samym znaczeniu co musste?
Pan tego nie moze wiedziec, ale w szwedzkim tez jest måste, jesli nie pokaza sie wlasciwe literki u Pana to jest
maste gdzie nad a jest kolko.
To måste nie odmienia sie w zadnym czasie, jest måste wczoraj, måste dzisiaj ,
måste teraz.
Kiedys bezokolicznik byl att måsta
a teraz jest zawsze fraza att vara tvungen,
att måsta nie zobaczy Pan w modernym tekscie.
Mam tylko pytanie: czy jezyk niemiecki ma, a mysle ze na pewno ma, wyrazenie bylam zmuszona.
Ta prostota tego tutaj szwedzkiego wymaga raczej nie musste niemieckiego, jesli
jest w nim byc zmuszonym, tak jak to jest w oryginalnym tekscie.
Nawet szwedzcy nauczyciele w swoim prostym, normalnym, wspolczesnym jezyku nie
uzywaja chetniej måste niz bylem
zmuszony- np jestem zmuszona pojsc do lekarza, bardzo sie zle czuje - tak samo
mozemy to oddac po polsku mowiac, ze musze isc do lekarza bo sie zle czuje.
Tlumaczenie Väl jakoh
sehr w kazdej sytuacji tez nie jest chyba wystarczajace/wlasciwe... väl
jest przyslowkiem, ktory jest o wieeeeeele slabszy niz sehr. Uzywa go sie wtedy
kiedy cos trzeba zalozyc, przyjac za takie choc nie wie sie tego w 100 %.
Wiem, ze na pewno mozna oddac intencje/sens w sposob bardzo wlasciwy,
idiomatycznie dla danego jezyka i ze nawet tlumaczenie moze byc lepsze od
orginalu : )).
Narazie niech Pan mi nie przysyla tego nagrania, wrocimy do tego pozniej.
Ale polski fragment do tego szwedzko-niem moze Pan wyslac, o to prosilam.
Wszystko przeczytalam.
Napisze z domu.
Musze wyjsc juz do domu i po drodze zrobic zakupy. Mam tysiac spraw na glowie
dotyczacych mojego mieszkania i tez walki z kasa ubezp za mafijne dzialanie
lekarzy - ta sszwedzka sluzba zdrowie nie widzi, nie potrafi interpretowac
swoich wlasnych rentgenowskich zdjec - ani spoldzielnia lekarska, ani moj dentysta
szwedzki, ani chirurgia szczekowa, ani wydzial dentystyczny. Umieralam kilka
ladnych lat i dlatego pracuje na pol etatu. Nie dlatego, ze tak powinnam, ale
tak wymyslil pewien prywatny lekarz, tez szwed, ze jesli mnie nawet nie mogli
zdiagnozowac to lepiej jednak pracowac mniej. Gdzie jest sens tego rozumowania.
Betablockery nie byly mi wcale potrzebne, moje serce protestowalo przeciw
infekcji i bilo b szybko. Antybiotyki, ktore jadlam zabijaly bakterie ale nie
usuwaly zrodla infekcji. Bylam o krok od sepsy. Chcialby Pan chodzic 200 razy w
ciagu roku do lekarzy, na pogotowie, do wszelkich alternatywnych lekarzy i nie
zostac zdiagnozowanym. W dodatku placic- bo sluzba zdrowia to nie
dentysci w tym kraju. zadne znizki jej nie obejmuja. Kiedy tylko o tym pomysle,
to chce mi sie tylko plakac i czuje, ze ciagle mam depresje, ktorej nie mozna
niczym leczyc. Ma depresje z powodu zlej diagnozy i choroby mojego ciala. Znany
Panu powod depresji.
ale czlowiek sam musi siebie wspierac, jakkolwiek by to nie zabrzmialo. Kocham
zycie i chcialabym zyc w zdrowiu ze 100 lat albo i wiecej. Sluzba zdrowia tutaj
jest niesamowita- organizacja smiechu warta!
OD grudnia kontrolowali moje serce w szpitalnej przychodni -skierowanie
od lekarza rodzinnego. Co 3 miesiace zrobiono mi jakies badanie - pierwszy raz
zmierzono mi cisnienie w szpitalnej, zle sie czulam, ale teraz wiem, ze to byly
betablokery, ktore jeszcze w bardzo malej ilosci uzywalam. 3 miesiace pozniej
mialam dobowe EKG, ktore nie pokazalo nic szczegolnego, tzn puls byl miedzy 80-
92 ale to byla sprawa wysilku tez, normalne calodobowe zycie dla organizmu i
celowy wysilek np chodzenie po schodach. Ja chodzilam tylko na spacerze w parku
bo juz bolala mnie noga. A wiec uznano to za normalne. Zrobiono mi tez 3
miesiace pozniej EKG z kontrastem i hormonem stresujacym, adrenalina mysle, -
wiadomosc krotka ze szpitalnej, ze moj miesien sercowy nie wykazuje znamion
niedotlenienia. Nic wiecej, nic o cisnieniu i o pulsie.
Nastepne badanie - zbiorka dobowa moczu, tez do tej przychodni kardiologicznej
przyszpitalnej - zawiadomienie - wyniki zupelnie normalne...( jakis hormon
chciano zbadac, nikt mi nie powiedzial jaki i dlaczego ).
Zapytalam lekarza rodzinnego - jak wyglada diagnoza moich dolegliwosci - a on
wrzasnal na mnie, ze wyslal mnie do przych kard w szpitalu to tam powinnam sie
zwrocic. Debilny system opieki zdrowotnej. Teraz musze napisac list do przych
szpit i tez ten sam list wysle do wiadomosci rodzinnemu aby wreszcie, krtos
poczul sie odpowiedzialny za sformulowanie jakiegos tekstu koncowego dla mnie,
abym cos wiedziala i mogla dostac to na papierze! Moj rodzinny lekarz, ten
ostatni jest egipcjaninem, jest internista i wyznal mi w sekrecie, ze tez
psychiatra, kiedy w pewnej rozmowie powiedzialam mu, ze kocham psychiatrow. Mam
wielu znajomych lekarzy w Polsce. Moja szwagierka jest dziekanem w pewnej Ak
Med.
Inna kol jest znanym psych i konsultantem krajowym i ordynatorem. Jej maz jest
psychologiem i bylym szefem NFZ w pewnym wojewodztwie a obecnie dyr wydz sluzby
zdr w duzym miescie.
