Czytasz pamiętnik jednego z najlepszych absolwentów Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, stypendysty Martin Luther Universität. Podziwiany po obu stronach Odry za przymioty intelektu i charakteru, teraz wegetuje w norze, która zabija go na wiele sposobów, a gdzieś tam w równie nieludzkich warunkach umiera jego matka.
RSS
niedziela, 20 grudnia 2015

Coming soon! 

Już wkrótce wielki powrót autora i nowe relacje z luksusowej rezydencji w mieście idealnym! 

10:42, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 czerwca 2015

Korespondencja z Vectra 

Witam,

 

Dziękuję za kontakt z Centrum Obsługi Klienta Vectra S.A.

 

Poniżej przesyłam odpowiedź na zgłoszenie w formie tekstowej:

 

„Gdynia, 26.05.2015 r.

Nr sprawy: 42602/R00/Z00/CC/2015

Marcin E.

Ul. (...)

59-100 Polkowice

Nr sprawy: 45501/R00/Z00/CC/2015

Nr ewidencyjny klienta: 00578744

 

Odpowiedź na zgłoszenia z dnia: 12.05.2015 r. oraz z dnia 21.05.2015 r.

Bardzo dziękujemy za przesłane uwagi dotyczące działalności naszej Firmy. Przekazane przez Pana informacje zostały 

przez nas szczegółowo przeanalizowane i dołożyliśmy wszelkich starao, aby rzetelnie je wyjaśnid, 

uwzględniając obowiązujące przepisy prawa.*

 

I

1. W nawiązaniu do Pana zgłoszenia informujemy, że między Panem a firmą Vectra SA została zawarta umowa na 

świadczenie usługi telewizyjnej Pakiet Złoty. Ponadto, między Panem a firmą Vectra SA został zawarty aneks do 

umowy o świadczenie usługi internetowej z prędkością do 10 Mb/s. Wyjaśniamy, że zgodnie z zawartą umową, 

firma Vectra SA zobowiązała się do świadczenia ww. usług po adresem ul. (...) w Polkowicach. Mając na 

uwadze powyższe wyjaśniamy, że firma Vectra SA świadczy Panu ww. usługi zgodnie z zapisami zawartej miedzy 

Panem a firmą Vectra SA umową, a opłaty na Pana rachunku naliczane są prawidłowo i nie podlegają korekcie.

 

 

2. Każdorazowo reklamację rozpatrujemy zgodnie z obowiązującą Umową, Regulaminem Świadczenia Usług, 

Regulaminami Szczegółowymi oraz ewentualnie Regulaminami Usług Dodatkowych. Wyjaśniamy, że zgodnie 

z zapisami Regulaminu Świadczenia Usług przez Vectra S.A. pkt. 3.1 Przez zawarcie Umowy Dostawca Usług 

zobowiązuje się świadczyd Usługę za pośrednictwem Sieci zgodnie z Umową, Cennikiem, Regulaminem oraz 

Regulaminami Szczegółowymi, a Abonent zobowiązuje się do terminowego regulowania płatności oraz do 

przestrzegania postanowieo Umowy, Cennika, Regulaminu oraz Regulaminów Szczegółowych.

 

 

Podsumowując – nie stwierdziliśmy zasadności Pana reklamacji w przedmiotowej sprawie. Wierzymy, że. przedstawiona argumentacja jest wyczerpująca, a Pana wszelkie wątpliwości zostały wyjaśnione.

 

Jeśli nasza decyzja okaże się niesatysfakcjonującą dalsze rozstrzygnięcie sprawy może się toczyd w drodze 

postępowania sądowego, a dodatkowo jeżeli reklamacja nie jest związana z prowadzoną przez reklamującego 

działalnością gospodarczą może zostad skierowana również na drogę mediacji prowadzonej przez Prezesa UKE bądź 

na drogę postępowania przed sądem polubownym działającym przy Prezesie UKE.

II

1. W nawiązaniu do Pana zgłoszenia informujemy, że zgodnie z zapisami Ogólnych Warunków Umowy pkt. 8 (…) 

Każda ze Stron ma prawo rozwiązania Umowy z dwumiesięcznym okresem wypowiedzenia, (…) Termin 

wypowiedzenia biegnie od pierwszego dnia miesiąca po miesiącu, w którym nastąpiło wypowiedzenie, a datą 

nadającą bieg terminowi jest data wpływu wypowiedzenia do siedziby Dostawcy Usług lub Biura Obsługi Klienta 

(…). W związku z powyższym rozwiązanie umowy o świadczenie ww. usług nastąpi z dniem 30.06.2015 r.

 

 

2. Ponadto, Abonent zobowiązany jest zwrócid Urządzenia Abonenckie Dostawcy Usług w stanie nie gorszym, niż 

wynikający z normalnej eksploatacji. Urządzenia należało zwrócid w terminie 14 dni od daty rozwiązania umowy, 

dostarczając sprzęt do lokalnej placówki firmy Vectra SA.

 

 

W związku ze złożoną przez Pana rezygnacją pragniemy Panu serdecznie podziękowad za dotychczasową współpracę.