Ja sie nie boje tego mojego lek. rodzinnego, sam mnie zapraszal abym zostala
jego pacjentka..wrrrrr!!! ani nie panikuje, kiedy mam go spotkac ale widze, ze
moje pytania go bardzo draznia. Stara sie byc mily i nawet przytulil mnie
ostatnio, tak normalnie, po ludzku i powiedzial, ze chce mi bardzo pomoc. Ale nie potrafi - tego juz nie powiedzial.
Jak sie to Panu podoba? Mnie wcale! Pozdrawiam, Maria
Zyc jednak trzeba i nawet reagowac na cierpienia innych tez.:))
Pani Mario,
Pani odyseja po lekarzach naprawdę
brzmi dla mnie znajomo. Proszę mi wierzyć, że na studiach co drugi dzień
przesiadywałem w poczekalniach do różnych lekarzy, klinik, szpitali i robiłem
dziesiątki badań, dlatego rozumiem Panią i współczuję Jej z całego serca.
Denerwowało mnie to, że choć robię tyle badań (a każde to dla mnie ogromny
stres), nie ma nikogo, kto by je wszystkie ogarniał. Każdy specjalista
koncentruje się na jednym organie, a żaden nie widzi całego organizmu. Pewien
młody zapaleniec z przychodni akademickiej próbował traktować mnie po ludzku i
podchodzić do moich schorzeń holistycznie. Miał z tego powodu nieprzyjemności
ze strony szefa, dyr. przychodni. Doskonale wiem, ile zdrowia trzeba mieć, żeby
się leczyć! Dziś dziwię się sobie, skąd ja brałem na to siły. Wie Pani skąd?
Otóż wtedy uważałem, że jako dobrze zapowiadający się absolwent mam przed sobą
wspaniałe życie, z którego chciałem korzystać po studiach. Teraz mi już na nim
nie zależy. Dobrą stroną tego stanu jest to, że od kilku lat nie muszę chodzić
po żadnych lekarzach. Po recepty wysyłam ciocię albo idę bezpośrednio do
znajomej farmaceutki, która chyba tylko leku na raka nie sprzedałaby mi bez
recepty. Wieloletnie doświadczenie ze służbą zdrowia utwierdziło mnie w
przekonaniu, że jestem najlepszym diagnostą sam dla siebie. Z czymkolwiek
zwracałem się do medyków, potrafili tylko gdybać lub zwalać winę za swoje
niedouczenie na czynniki wegetatywne (ulubiony wybieg lekarzy w Polsce i pewnie
nie tylko tutaj). Ostateczną diagnozę stawiałem zawsze ja sam. Jeśli mi się to
nie udawało, medycy też mnie w tym nie wyręczali. Marcin powiedział kiedyś tak:
„Ty jesteś jak moja mama. To, co tata jej przepisze (lekarz – przyp. moja),
nigdy jej nie pomaga. Ona zawsze wszystko wie lepiej. I wiesz co? Ona naprawdę
wszystko wie lepiej!”. Nie boję się śmierci, a nawet jej pragnę, ale mam
jeszcze jedno marzenie związane ze zdrowiem (na wypadek, gdyby przyszło mi
jeszcze trochę pożyć): mówić bez wysiłku, dyskomfortu i bólu. Nie ma leku na
gardło i przełyk, którego bym nie wypróbował. Pod tym względem sobie nie
pomogę. Dwa razy byłem już zapisany do kliniki, ale z różnych przyczyn
rezygnowałem. Najważniejsza to ta, że bardziej niż śmierci boję się inwazyjnych
badań i zabiegów związanych z diagnostyką i leczeniem przełyku.
Co Pani ma z zębami? Czy chodzi może o to, że
jakaś infekcja w jamie ustnej powoduje problemy z sercem?
Czy zamiast się tam użerać z tymi
lekarzami, nie byłoby rozsądniej – przy Pani wpływach i znajomościach –
przyjechać na jakiś miesiąc do Polski i tu poddać się diagnostyce i leczeniu?
Bardzo Pana
prosze, niech Pann zadzwoni do p G dzisiaj,
albo napisze maila,
podajac mu ewentualne dnie, kiedy Pan moglby go przyjac i powiedziec tez,
ze Pan sie dostosuje do jego ew propozycji czasowej w miare mozliwosci. On musi
miec troche czasu na zaplanowanie. Nie rzuci wszystkiego i nie wpadnie lapu
capu do Pana natychmiast!
Sam powiedzial do mnie, ze moze uda mu sie znalezc troche pracy dla Pana.
Pozdrowienia, M Dobrze?
Pani Mario,
napiszę do tego człowieka dziś wieczorem i poinformuję go,
że jutro przed południem do niego zadzwonię. Zadowolona?
Jak na ironię, właśnie zdemontowano rusztowania i
permanentny hałas ustał. Trochę szkoda. G. widziałby, jak się tu mieszka, gdyby
musiał krzyczeć, żeby być przeze mnie słyszanym.
Wie Pani, czego się obawiam? Nie wiem, czy on ma zdolność do
obiektywnej oceny sytuacji. Zakłada ona posiadanie minimum wyobraźni. Kiedy
siedzi się tu w fotelu i rozmawia, a mieszkanie jest posprzątane i chwilowo nic
nie wyje, nie wygląda to tak tragicznie. Dyrektor MOPS-u zawsze chwaliła, jak
tu schludnie i przytulnie. Gdyby pan G. pomieszkał tu choćby tydzień, to wtedy
dopiero mógłby mieć blade pojęcie o tym, co ja przeżywam.
Pani Mario, Panie Marcinie,
niech Pan bedzie tak uprzejmy i mnie tylko poinformuje, co Pan zrobil teraz
wieczorem, po moim ostatnim mailu, dobrze? Wiem, ze to milczenie Panskie cos znaczy...
Obiecuje, ze nic Panu nie powiem.
Chce tylko wiedziec. M
Napiszę
do tego człowieka dziś wieczorem i poinformuję go, że jutro przed południem do
niego zadzwonię. Zadowolona?
Zadowolony, ze Go
mecze?Ze sam nie musi podejmowac tej
walki?
Jak
na ironię, właśnie zdemontowano rusztowania i permanentny hałas ustał. Trochę
szkoda. G. widziałby, jak się tu mieszka, gdyby musiał krzyczeć, żeby być
przeze mnie słyszanym. On wie co to za blok, sam
mi mowil, ze tam mieszka sam element!