Pozostajemy z nadzieją, iż w przyszłości ponownie dołączy Pan do grona naszych Abonentów.

 

Z wyrazami szacunku,

Anna Tułodziecka

 

Specjalista ds. Korespondencji

Sekcja Korespondencji i Reklamacji

 

*Rozporządzenie Ministra Administracji i Cyfryzacji z dnia 24 lutego 2014 r. w sprawie reklamacji usługi telekomunikacyjnej.

 

Adres do korespondencji Dostawcy Usług VECTRA S.A. Skrytka pocztowa nr 19, 81-510 Gdynia 10.

VECTRA S.A. Aleja Zwycięstwa 253, 81-525 Gdynia, NIP: 586-20-40-690 wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego , prowadzona przez Sąd 

Rejonowy Gdaosk-Północ w Gdaosku, VIII Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod numerem KRS 0000089460. Wysokośd 

kapitału zakładowego 331.682.590,00 PLN (opłacony w całości). „

 

Wszelkie sprawy związane z obsługą Klienta można również zgłaszać telefonicznie pod numerem infolinii 801 0801 80.

 

Z poważaniem,

Mateusz Metrzak

Centrum Obsługi Klienta Vectra S.A.

www.vectra.pl/kontakt

801 080 180

58 742 65 00

 

Vectra S.A. 

Anna Tulodziecka

Mateusz Mietrzak

 

Po przeanalizowaniu Panstwa odpowiedzi stwierdzamy, iz nie uwzgledniliscie istotnych faktow i okolicznosci, ktore ponizej postaramy sie przypomniec. 

 

Odnosnie aneksu do umowy, na ktory sie Pan powoluje, przypominamy, co nasstepuje: 

1. Ow ameks. zostal podpisany dzieki podstepowi, ktorym posluzyl sie pracownik biura w Polkowicach (ten gruby, ktorego tam od dawna nie widujemy). Zaproponowal mi on, ze poniewaz oplacam tak wysoki abonament (jeden z najwyzszych w Polkowicach), a warunki umowy mam tak krzywdzace i niekorzystne, to - niejako w ramach rekompensaty za nieuczciwa umowe - podniesie mi predkosc Internetu do 10 Mb. Zgodzilem sie, poniewaz pracownik zapewnial wielokrotnie, ze cala operacja jest tylko zwykla formalnoscia, a predkosc zostanie zwiekszona natychmiast, z chwila podpisania przeze mnie zlecenia. Pracownik przemilczal przede mna fakt, ze ow aneks jest de facto przedluzeniem umowy na kolejne dwa lata. 

2. TV Polkowice nigdy - co rownie istotne - nie wywiazala sie ze zobowiazania wynikajacego z ww. aneksu, albowiem predkosc zostala zwiekszona dopiero w lutym 2015, gdy zwrocilismy uwage pracownikowi, ze wbrew ustaleniom predkosc nadal jest tak mala, jak przed podpisaniem aneksu. Wowczas pracownik (kobieta, gruby juz nie pracowal) zrefkektowala sie, ze predkosc nie zostala podwyzszona, i zrobila to w mojej obecnosci. Swiadkiem tego zdarzenia byl moj pelnomocnik - p. Grazyna M., zam. Polkowice, ul. (...). W tej sytuacji ANEKS NALEZY UZNAC ZA NIEWAZNY. 

 

Urzadzenia abonenckie, jak Pan to nazywa, zostaly zamontowane przez technika z biura w Polkowicach i tylko on moze je zdemontowac i zabrac. My nie znamy sie na tych sprawach i nawet nie umielibysmy ich zlokalizowac, nie mowiac o ich odlaczeniu od komputera. Urzadzenia te w kazdej chwili moga zostac zabrane przez Wasze biuro. Poniewaz jednak nie przebywamy w miejscu swiadczenia uslugi od lipca 2014 roku, nalezy telefonicznie uzgodnic z nami date i godzine wizyty technika, tak bysmy mogli udostepnic mu lokal.  

 

Przypominam takze, ze od lipca 2014 nie przebywam w miejscu swiadczenia uslug. Jest to spowodowane czynnikami, na ktore nie mam wplywu (tzw. sila wyzsza). Opuscilem to miejsce z poczatkiem lipca 2014 roku i az do chwili obecnej nie mialem fizycznej mozliwosci tam wrocic. W tym czasie (lipiec 2014 - maj 2015) nikt nie przebywal w miejscu swiadczenia uslug, a wiec nie korzystano z nich (wyjatek: wrzesien i pazdziernik 2014). Moj pelnomocnik (Anna E., zam. Polkowice) zglosil lokalnemu biuru zaistaniala sytuacje w lipcu 2014 i poprosil o zawieszenie uslug i odplatnosci za nie Ja nie moglem tego zrobic osobiscie, poniewaz znajdowalem sie w stanie spiaczki i przebywalem w Toruniu, a nastepnie w Ustroniu Morskim. Biuro nie uwzglednilo nadzwyczajnych okolicznosci i odmowilo wspolpracy, co bylo karygodnym dowodem na brak elementarnej empatii ze strony pracownika. Niezaleznie od warunkow umowy nalezy zawsze brac poprawke na niezalezne od abonenta sytuacje losowe. Wobec powyzszych faktow jest oczywiste, ze oplata za miesiace lipiec, sierpien, listopad, grudzien 2014 oraz luty, marzec i kwiecien 2015 zostala pobrana nienaleznie. Wykazujac sie dobra wola, mozemy odstapic od zadania jej zwrotu, jesli Vectra odstapi od dwumiesiecznego okresu wypowiedzenia i nastapi ono w trybie natychmiastowym. 