Wie
Pani, czego się obawiam? Nie wiem, czy on ma zdolność do obiektywnej oceny
sytuacji. Niech mu Pan wszystko opowie. On w
koncu jest tez dziennikarzem. On nam nic nie moze zepsuc. To jest tylko mile,
ze prawie burmistrza z Polkowic moglam wyslac do Pana :))Zakłada ona posiadanie minimum wyobraźni.
Kiedy siedzi się tu w fotelu i rozmawia, a mieszkanie jest posprzątane i
chwilowo nic nie wyje, nie wygląda to tak tragicznie. Dyrektor MOPS-u zawsze
chwaliła, jak tu schludnie i przytulnie. Gdyby pan G. pomieszkał tu choćby
tydzień, to wtedy dopiero mógłby mieć blade pojęcie o tym, co ja przeżywam.
Ten pan nie jest glupi,
on wie, tu chodzi przede wszystkim o standard, o metraz.Musimy wierzyc, ze jest ten pan nam przyjazny! Ja sie
znam na ludziach! Pomagal ktos Panu tak, ktos nieznajomy?
Prosze napisac juz, w tej chwili tak jak prosilam. No i sie okaze. Zawsze
mozemy odwolac wizyte, ale to jest jedyna szansa aby moc z nim porozmawiac. Bardzo
milutko to wyglada, Panska chalupka, ale to jest mysia norka. Pan nie moze tam
zyc jeszcze nastepne 30-50 lat... Pan G wlasnie przyslal maila, ze czeka na kontakt.
Ja mu radzilam przedtem aby raczej to bylo wieczorowa pora, albo tak jak
Panowie bedziecie mogli.
To, zejest przytulnie i czysto to tylko swiadczy o Panu jak najlepiej!!!!!!
Prosze niech Pan zadzwoni, albi napisze, juz w tej chwili. Czy mam przyjechac
do Polkowic i wrzeszczec na Pana? To by nam nie sluzylo. byloby mi bardzo
smutno i bym sie wcale nie chciala do Pana odzywac :(
Już
mu odpowiadam!!!
Witam,
Mogę się z nim spotkać o każdej porze. Potrzebuję tylko 1 dzień
wyprzedzenia. Jestem bardzo chętny.
Pzdr.
Bogdan Godlewski
Panie
Marcinie, prosze zareagowac, to jest b mily dorosly chlopak.
Już
mu odpowiadam!!! Ależ jest Pani Nie w
goracej wodzie, tylko w lawie islandzkiej!!!! w gorącej
wodzie kąpana!:)
Panie Marcinie,
jestem juz po rozmowie z p G.
bedziemy rowniez rozmawiac wieczorem.
Powiedzialam jak sie nazywam, gdzie mieszkam i czym sie zajmuje. Powiedzialam
tez w jakiej sprawie chcialabym z nim rozmawiac i podalam Panskie nazwisko.
Powiedzialam tez. ze jestem neutralna politycznie choc polityka mnie bardzo
interesuje.
Powiedzialam tez mu o tym jakie jest to Panskie mieszkanie i ze jest Pan super
germanista i ze jest Pan chorym czlowiekiem ale bardzo zdolnym, ktory w
przyjaznych warunkach moze sie bardzo dobrze rozwijac i angazowac w sprawy
roznego rodzaju a zwlaszcza nauczania indywidualnego.
Poprosilam o dyskrecje i zapytalam sie czy jego mail nie jest kontrolowany :))
zartuje.
Niech Pan cos napisze i niech Pan bedzie bardzo mily dla siebie samego.
Nie tylko dla siebie samego oczywiscie; ale jesli nie jestesmy mili dla siebie
samych to tez trudno nam byc milym dla innych.
Tym oto akcentem, mam nadzieje,optymistycznym, zakoncze.
Pozdrawiam, Maria
Dziękuję Pani.
Czy ja muszę się spotykać z
panem G. przed wyborami? Czy ten stres jest konieczny? Może lepiej odczekać i
zobaczyć, czy zostanie burmistrzem?
Panie Marcinie, niech Pan
dopisze polskie tlumaczenie do nizej przeslanego.
wie, Pan, ze ten szwedzki jezyk, jezyk tej ksiazki, wcale
nie brzmi pieknie. Jest taki prosty i oczywisty.
Aby ta ksiazke mogli czytac zwykli ludzie jak tez dzieci-ludzie, zrobiono jej
prostsza i krotsza tymsamym, wersje.
Książka jest
adresowana do młodzieży 10-20 lat, język powinien być (i jest) prosty i
bezpretensjonalny. Nie "rokokowe pokrzykiwania", lecz głębia
psychologiczna czynią tę powieść arcydziełem.To
trochę tak jak z "Chłopami" Reymonta - język tej powieści jest
wręcz prymitywny (bo to wszak język chłopa polskiego z terenu zaboru
rosyjskiego), ale geniusz pisarza polega na tym, że potrafił on tym
prostym językiem wyrazić wręcz szekspirowski tragizm istnienia. Mogę Pani
wysłać I rozdział "Jima" w moim tłumaczeniu, czytany przez
lektora.
Pani Mario, ale tu nie ma
się nad czym zastanawiać - oczywiście, że się z nim spotkam. Nie wiem tylko, czy
to będzie za dzień, czy za 5, bo muszę znaleźć moment, w którym będę stosunkowo
wyspany i mało zestresowany, żeby brzmieć przez telefon pewnie i poważnie.
Pozdrawiam!
Chcialabym bardzo
dowiedziec sie dzisiaj jeszcze co Pan postanowil.
Czy czuje Pan rzeczywiscie lek prze spotkaniem z p G?
Jutro napisze podanie i wysle do Pana .M
To, że młodszy, to nawet
gorzej. Wolę być petentem starszych od siebie. Do kiedy mam czas, aby się z nim
umówić? Wie Pani, czego się obawiam? Będę eleowentny, jeśli będę sobą, tj. nie
będę się cenzurował, ale wtedy mogę palnąć jakieś "głupstwo". Mogę
też być wyważony i poprawny politycznie, ale wtedy nie zrobię wrażenia erudyty
ani intelektualisty. Nie wiem, co wybrać.
Jak długo Pani z nim
rozmawiała? Co Pani mu o sobie powiedziała - że kim jest dla mnie?
Pani Mario!
Spałem fatalnie i jestem kompletnie rozbity. O ósmej zaczęli
mi pod oknem hałasować kosiarkami. Gdyby nie to, może pospałbym z godzinkę
dłużej.
Oczywiście, że spotkam się z tym panem, ale opowiem Pani o
pewnym zdarzeniu z przeszłości, żeby lepiej zrozumiała Pani moje obiekcje.
Obawiam się mianowicie, że skończy się podobnie, jak miało to miejsce z panią
pełnomocnik ds. osób starszych i niepełnosprawnych. Zadzwoniła do mnie i
wprosiła się na wizytę. Nie wypadało mi odmówić, gdyż przez telefon była
uprzejma. Na pierwszym spotkaniu dałem się nabrać na jej życzliwość i
otworzyłem przed nią serce. Okazało się, że była agentką UG, która miała
udowodnić z góry założoną tezę: nie w mieszkaniu tkwi mój problem, lecz w
„chorej psychice”. Potem chciała się spotykać cyklicznie i wieść bezowocne
dysputy, ale na drugim spotkaniu wygarnąłem jej, co myślę o niej i o misji,
którą zlecił jej zapewne jej pracodawca. „Decyzja burmistrza w sprawie
pańskiego mieszkania będzie zależała w 99% od tego, co napiszę w raporcie” –
powiedziała, upajając się swoją władzą nad moim losem.
Oczywiście w interesie pana G. nie leży udowodnienie, że
mieszkanie mi się nie należy – dopóki jest konkurentem Wabika, jest wręcz na
odwrót – z korzyścią dla niego byłoby wykazanie, że jestem dyskryminowany przez
obecnego burmistrza. Z drugiej strony, czy potrzeba aż wielkich wizyt, żeby
zrozumieć, jak żyje się na 18 metrach? Czy konieczna jest inspekcja, żeby
udowodnić, że na takiej powierzchni nie da się zmieścić dorobku 40 lat życia
ani tym bardziej stworzyć bezpiecznego domu? Jeśli ktoś rzeczywiście chce
pomóc, to po prostu to robi. Przecież wszelkie dokumenty mógłbym wysłać mu pocztą.
Gdyby nalegał, mogę mu też przesłać zdjęcia mieszkania. Może gdybym miał tu
jakieś stare graty, w jego oczach zasługiwałbym na pomoc bardziej, ale jak
zobaczy, że wyposażenie jest w miarę nowe, niezniszczone, zadbane, to uzna, że
przecież nie żyje mi się tak najgorzej.
Ma Pani rację, Szwedzi nie zapraszają do domu znajomych, a
jeśli już, to starych i wypróbowanych, i to też nie ot tak, tylko po uprzednim
uzgodnieniu terminu wizyty. Ja postępuję jak Szwedzi, ponieważ wstydzę się
mojego lokum. Od 10 lat unikam nawiązywania znajomości, ponieważ boję się, że
prędzej czy później nadejdzie taki moment, w którym już nie wymigam się od
„wpuszczenia” danej osoby do mieszkania. Obcym mówię, że tutaj jest tylko moje
biuro, a mieszkam w „normalnej” dzielnicy, ale dobremu znajomemu tego nie
wcisnę, bo znajomość budowana na kłamstwie ma krótkie nogi i zwykle
dramatycznie się kończy. Raz już byłem w takiej sytuacji. Cztery lata
korespondowałem z Dorotką. Ania twierdzi, ze D. upatrzyła mnie sobie na męża.
Nie jestem tego taki pewien, ale faktem jest, że jej listy do mnie były wręcz
poematami miłosnymi. Niech sobie Pani wyobrazi, że po 4 latach intensywnej
korespondencji miała już dość czekania na „audiencję” i pojawiła się przed
drzwiami mojego mieszkania bez zapowiedzi. Stała i stała, pukała i pukała;
prosiła, żebym jej otworzył i choć przez chwilę porozmawiał. Miałem wyrzuty
sumienia, że pozwalam jej tak stać; walczyłem z sobą, ale skrępowanie wzięło
górę – nie zdobyłem się na to, by pokazać jej, jak mieszkam. Wyjaśniłem jej w
liście, dlaczego jej nie wpuściłem. Niby zrozumiała. Potem jednak zaczęła
ponawiać prośby o pozwolenie na odwiedzanie mnie w moim lokum; nie podobało jej
się, że spotykamy się na ławce w parku, jak bezdomni. Mnie też się to nie podobało,
ale nie mogłem ulec i zaprosić jej do siebie. Przecież nie na darmo powiadają:
„Pokaż mi, jak mieszkasz, a powiem ci, kim jesteś”!!! Gdybym miał chociaż dwa
pokoje, to byłoby zupełnie co innego. Ale jak tu pokazać drugiej osobie
pomieszczenie, które jest sypialnią, jadalnią, pokojem dziennym i pracownią
zarazem? Na coś takiego to już nie tylko Szwed by nie poszedł, ale i będący
przy zdrowych zmysłach Polak nie chciałby obnażać się do tego stopnia. Wniosek?
Moje mieszkanie jest podwójnie odpowiedzialne
za moją społeczną izolację: 1. Nie mogę się z nikim związać (choć niczego nie
pragnę bardziej), bo nie miałbym gdzie z tym kimś zamieszkać, 2. Wstydzę się
nawiązywać nawet niezobowiązujące znajomości w obawie, że powtórzyłaby się
sytuacja z Dorotką.
Wskaźnik samobójstw jest w Szwecji istotnie wysoki, ale
powody są zupełnie inne niż w Japonii. Wyróżnia się zazwyczaj trzy: 1.klimat,
2. indyferentyzm religijny skutkujący brakiem oparcia w Bogu, 3. melancholijna
skandynawska dusza. To za tę ostatnią tak kocham skandynawską literaturę i
kino. Z badań wynika, że Duńczycy są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Kraje
skandynawskie praktycznie się od siebie nie różnią – ta sama mentalność i
kultura, bardzo zbliżone języki, podobny poziom rozwoju cywilizacyjnego,
podobny stosunek do religii, wspólna historia. Ze szwedzkiego Malmö do duńskiej
Kopenhagi podróżuje się jak z Warszawy do Łodzi czy z Torunia do Bydgoszczy,
choć chyba nieco szybciej. Proszę mi zatem wytłumaczyć, dlaczego Duńczycy są
tacy zadowoleni z życia, a Szwedzi tacy nim rozczarowani (bo chyba ze szczęścia
nikt nie odbiera sobie życia).