 

Wierzymy, że przedstawiona argumentacja jest wyczerpująca, a Panstwa wszelkie wątpliwości zostały wyjaśnione. Jesli sprawa nie zostanie zalatwiona polubownie, skierujemy ja na droge sadowa. W takim wypadku prosimy tez o podanie adresu Prezesa UKE, do ktorego sie odwolamy. 

 

Z powazaniem 

Marcin E.

21:18, narcyzpierwszy
Link Komentarze (1) »
środa, 24 czerwca 2015

SMS-y od cioci Ani

3.11. 2014

Zbysiu myslalam ze jestem twarda i wytrzymam bez. Ciebie, le to nie prawda. Jest mi tak bardzo zle ,odlad wyjechales ,caly czas boli mnie glowa ,chodze jak struta. Ja. Cie bardzo przepraszam , nie gniewaj sie na mnie, bardzo. Cie prosze, odezwi sie do mnie blagam. Cie jesli zawinilam ,to mozesz mnie ukarac czym chcesz, tykko nie milczeniem. 

10.11.

Wczoraj bylam na cmetarzu, dlugo stalam przy grobie twojej mamy i rozmyslalam, chyba z tego powodu prawie cala noc nie spalam, nad ranem zasnelam, i mialam bardzo wyrazny sen. Widzialam twoja mame na klasztorze, lezala na luzku chora. .ja rozpalalam w piecu, naraz mama sie podniosla i powiedziala dn mnie ze zloscia takie slowa, ... Zbyszek jest w niebespieczenistwie musisz go ratowac, jestem cala rotrzesiona, nie wiem co mam robic, ale tej przestrogi nie zaniecham. Jescze nie wiem co ,ale mysze cos zrobic mama wyrazny dala mi znak. 

 

Od pogrzebu mama dopiero mi sie przysnila pierszy raz ,to znaczy zemama chce zeby cie ratowac. 

1.01. 2015

Kochany syneczku chcesz pewnosci ze mama jest szczesliwa ,tyle masz na to dowodow ze jert szczesliwa ,tyle jest na to ruznych znakow. Sam mowiles ze. Helcia ma dobry sluch ,i nigdy nie klamie ,a mowila ze slyszala melodje pozytwki. Widzisz ze mama jest szczesliwa w niebie ,inaczej nie moglaby pzeslac dla. Helci takiego znaku. Syneczku dziekuje. Ci za zyczenia , ja rowniez zycze. Ci zeby ten nowy rok pzyniusl. Ci same szczesliwe dni ,zeby byl zaplata za ten nieszczesliwy zeszly rok. Skarbie mnie rok 1998 dal. Ciebie wiecej niechce.

4.04. 

Kocham. Cie moj najdrosszy syneczku,,! Pamietaj o tym zawsze. 

5.04. 

Kochany. Syneczku ,z okazij swiat,. Wielkanocnych ! Zycze. Ci duzo zdrowia,,i blogoslawiensta. Bozego na cale. Twoje prawie. Swiete zycie. 

5.04. 

Widzisz. Syneczku! Jaka jert pelna wiary. Twoja duszyczka ,moga. Ci udowadniac ruzne niedowiarki, ze wiara jert nie potrzebna,, ale. Ciebie nikt od wiary nie odsunie, bo. Twoja wiara jest silna. Twoja. Mama. Ci ja wpoila ,i tak bedzie zawsze. Nikt ani nic, nie zdola. Ci ja odebrac. 

12.06.

Kochany moj. Syneczku,, dziekuje. Ci z calego serca za zyczenia i za pamiec o mnie. Co do mojego serca to wiesz ze jescze sie kolacze dzieki. Tobie jak by nie. Ty ,to juz dawno by mnie na swiecie nie bylo.

12.06.

Zaluje ze sie na niego nie zucilam, i nie wydrapalam mu slepiow. 

(O psychopacie, ktory zaatakowal mnie w restauracji Cinema)

12.06. 

Caly czas niemoge sie uspokoic. 

(Jak wyzej)

12.06. 

Do puki ja zyje ,to. Ci kzywdy nie dam zrobic. 

(Jak wyzej)

13:09, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 stycznia 2015

 

Jesień 2014 w Ustroniu Morskim: zachód słońca

Korespondencja z Beatą, cz. III

 Przykro mi ,ze jestes samotnym czlowiekiem, ze straciles mame.  Nie napisze, ze Cie rozumiem, bo nigdy nie musialam
spedzac samotnie swiat.  Coz mam napisac? wesolych Swiat? zabrzmi nie na miejscu i absurdalnie. Trzymaj sie mimo wszystko cieplo. Pozdrawiam

Samopoczucie w porzadku. Mieszkanie zawsze kupuje sie poprzez  akt notarialny. Moje mieszkanie ma hipoteke,  poniewaz mam kredyt mieszkaniowy.  Kupowalam tak dawno.... w kazdym razie notariusz wymaga od sprzedajacego takich dokumentow,  zeby sytuacja byla zgodna z prawem wlasnosci. Jak poszukiwania mieszkania? 