Zadzwonię do pana G. jutro, dobrze? Da mi Pani jeszcze dzień
na przygotowanie się do tego spotkania? Szkoda, że on upiera się, żeby przyjść
do mnie. W jego biurze czułbym się swobodniej.
Nie dzwonilam do nikogo jeszcze, bo juz juz chcialam, ale wyskoczyl p
Godlewski.
mysle, ze on jest dosc mlody i moze mozna go przekonac na tyle, ze uwierzy, ze
Pan naprawde potrzebuje wieksze mieszkanie.
Moze on wie kogo sie w Ug boja/ licza z i moze tez przyciskany podpowie
co jest najbardziej realne, czy wie cos o zasobach mieszkaniowych- tez
interesujace.
Ale co ja mam mu powiedziec - znam Pana od dawna...jeszcze kiedy Pan byl studentem,
czy od kiedy? To nie jest aż takie ważne. Tutaj mozna miec biale klamstwo na usludze dla dobrej
sprawy, uwazam.
Wymyslilam, ze Pan mi tlumaczyl teksty z niem na polski i, ze sie
zaprzyjaznilismy i ze mam syna w Pana wieku, bla, bla, bla... cos w tym stylu.
Czy Pan to akceptuje? Czy tak moge zrobic?
Niech Pan dopowie swoje do tej minikoncepcji, OK? Proszę się nie przejmować szczegółami; oczywiście, że może
Pani tak powiedzieć. Przecież on nie będzie wnikał w szczegóły.
Bede rozmawiac z MOPSem w Sopocie. Wymyslam tez cos dla Pana na wakacje, jesli
szkola w Sw nie wypali. Moze w Sopocie by zalatwic na wakacje Panu mieszkanie
za powiedzmy 2 g niemieckiego cz niem/ang jako wolontariuszowi wlasnie dla
seniorow w Mopsie. Nie mam pojecia czy to wyjdzie...ale zobaczymy. ( lubie tego gada malego )
Czy chcialby Pan abysmy wystosowali pismo do tego lekarza co to odstapil od
orzekania, ze Panu powinien, jesli Pan ma taka wole , diagnoze wydac- Sam o tym wtedy myślałem, ale miałem na głowie walkę z UG i
dodatkowo z KGHM. W natłoku spraw odkładałem to na później. Można by to zrobić
teraz. Pan ma PRAWO wiedziec to bez zadnego
sadu. Jaki cwaniak. Moze im nawet powiedzial, ze Pan jest faktycznie bardzo
chory a oni, ci z kopalni dali mu lapowke aby odstapil od wypowiadania sie... To jest bardzo możliwe. Słyszała Pani o tej głośnej aferze
sprzed kilku lat? - szofer prezesa dostawał, jeśli dobrze pamiętam, prezesowskie
wynagrodzenie! A wie Pani, ile płacą zaprzyjaźnionym tłumaczom? Jeśli mnie
pamięć nie myli, od 10 do 30 tyś. za przetłumaczenie jednego dokumentu - swego
czasu było o tym głośno. Tam afera goni aferę... A mnie zbyli 5 tys....
W
Katowicach o fotel prezydenta ubiega się Arkadiusz Godlewski. Może to
nieprzypadkowa zbieżność nazwisk?
Zgnilizna.
uwolnic sie od
tego... Polkowicach
Panie Marcinie,
ja przeciez nie mowilam nigdy, ze nikt go w Polkowicach nie krytykuje, ze
Pan jest jeden jedyny w tej materii...
Ale jest Pan jeden jedyny zapewne, ktory pisze to na swoim blogu, ktory gmina
doskonale identyfikuje i wie o Panu wszystko, nawet to najintymniejsze...z
blogu E. To, że wiedzą o moich sprawach
"intymnych", nie jest dobre, tu się zgodzę, ale nie mogę pokazać tym
draniom, że się ich boję! Mnie to nie przeszkadza, ale to jest
bardzo naiwne, jesli Pan jest rownoczesnie petentem potrzebujacym wsparcia i
chce zalatwic swoj mieszkaniowy problem. Jesli Pan tak uwaza, ze prawo prawo
znaczy, i nawet nie trzeba brac pod uwage subpolitycznych srodowisk i
nastrojow, szczegolnie jesli nigdy sie nie pracowalo w tej gminie i nie
zna sie tam zywej duszy i szczegolnie kiedy ma sie do czynienia z ludzmi,
ktorzy wedlug Pana nawet, maja wszystko w d..... poza swoimi zyskami nawet za
cene uczciwosci wobec wyborcow, to na pewno Pan nic tym swoim zachowaniem nie
zmieni. Ale w tej gminie ja już niczego nie chcę
zmieniać! Zachowuję się prowokacyjnie, ponieważ wiem, że raczej już nie mam nic
do stracenia. Przypominam ofiarę, którą kat pyta, czy chce przed śmiercią
jeszcze coś powiedzieć, a ona śmieje się mu w oczy.
Rozumiem, ze Panska "szczerosc i latwowiernosc" wynika z Panskiej
sytuacji tak psychicznej jak tez fizycznej. Wynika
przede wszystkim z mojego charakteru. Szlachetne postawy pobudzają mnie do
szlachetności, zaś niegodziwość wywołuje bunt i gniew. Niemniej jednak
musi Pan przyswoic sobie reguly gry, pewne kody spoleczne, ktore wszedzie
odgrywaja bardzo duza role, w kazdym panstwie i w kazdym srodowisku na swiecie.
O tych regułach nie mam pojęcia. Marcin mógłby Pani
dużo o tym opowiedzieć. A nawet jeśli je rozumiem, to pogardzam nimi. Tak długo
płynąłem w życiu pod prąd, że w końcu stało się to moją życiową filozofią -
wybieram drogę pod górkę, nawet gdy można iść z górki. Ania jeszcze dziś
powiedziała, że odrobiną włazidupstwa mogłem załatwić sobie przyjęcie do
polkowickiego "układu". Przecież oni wszyscy też nie są stąd. Połowa
polkowiczan to potomkowie kresowiaków, a druga połowa to przybysze z Polski
środkowo-wschodniej, głównie z woj.
kieleckiego (świętokrzyskiego). PRZEZ TE 10 LAT NIE MIAŁEM ANI JEDNEGO KLIENTA,
KTÓRY URODZIŁBY SIĘ W POLKOWICACH!