Witam,
chodzilo mi o to, czy masz mieszkanie spoldzielcze wlasnosciowe, czy odrebna wlasnosc wraz z gruntem. Ktora z tych form wlasnosci jest lepsza?
Poszukiwania utknely w martwym punkcie. Ja juz nie mam na to sil. Dzwoni sie, wysyla dziesiatki maili, a i tak nic z tego nie wynika.
Ustronie chyba odpada. Im dluzej tu jestem, tym bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, ze nie jest to miejsce dla czlowieka samotnego i niezmotoryzowanego. Ja jednak potrzebuje miejsca, w ktorym bede sie czul swojsko, a zarazem anonimowo. Takim miejscem bylby Torun. Po co eksperymentowac z innymi miastami, skoro wiem, ze w Toruniu czuje sie dobrze? Mieszkalem w tylu miastach i wszedzie tesknilem do Torunia. Ustronie ma jedna zalete - morze. Torun ma jedna wade - brak morza. Ale czy morze wynagrodziloby mi to wszystko, co oferuje Torun? Coraz bardziej w to watpie. Ciocia tez uwaza, ze Torun bylby dla mnie idealny. Tyle ze ja nie chce kupowac mieszkania szybko i bez namyslu. Zdaniem Ani powinienem przeznaczyc na to cale wakacje. Przez 2 miesiace w Toruniu mozna by obejrzec wiele mieszkan (a jest co, bo rynek nieruchomosci jest ogromny). Sek w tym, ze nie stac mnie na to, by tu mieszkac do wakacji, a innego wyjscia nie mam. Nikt mi o tej porze roku nie wynajmie akademika w Toruniu, a na inne zakwaterowanie nie moge sobie pozwolic.

Mam wlasnosc wraz z gruntem. Nie wiem czemu uwazasz,  ze jestem specjalistka od zakupu nieruchomosci?  Sam wiesz duzo na ten temat.  Na pewno zakup atrakcyjnego mieszkania wymaga czasu, pracy i wysilku,  ale przeciez kupujesz dla siebie.  Nie ma co sie poddawac,  tylko trzeba robic swoje.

Nikt nie zyje dla siebie. Tylko dawanie uszczesliwia, najlepiej dawanie jednej osobie. Za pieniadze mozna kupic rozmaite namiastki szczescia i/lub znieczulacze bolu istnienia, ale spelnienia - nigdy. Ciocia powiedziala dzis istotna rzecz: Marcin byl szczesliwszy, gdy celem jego zycia bylo opiekowanie sie mna, niz teraz, kiedy zyje dla kariery i wlasnej przyjemnosci. Dodala, ze nigdy sie do tego nie przyzna. Ja tez bylem szczesliwszy, gdy moglem dawac cos z siebie mamie, chocby drobiazgi.

Jestes w pewnym przelomie zyciowym,  kryzysie,  ktory moze sie stac poczatkiem nowej fazy twojego rozwoju duchowego. Pomysl o tym... w efekcie moze to byc zaczatek pozytywnej zmiany w tobie, w twoim zyciu. Nie szukaj winnych na zewnatrz,  nie win tez siebie. Bierz odpowiedzialnosc za swoje zycie,  za zaspokajanie wlasnych potrzeb. Zycie jest tak krotkie i nie wiemy, czy jest cos poza nim,  to jest kwestia wiary, tylko i az.

Witam,
mialem wczoraj kilkugodzinny atak strachu, ktory wymeczyl mnie fizycznie i psychiczmie. Dreczyla mnie mysl, ze Boga nie ma. Boje sie zycia i boje sie smierci. Bardziej niz wlasna smierc przeraza mnie mysl, ze jesliby Boga nie bylo, mama nie odebralaby swojej nagrody. Wciaz wyswietla mi sie film z jej ostatnich dni. Nie moge sie uwolnic od obrazow jej cierpienia. W uszach brzmia mi jej slowa, ktore powtarzala przez cale zycie: "Jeszcze nigdy nie mialam dobrze", "Po co ja sie narodzilam?!", "Cale zycie musze tylko patrzec na szczescie innych", "Pan Bog mogl mnie zabrac zamiast Niny", "Jak byc samotnym, to lepiej sie nie narodzic" itd.  I to ostatnie zdanie, ktore wypowiedziala na miesiac przed smiercia: "Chyba nawet Pan Jezus tak nie cierpial".

Gdybym mial choc jednego czlowieka do rozmowy... Godzina obcowania z wlasciwym czlowiekiem potrafi naladowac mi baterie na caly tydzien i zmniejszyc moj strach. Prawie zawsze bylem samotny, ale teraz zyje w calkowitej emocjonalnej prozni i izolacji. Juz nawet morze mnie nie cieszy. Zostaly mi cztery sciany, a w nich - samotnosc i strach. Tam mialem przynajmniej uczniow. Z niektorymi dalo sie porozmawiac. Amelia jeszcze teraz dopytuje, czy wroce do Polkowic, bo nie chcialaby chodzic do nikogo innego...