Kiedy Pan rozmawia teraz o tym, np ze mna i moze bedzie rozmawial Pan jeszcze
np z p Godlewskim lub moze kims innym, to prosze jednak wziac pod uwage to, ze
kazdy, nawet polityk, ocenia nas najpierw jako indywiduum, jako ten czlowiek,
ktory posiada swoj wlasny system wartosci, potem dopiero wchodzi w gre jego
urzad i specyfika funkcji.. Polityk ma prawo do
własnego systemu wartości, ale urzędnik już nie.
Wie Pan o tym. ze bezdomni sa w Niemczech, w Szwecji i Danii i nawet w
najwiekszej demokracji swiata - USA i jak Pan to wedlug swojego
rozumienia prawa, wyjasni? Trochę się Pani myli,
Pani Mario - w Skandynawii NIE MA BEZDOMNYCH, chyba że mówimy o bezdomnych z
wyboru. W Szwecji, Danii, Norwegii, Finlandii ubóstwo jest tak samo egzotyczne
jak przesadne bogactwo. To jedyne miejsce na naszym pełnym kontrastów globie,
gdzie ludzie są PRAWIE równi. Oczywiście może Pani zaraz powiedzieć, że
"prawie" robi wielką różnicę... Pozdrawiam, M.
Rzeczywiscie, ludzie krytykuja ich porzadnie, czyli wie sie o nich duzo.Dobrze,
aby im sie udalo wywalic tych oszustow. Pozdr Polkowicach
To wszystko mam, ale telefon
widzialam i nie wiem gdzie on przepadl.
Tragiczna jest ta sytuacja lodzka. Jaki straszny jest nasz los...nagle dzieje
sie cos, co tak brutalnie konczy zycie czlowieka, wartosciowego bardzo dobrego
czlowieka. Ręce opadają! Przecież my żyjemy w
tej Polsce od dramatu do dramatu, a końca nie widać. Ciocia mówiła dziś o tym
ze wzburzeniem. Przypomniała słowa Palikota, który mówił, że życzy Kaczyńskiemu
śmierci; słowa Sikorskiego o "dożynaniu watachy", słowa Bartoszewskiego
("już mi zbrzydło traktować bydło jak nie-bydło"). W jednym
jesteśmy niezwykle zgodni - to pogląd na polską politykę.
Czy mysli Pan, ze moze Marciniak wygrac. Wie Pan cos o nim poza
wiadomosciami z gminnych gazetek? Pani Mario,
podobno kontrkandydaci burmistrza to polityczny plankton. Tu jest jak w Rosji:
i wybory są demokratyczne, i wynik z góry wiadomy.:) Wabik będzie burmistrzem
na jeszcze jedną kadencję, potem wyznaczy swojego pomazańca z układu. Godlewski
jest tego świadom (przecież nazywa swoją walkę z obecnym burmistrzem
"kopaniem się z koniem"), ale liczy na cud (podobnie jak niektórzy
polkowiczanie).
Temat: Prosba
Do: bogdan.godlewski(…)
Witam Pana!
Interesesuja mnie wybory w Polkowicach chociaz tam nie mieszkam.
Bardzo bym chciala z Panem porozmawiac, ale nie wiem czy to jest mozliwe.
Wydawalo mi sie, ze gdzies w internecie podany byl numer telefonu do Pana,
ale nie moge go odnalezc. Moze sie myle.
Jesli byloby to mozliwe, to bardzo prosze o podanie mi telefonu i ewentualnego
czasu, kiedy jest Panu najwygodniej rozmawiac
Taki list, odwazylam sie i wyslalam do p G.
Niech Pan oprzytomnieje, nikt
nie boi sie nikogo w Polkowicach...ale znajoma radna na pewno lubi pieniadze bardziej
niz Pana...nie narazi sie..." aby
Wabik nie wlnal nia o sciane", aby
sie na nia nie wypial Właśnie to próbuję Pani
powiedzieć - że boi się zaryzykować ciepłą posadkę.
No ale musi Pan, jesli Pan w
tej glupiej Gminie musi starac sie o mieszkanie. Zmienic SIEBIE musi Pan, czyli
napisac normalne teksty do gminy, teksty, ktore sa nijakie i opisuja bez
wykrzyknikow egocentrycznych Panska sytuacje. Nie wazne jaka bedzie ich
odpowiedz, ale i panska prosba i ich odpowiedz przesylac mamy zamiar dalej, a
Pan tak jak gdyby nadal podcinal sobie te watla juz polkowicka galazke... niech
Pan przestanie uwazac sie za najmadrzejszego, niech Pan raz ustapi, starszej
kobiecie, ktora pisze do Pana i probuje Panu wytlumaczyc, ze jednak nie ma Pan
racji..Ale
ja już dawno dałem Pani zielone światło do napisania takiego pisma! Proszę
napisać, a ja je wyślę listem poleconym, jak zwykle. Sam nie potrafię pisać do
nich bez emocji, dlatego nie piszę od maja 2009 wcale.
Pan wybaczy...nie podzielam
tego spojrzenia, jest wlasnie dziecinne...Nie
jest dziecinne - jest dziecięce. Myślę jak dorosły, ale reaguję jak dziecko.
Nigdy mnie nie interesowało, z kim zadzieram - jeśli zachował się nikczemnie,
wypowiadałem mu wojnę, choć wiedziałem, że nie wygram. Nieważne, czy ten ktoś
skrzywdził mnie, czy też kogoś, kogo uważałem za człowieka szlachetnego.
Dyplomacja to najgłupsza rzecz, jaką wymyślono. To ona przemienia politykę w
kosztowną zabawę dla dużych chłopców (czasem też dziewczynek), za którą płacą
podatnicy. Nigdy nie myślałem w kategoriach, co mogę zyskać, a co stracić przez
takie czy inne postępowanie. To wypływa z mojej wrodzonej dumy.
O moj Boze! Socjolog to z
Pana zaden....a przydaloby sie troche poczytac... Nie chce Pana
obrazac, ale mowi Pan "glupie rzeczy". Przeciez nie chodzi mi o to do
czego ma urzednik
prawo, kiedy on nawet nie wie na dobre do
czego to prawo ma... No to trzeba go
zreformować. Niemiecki urzędnik doskonale wie, do czego ma prawo. Czy polskie
musi być zawsze gorsze?
Wlasnie, ze wiem, duzo lepiej
od Pana bo mieszkam od bardzo dawna w Szwecji... W Szwecji? A mówiła Pani, że w Łodzi. Trochę duży rozrzut...