Sprawa mieszkania utkwila w martwym punkcie. Nie mam juz sily ani motywacji. Boje sie, ze reszte zycia przyjdzie mi spedzic w hotelach. Nawet jesli wyprowadzilbym sie do Torunia, nie uciekne od samotnosci. Tam juz nie ma Marcina ani nikogo ze studiow. Nawet oferma Kowboj zalozyl rodzine. Moglbym mieszkac nawet w piekle, byle nie w izolacji. Nawet Torun mnie nie uratuje, jesli nie znajde ludzi. Wszedzie ludzie, a ja nie mam do kogo ust otworzyc. Zdycham na oceanie z braku wody. Brak czlowieka niszczy mnie bardziej niz bezdomnosc, bieda i choroby. Mama przez cale zycie skarzyla sie na samotnosc. Mowila zawsze: "Rob tak, bys nigdy nie byl sam, bo widzisz na moim przykladzie, jak straszne jest samotne zycie". Samotnosc ja zabila, doslownie i w przenosni. Nie udalo sie to rakowi jelita grubego, gruzlicy pluc ani oparzeniu twarzy i glowy. Pokonala trzy smiertelne choroby, choc nie dawano jej szans, a ulegla samotnosci. Ale ona nie byla az tak samotna jak ja. Od czasu do czasu ktos ja odwiedzal, a gdy byla zdrowa, sama byla bardzo aktywna towarzysko. Poza tym miala do konca gigantyczne rachunki za telefon - to bylo jedyne, na co nie zalowala pieniedzy, bo poza tym wszystkiego sobie odmawiala. Gdy do mnie dzwonila, to po glosie wiedzialem, czy ktos ja w danym dniu odwiedzil. Jesli nie - brzmial matowo i depresyjnie. Telefon miala wieczorami zawsze zajety....
Udanej soboty!

Wiara w Boga jest laska,  nie przekonuja mnie racjonalne proby uzasadnienia Jego istnienia. Albo sie ma dar laski wiary, albo nie, zreszta zawsze jest nadzieja,  ze mozna jej dostapic. Czasami bylam jej blisko,  teraz sie oddalilam. Jestes bardzo samotny, jest ci z tym bardzo zle, to zastanow sie jak to zmienic.  Nikt nie zrobi tego za ciebie. Ty odpowiadasz za uswiadomienie czego potrzebujesz najbardziej w zyciu i jak to zaspokajac. I nie twierdze,  ze bedzie latwo. Postawa roszczeniowa, cierpietnicza, egoistyczna,  raczej odstraszysz ludzi. Zreszta w naszym wieku trzeba duzo wysilku,  zeby budowac nowe relacje.  Ale nie ma wyjscia,  trzeba wziac to na klate.

Ja nie chce budowac zadnych relacji. Jestem wierny Marcinowi i w jakims sensie Eli S. - inaczej nie potrafie. Potrzebuje czlowieka badz grupy ludzi, z ktorym moglbym tak normalnie rozmawiac, wpasc na kawe, wyjsc na spacer, wzajemnie sie odwiedzac, czyli to, co kazdy czlowiek na Kaszubach ma na co dzien. Mama tez mogla miec niejednego chlopa, ale po odejsciu mojego ojca zadnego nie chciala, bo nie miescilo jej sie to w glowie.

Ciocia mowi, ze ktos powinien mi tych znajomych podsunac, poznac mnie z nimi, bo ja nie znajde ich nigdy, i to jest prawda. Znajomych mialem tylko na studiach i to takich, ktorzy mieli dosc konsekwencji i determinacji, by przebic sie moj prywatny "Chinski Mur". Teraz ludzi widuje tylko w telewizji.
Nie mam i nigdy nie mialem postawy roszczeniowej.
Oczywiscie, ze wiara jest laska! Ja te laske stracilem. Rozpaczliwie probuje ja odzyskac, ale nie potrafie. Jeden ksiadz mi powiedzial, ze Bog dal mi inna laske - laske tworczych watpliwosci.
Miedzy Toba a mezem wszystko sie uklada pomyslnie?
Milego wieczoru!

Rozumiem,  ze jestes samotny i jest ci z tym zle, nie jestem w stanie ci pomoc. Z kazdym twoim smsem utwierdzam sie w moim stanowisku, ze bardzo sie roznimy, jest nam nie po drodze. Nie oczekuj, ze wprowadze sie w moje srodowisko, o znajomych i przyjaciol musisz powalczyc sam.

Alez ja nie chce wchodzic w niczyje srodowisko! Jakis czas temu posluchalem cioci Ani i poprosilem Cie, bys w ramach rewanzu za Marka Lade poznala mnie z jakas samotna osoba, ktora kocha rozmawiac, a nie ma z kim. Ciocia mowi, ze to nawet nie bylaby przysluga, tylko normalny ludzki odruch pomocy, ktora nic by Cie nie kosztowala. Ciocia dodaje, ze przyjazn zobowiazuje, a pozostawianie czlowieka w mojej sytuacji na lasce losu to nawet nie egoizm, a zla wola. Ania mowi, ze Ty znasz mnie bardzo dobrze i wiesz, ze sam sobie pomoc nie jestem w stanie. Ona nie rozumie, jak mozna tak traktowac czlowieka, z ktorym na studiach spedzilo sie tyle czasu. Np. w niedziele rozmawialismy o Tobie i Marku Ladzie i ciocia powiedziala: "Jak Ty musiales pieknie o niej opowiadac Markowi, skoro dzieki Twojemu opowiadaniu chcial ja poznac! Juz chocby z tego powodu nie powinna teraz w taki sposob Cie traktowac". Zona mojego ojca dodala tez ciekawe spostrzezenie: Ty nie jestes szczesliwa, bo szczesliwy czlowiek ma serce dobre i czule dla wszystkich. Jesli masz jakies watpliwosci, ciocia sama moze Ci to przekazac przez telefon.

Pewien koszalinski celebryta (Rafal) stawal na glowie, bym przyjechal do niego na Boze Narodzenie i Sylwestra, ale kilkanascie razy konsekwentnie odmowilem, bo ludzie z fobia spoleczna i zespolem Aspergera (ja mam obie przypadlosci) bardzo rzadko decyduja sie komus zaufac. Pewnie znasz tego Rafala, bo on kocha robic szum wokol siebie. Za kolejny wywiad w radiu czy notke w prasie sprzedalby wlasna matke. To najbardziej znany gej w Koszalinie. Wystapil nawet w takim programie kulinarnym, w ktorym znani ludzie gotuja i zapraszaja do siebie znajomych, a potem wzajemnie oceniaja swoje menu. On byl gotow nawet samochodem przyjechac po mnie do Ustronia! My aspergerowcy jestesmy jak w tej kultowej polskiej komedii - lubimy tylko tych ludzi, ktorych znamy. Jesli juz musimy poznawac nowa osobe, to tylko z rekomendacji kogos, kogo znamy. Takich ludzi jak ten koszalinski celebryta dzieki moim blogom poznaje wiele, ale oni nie sa dla mnie.

Nic mi do tego, skoro nie chcesz mowic, ale domyslam sie, ze w Twoim malzenstwie nie dzieje sie dobrze. Ktos Cie musial bardzo zranic, skoro stalas sie taka zimna i nieczula...
Mimo wszystko dobrego wieczoru!

 

04:52, narcyzpierwszy
Link Komentarze (1) »

 

Jesień 2014 w Ustroniu Morskim

Korespondencja z Beatą, cz. II

Beatko!
Jeszcze do niedawna wiedzialem, czego chce: normalnej znajomosci, takiej, jaka mielismy dawniej, ale z niezrozumialych dla mnie powodow okrutnie mnie zranilas i teraz juz nie wiem...
Ty mieszkasz w tym Koszalinie prawie cale zycie, a jako ze nie boisz sie ludzi, pewnie znasz tam cale miasto. Czy moglabys skontaktowac mnie z kims, kto tak jak ja laknie rozmowy? Dobrze by bylo, aby byla to osoba zyjaca w absolutnej prozni (bez rodziny, przyjaciol i istotnych znajomych), bo tylko wtedy zrozumie moja sytuacje i bedzie umiala docenic moje oddanie.  Takie rozmowy bylyby dla mnie swietem. Gdyby ta osoba okazala sie sensowna, kontakt z nia moglby postawic mnie na nogi, natchnac nadzieja. Koszalin jest blisko. Ja nie mam tu nic do roboty poza rozmyslaniem i baniem sie. Tyle chyba mozesz zrobic. Wiem, ze dla Ciebie jeden czlowiek to niewiele, a dla mnie to moglaby byc ostatnia deska ratunku. Powiedzmy, ze bylby to jakis rewanz za poznanie Cie z Markiem Lada, ktory dzieki mnie zakochal sie w Tobie, zanim Cie zobaczyl.

Nadal nie wiem,  czego ode mnie oczekujesz?  Nie wiem, jaka bedzie najlepsza decyzja,  gdzie masz mieszkac. Moja szczerosc tez by Ci raczej nie pomogla. Odzywasz sie po latach i oczekujesz przyjazni, stawiasz roszczenia, stosujesz szantaz emocjonalny,  probujesz wpedzic mnie w poczucie winy, tekst dotyczacy Marka jest ponizej krytyki. Jestes samotny, zgadzam sie, samotnosc jest straszna. Przyjazn polega na dawaniu i braniu, a Ty tylko chcesz brac. Nawet sie nie zapytales, co u mnie. Zabrnales w slepa uliczke.  Nie umiem i nie chce Ci pomoc. Czesc

Jak sie chce psa uderzyc, to kij sie znajdzie. Nie pytalem, co u Ciebie, bo znajac Cie, obrocilabys to przeciwko mnie i zarzucila mi wscibststwo. Codziennie zastanawiam sie, jak sie miewasz, bo ja nie potrafie tak po prostu przekreslic czlowieka. Mam to po mamie - wyrzucali ja drzwiami, a ona wchodzila oknem. Nigdy nikogo nie przekreslala. Nikt nie skrzywdzil jej bardziej niz moj ojciec, a mimo to zadzwonila do niego po 28 latach od jego odejscia, zeby sprowokowac go do rozmow telefonicznych. Kiedy lezala na lozu smierci, przyszedl do niej po wybaczenie i je uzyskal. Mama szukala kontaktu nawet z ludzmi, ktorych nie widziala 30 lat! Ja jestem taki sam. Moja babcia mawiala: "Niechaj nad twoim gniewem nie zachodzi slonce".