Pozdrawiam
M.
Czy Pan moze spi...
To dobrze, wazne aby spac wtedy, kiedy sie chce spac.
Jutro bede dzwonic do p G.
Otrzymalam przyzwolenie i numer. Niech Pan pomodli sie do Ducha Swietego o
powodzenie w tej sprawie.
Pozdrawiam i czekam na jakis znak zycia z tamtej strony.. Maria
Panie Marcinie, czy jest to
specjalnie zaplanowane milczenie?
Czy Pan moze postanowil, ze juz wiecej nie bedzie kontaktowal sie ze mna?
Kto to wie? - tak pomyslalam...
Czy moze tylko jest to Panski komputer, ktory zapragnal milczec?
Nie daj Boze, nie ulegl Pan jakiemus wypadkowi i nie lezy w szpitalu?
Przedwczoraj ok. godz. 23 doszło
w moim mieszkaniu do awarii zasilania (przedostania miała miejsce ok. tydzień temu).
Brak elektryczności odcina mnie
od świata i uniemożliwia mi jakąkolwiek aktywność (nawet kuchenkę mam na prąd,
bo korzystanie z urządzeń gazowych jest tu zabronione), toteż nie może dziwić,
że w takich razach zawsze wpadam w panikę. Sam, w ciemnym mieszkaniu, otoczony
przez nieobliczalnych sąsiadów, czuję się całkowicie bezbronny. Jedynie kłopoty
z komputerem kosztują mnie więcej zdrowia.
Nie bacząc na późną porę,
wyszedłem do miasta w poszukiwaniu telefonu, z którego mógłbym zadzwonić po pogotowie
elektryczne. Skorzystanie z niego umożliwiła mi, choć nie bez oporów,
recepcjonistka Hotelu Millennium. Załamałem się, słysząc, że „dziś nie przyślą
elektryka, bo jest zbyt późno”. Ładne mi pogotowie! A gdyby tak prądu zabrakło
w piekarni albo szpitalu – też byłoby „za późno” na usunięcie awarii? Przed
udaniem się na spoczynek zażyłem dwie tabletki nasenne, mimo to prawie nie
spałem. Nie potrafię się odprężyć, wiedząc, że jakiś problem jest nierozwiązany.
Próbowałem pocieszać się myślą, że gdy rano się obudzę, zobaczę świecące się
diody urządzeń elektronicznych, na które spoglądam instynktownie po otwarciu
oczu. Kolejną noc z rządu dręczyły mnie wyczerpujące koszmary. Przebudziłem się
o 8:00. Kwadrans przed godz. 9 prądu nadal nie było, dlatego ponownie udałem
się do wspomnianego już hotelu i kazałem się połączyć z administracją mojego bloku.
Urzędnik, który odebrał telefon, od razu rozpoznał mnie po głosie (nic
dziwnego, bo miał z ciocią i ze mną niejedną przeprawę). Rozmawiał ze mną
obcesowo, z pozycji tego, który ma przewagę, i wcale nie zamierza tego ukrywać.
Ja też nie siliłem się na uprzejmość i powiedziałem mu do słuchu na tyle, na
ile zdenerwowanie pozwoliło mi mówić (kiedy jestem wzburzony, jąkam się i tracę
zdolność do składnego artykułowania myśli).
Ciocia, którą rozbolała głowa,
gdy opowiedziałem jej, co przeżyłem, powiedziała: „Oni mogą specjalnie wyłączać
Ci prąd, aby zmusić cię do wyrażenia zgody na remont instalacji w twoim
mieszkaniu. Zresztą najchętniej pozbyliby się ciebie z Polkowic; wtedy
wszystkie urzędy powiązane z UG by odetchnęły”. Dodała też, że nie wierzy, aby
pogotowie elektryczne działało tylko do 20:00, jak mi powiedziano przez telefon
– to zapewne kolejna szykana obliczona na zohydzenie mi życia, którego i tak
mam serdecznie dosyć. Dzisiejsza „przygoda z prądem” odebrała mi co najmniej rok
życia.
Zabierzcie mnie do normalnych warunków!
Przecież nie jesteście bezdomni, a wielu z Was, czytelnicy, ma pokoje, których nawet
nie używacie. Chcę zaznać względnej normalności, odpocząć od tego przeklętego miejsca,
pożyć jak człowiek, zanim mnie tu wykończą…
Ludzie czekaja na komunalne mieszkania latami.... Boze... Tak, to prawda, ale w Polkowicach, gminie „cudu gospodarczego
na skalę w Polsce niespotykaną”, czekają znaczniej krócej, co przedstawiciele
tejże gminy lubią przy każdej sposobności podkreślać.
Kobieta po rozwodzie mieszka w tym samym pokoju z mezem, ktory ja bil i jego
synem, swoim pasierbem, ktory jest b nieprzyjemny... Mieszkanie jest
jednopokojowe, pokoj okolo 20m2.
Inni piszacy maja podobne albo jeszcze gorsze problemy.
Co to za kraj? Taki kraj, jaka władza.
Ciekawe co na to powiedzialby rzeczywiscie sad unijny. A moze tak samo powie,
ze ugminny musi przestrzegac kryteriow, ktore wynikaja z warunkow w gminie.... Sądy unijne lubią być poprawne politycznie i pokazywać się
jako strażnicy praw człowieka. Z drugiej strony, nie zawsze je rozumieją, bo
jeśli Alicja Tysiąc wygrała, to jest to hańba! Z kolei nasze sądy prawie zawsze
biorą stronę cudzoziemców pozywających Polaków, patrz: sprawa bezwstydnej i
przebiegłej Agnes Trawny.
Zadzwonie do tego Godlewskiego i go sie podpytam jak to wyglada na tych listach
u nich, czy on cos wie, ciekawe jak sie do tego odniesie. Proszę dzwonić. A do dziennikarza Gazety Lubuskiej już Pani dzwoniła?
Rozmawiała może z tym burmistrzem podłódzkiego miasteczka, który jest karnistą?
Ja mialam podona sytuacje jak Pan po opuszczeniu akademika ale zamieszkalismy u
rodzicow mojego meza na 1,5 roku a moja mama dala mi pieniadze na mieszkanie
spoldzielcze. My jednak zalatwilismy dzieki znajomym inne mieszkanie, wynajete
od pewnej Pani, ktora do niego juz nie miala nigdy wrocic i ktore jednak
zostawilismy potem na skutek naszego rozwodu. W Lodzi. W dziecinstwie
mieszkalam z mama w domu od mojego ojca, ale nie rozumialam, ze ten dom nie byl
nigdy nasz, mimo, ze mama moja robila tam generalny remont poniewaz dom tego
wymagal. Byl tam tez ogrod.