Opowiedz mi zatem, co u Ciebie, bo widze, ze czujesz taka potrzebe.

Czy moja prosba, zebys mnie poznala z kims, kto jest sam na swiecie i potrzebuje bezinteresownej rozmowy, nazywasz roszczeniami?! Zadziwia mnie Twoja nowa filozofia zycia, ktora z etyka Kanta chyba nie ma wiele wspolnego.

Powtarzam jeszcze raz: nikogo nie prosze o pomoc materialna. Kto chce, ten pomaga sam, z wlasnej woli i inicjatywy. Kto szybko daje, dwa razy daje. Jesli czegokolwiek od Ciebie chcialem, to wysluchania i zyczliwej rozmowy.

Mielismy sie spotkac kilka lat temu, ale - jak wiesz - nie mialem dojazdu do Koszalina, a Ty odmowilas przyjazdu do Ustronia. Juz mialas zaproponowac mi nocleg u siebie, gdy nagle ugryzlas sie w jezyk. Dokladnie to pamietam. Ciekawe, ze jednak chcialas sie spotkac, a przeciez juz wtedy czytalas mojego bloga. Jakos Ci wtedy moje poglady nie przeszkadzaly, wiec wybacz, ale nie kupuje tlumaczenia, ze nagle Ci przeszkadzaja.
Dobrej nocy

Powiem jasno: nie chce w jakiejkolwiek formie kontynuowac znajomosci  z Toba.  Nie pisz wiecej, nie bede odpowiadala na wiadomosci od Ciebie.

Beata, schowaj Ty raz swoje uprzedzenia i zlosliwosci do kieszeni i pomoz mi, bo stoje przed decyzja, ktorej skutki bede odczuwac do konca zycia.
W Ustroniu jest mieszkanie na sprzedaz: 39 m, blok z 1969 roku, dwa pokoje z kuchnia. Powiedz mi, jaka moze byc przyblizona wartosc rynkowa takiego lokum, bo my z ciocia boimy sie, ze zrobia nas w balona. Ty kupowalas mieszkanie,wiec sie na tym znasz,  poza tym Twoj maz pracuje w branzy budowlanej. Nie chcemy przeplacac. Prosze pomoz mi, to Cie nic nie kosztuje, a wreszcie jest szansa, bym przestal byc bezdomny! Odpowiedz jak najszybciej.
Pozdrawiamy
ciocia Ania i ja

Mieszkanie kupowalam 10 lat temu, nie wiem jakie sa ceny. Trzeba sprawdzic strony biur nieruchomosci w Koszalinie,  a to przeciez wiesz. Z tego co widzialam w Koszalinie ok. 120.000-130.000 zl.

Dziekuje, ze odpowiedzialas. Ja nie gryze ani nie jestem Twoim wrogiem. Ale do rzeczy: oni chca za to mieszkanie 160 tys. Ktos powiedzial cioci Ani, ze to wygorowana cena. Lokum jest zadbane i blisko morza, ale to tylko 39 m, w dodatku blok jest Twoim i moim rowiesnikiem, wiec instalacja i rury kanalizacyjne moga byc juz w zlym stanie, prawda? Poza tym Ustronie to bardzo mala miejscowosc, swietna na wakacje, ale czy znalazlbym tu chetnych na nauke angielskiego? O niemieckim nawet nie wspominam, bo juz od lat nie ma chetnych na ten jezyk. Ciocia mowi, ze moze dobrze by bylo kupic dwa lokale: mniejszy w Ustroniu na wynajem, wiekszy w Toruniu do zycia. Moze to i jest jakis pomysl, ale kto by wynajal mieszkanie w Ustroniu po sezonie? Przez pol roku musialbym zatem utrzymywac dwa lokale. Po glowie chodza mi setki pytan i watpliwosci, a nie mam z kim tego przedyskutowac. Gdy w gre wchodza takie kwoty, nie jestem w stanie podjac decyzji, bo paralizuje mnie lek. Powiedz mi, czy Ty kupilabys to lokum za 160 tys.?

Przy wyborze stalego miejsca zamieszkania byloby dla mnie wazne, czy je lubie i jakie daje mozliwosci pracy . 160 tys. raczej nie jes specjalna okazja.

Ja bardzo lubie Ustronie, zwlaszcza morze.
Nie mam pojecia, czy moge tu liczyc na uczniow, i nie wiem, jak to sprawdzic.
Cena tez wydaje mi sie wygorowana, bo to przeciez wies (choc kiedys myslalem, ze miasto), no i blok jest stary.
Pozdrawiam

Niestety nie mam pojecia,  jest tam co prawda zespol szkol (podst. i gimnazjum).