Byl to jednak bardzo zimny zima dom. Teraz rozumiem dlaczego moja mama nie
chcialla sie stamtad mimo wszystko wyprowadzac...tam byla niezalezna. Po pracy
szla do siebie, do zieleni, do swojego domu gdzie nikt nie krzyczal, nie
halasowal, nie wtracal sie.
Wie Pan, ze nie mam zalu do zadnego z moich mezow, osiagnelam dzieki Ja też zasadniczo nie żywię negatywnych emocji do M. Czuję
się tylko jałowy i wypalony. Bogu taki stan duszy, ze wydaje mi sie, ze
ich rozumiem...poprostu nie potrafili byc inni. Ja też
nie potrafiłem być inny dla M., choć bardzo chciałem.
Nie chce pamietac zlych rzeczy i po wielu juz latach Ja
po rozstaniu z człowiekiem, który dał mi jakieś dobro, zaczynam go idealizować,
choćby wyrządził mi - niejako przy okazji - także zło. zywie jak gdyby pewien rodzaj wspolczucia
dla nich. Ojciec mojego syna zmarl niedawno, gdyby upadl byl na ulicy to by go
uratowano, ale to stalo sie w domu.
Bylam na pogrzebie. Po 18 latach niewidzenia, na pogrzebie. Nie przypuszczalam,
ze ksiadz cos powie, a tu nad grobem ksiadz powiedzial, ze Witold zegna zone
Marie i syna Powiedział, bo tak się zwykle mówi w mowach pogrzebowych. Czy mąż Pani sobie tego życzył? ...nogi sie
podemna ugiely...
Ale najbardziej brakowalo mi moich tesciow w tym domu gdzie tez mieszkal moj
maz. Byla to duza szanowana lekarska rodzina. Siostra mojego meza zaprosila na
obiad ... siedzialam tam i nie moglam myslec o niczym innym tylko widzialam
moich tesciow, ktorych juz nie ma. Dom ten jednak tetnil zyciem kiedy oni zyli
i zawsze od piatku do poniedzialku przyjezdzalo sie do nich na dobre jedzenie i
aby dzieci sie znaly, kuzynowie znaczy sie. To bylo marzenie mojego tescia. Tak
tez sie stalo.
Nie warto nosic w sobie obciazajacych mysli...Wiem, ze to trudno zmienic,
ale po 15 latach trzeba sobie pomoc w jakis sposob, trzeba wyjsc do ludzi mimo
wszystko. Tylko skąd ich wziąć, gdy człowiek się ich
boi, bo wie, jak potrafią ranić i krzywdzić?
Pan wlasciwie wychodzi do ludzi bo Pan ma uczniow. To jest juz duzo i ważne dla
Pana. Niech Pan zabiega o nich i niech Pan cos wymysli aby spotkac tez nie
uczniow.
Pozdrawiam, maria
Czy Pan sobie to wyobraza? Po rozwodzie.... Moja mama
też jest po rozwodzie – mój biologiczny się z nią rozwiódł, a nie odwrotnie,
ale dobrze zrobił, że sobie poszedł. Źle tylko, że tych dwoje poranionych
ludzi, niemajacych pojęcia o małżeństwie ani wychowywaniu dzieci, wstąpiło w
związek małżeński, który od początku był tragiczną pomyłką.
Ania też jest po rozwodzie z
pierwszym mężem.
Czyli, rozumie Pan teraz, ze nie ma nikogo, kto bylby
wazniejszy od burmistrza?
w tym aspekcie, w aspekcie przydzielenia Panu mieszkania. no i wlasnie dlatego
musi Pan sie zmienic poniewaz on sie nie musi zmienic ani sie nie zmieni. ON SIĘ NIE ZMIENI, CHYBA ŻE ZOSTANIE DO TEGO ZMUSZONY PRZEZ
OPINIĘ SPOŁECZNĄ; KOGOŚ, KTO JEST DLA NIEGO AUTORYTETEM, MA WIĘKSZĄ WŁADZĘ
TUDZIEŻ NAKAZ SĄDU.
Dlatego bez emocji czy jak Pan woli uczuc, albo odwrotnie, trzeba napisac podanie
formalne do Urzedu GP, do burmistrza znow. Można
napisać, ale chyba nie spodziewa się Pani, że UG zmieni stanowisko bez nacisku
z zewnątrz?
PS. Pani profesor ma racje, ale to nic nie pomoze. To
oczywiste, ze nie pomoże, bo się na mnie uwziął, niemniej dobrze, że wytknęła
mu prawdę.
W Niemczech polskiemu rodzicowi zabrania sie sadownie rozmawiania w
jezyku polskim ze swoim wlasnym dzieckiem z malzenstawa polsko-niemieckiego. W Niemczech dyskryminuje się Polaków na wszelkie sposoby, a w
Polsce co się robi?! Dyskryminuje się….nie, nie Niemców, lecz także Polaków! W
jadalni pewnego sanatorium nad morzem sala podzielona jest na dwie części,
które oddziela przepierzenie – dla Niemców i osobną dla Polaków. Polakom
kelnerki przynoszą trzy plasterki sera i wędliny do stolika, a Niemcy mają
szwedzki stół uginający się od potraw i dodatków. PO zachowuje się dokładnie
tak jak wspomniane sanatorium. Inny przykład to wyrok w sprawie Agnes Trawny. O
formach dyskryminacji Polaków przez Niemców i POLAKÓW PRZEZ POLAKÓW mógłbym
mówić długo. Jak może dojść do znaczenia na arenie międzynarodowej naród, który
sam sobie pluje w twarz? Nie oczekujmy od Niemców, że będą się z nami liczyli,
dopóki nie szanujemy się sami. Wielu Niemców stwierdziło, że taka sytuacja jak
moja w Polkowicach, w ich kraju byłaby nie do pomyślenia. Co myśli sobie moja Pani Profesor z Niemiec, gdy musi bronić
polskiego obywatela przed polskim urzędem?!!! To się w głowie nie
mieści. Wyobraża Pani sobie sytuację odwrotną? Nie wiadomo, czy śmiać się, czy
płakać.
Demokracja potrzebuje broni.