Beata!
W tym samym budynku kawalerka 29 m poszla za 105 tys., wiec 160 tys. za 40 m to chyba nie jest mocno zawyzona cena?
Blok jest pieknie polozony - w lesie, blisko morza. Wiek jest prawdopodobnie jego najwieksza wada, ale wojsko chyba dba o swoje budynki? Z zewnatrz wyglada w porzadku, ale boje sie, ze moze miec jakies ukryte wady, ktorych moje oko nie dostrzega.
Lubie Ustronie. Przyjezdzam tu od 10 lat, ale nie wiem, czy lubilbym je tak samo, gdybym mieszkal tu na stale. Najbardziej boje sie tego, ze nawet po podstawowe zakupy trzeba jezdzic do Kolobrzegu, ewentualnie do Koszalina. To strasznie uciazliwe, jak sie nie ma samochodu.  Z drugiej strony mozna sie tanio stolowac w osrodkach wczasowych. Sama widzisz, ze wady i zalety zdaja sie rownowazyc.
Dziekuje, ze dzielisz sie ze mna tym, co myslisz - to duzo dla mnie znaczy. Czy moge spytac, ile zaplacilas za swoje lokum?

Wtedy mieszkania byly o 100% tansze, nie ma porownania.  Kosztowalo 90 tys.

No tak, Ty trafilas jeszcze na czas, gdy byly tanie. Oczywiste bylo, ze po wejsciu Polski do Unii ceny pojda mocno w gore. W 1996 zarezerwowalismy sobie z Marcinem w Toruniu mieszkanie, ktore kosztowalo 120 tys.: 50 m kw., na ul. Bankowej (dwupoziomowe). Teraz mieszkania w Toruniu sa strasznie drogie - 30-metrowe 10 km od centrum potrafi kosztowac nawet 300 tys.
Mysle o lokum na Starowce lub na osiedlu strzezonym. Podoba mi sie Osiedle Sztuk Pieknych, ktore w zalozeniu bylo budowane dla pracownikow i absolwentow UMK. Z drugiej strony wiekszosc tych nowych osiedli jest okropna. Bylismy z ciocia na os. Bursztynowym w Kolobrzegu - straszna, zimna betonowa pustynia. Za 20-30 lat bedzie to gorzej wygladalo niz komunistyczna wielka plyta. Ciocia powiedziala, ze za darmo nie chcialaby tam mieszkac.
Wlascicielki mieszkania w Ustroniu mieszkaja w Szwajcarii. Mialy sie do mnie odezwac, a tu cisza.
Wykancza mnie to zawieszenie, niepewnosc i niezdolnosc do podjecia decyzji.

Wsluchaj sie w to co piszesz, bedziesz wiedzial jaka decyzje podjac.  Czasami jest tak, ze to wlasciwe mieszkanie pojawi sie w odpowiednim momencie.  Tak bylo w moim przypadku,  tez juz mialam kupowac,  nie spalam cala noc, a kobieta rozmyslila sie.  Po paru miesiacach kupilam identyczne,  tylko w duzo lepszej lokalizacji. Mieszkam w nim juz 10 lat.

Dziekuje, ze napisalas.
Wczoraj znow robilem bilans wad i zalet. 

Zalety mieszkania:
- bliskosc morza,
- dobry stan,
- ladna okolica.
Wady:
- stary blok,
- dosc wysoka cena,
- troche maly meteaz,
- slepa kuchnia,
- wszystkie okna wychodza na wschod.
Zalety Ustronia:
- czuje sie tu prawie jak w domu, niektorzy ludzie mowia mi nawet "dzien dobry", tak czesto tu bywam,
- sennie, cicho, spokojnie, a tego brak mi w Polkowicach,
- mozliwosc jedzenia tanio i smacznie w osrodku wczasowym,
- blisko do Lasu Kolobrzeskiego, ktory kocham.
Wady:
- brak dobrze zaopatrzonego sklepu,
- niepewne perspekywy zawodowe.

I badz tu madry, czlowieku! Salomon nie wiedzialby, co zrobic.

Ja bym sie nie spieszyl z tym zakupem, gdyby nie to, ze moj blok opanowaly pluskwy (przyszly od sasiadow). One sa praktycznie nie do zniszczenia. Sa wstretne i strasznie gryza. Specjalisci mowia, ze skutecznie wytepic moze je tylko wrzatek, ogien i bomba atomowa. Tak wiec one odciely mi droge powrotu do Polkowic. Na jedzenie nie wydaje tu wiele (mniej niz tam), za to duzo idzie na pensjonat. Zal mi tych pieniedzy, ale nie mam gdzie sie podziac.
Milej niedzieli!
PS Twoje mieszkanie bylo z rynku pierwotnego czy wtornego?

Gdzies jest mieszkanie dla ciebie, to kwestia czasu, cierpliwosci,  wytrzymalosci.  Tak bylo u mnie. Czy dobrze rozumiem,  ze mieszkanie ma kupic jakas pani profesor?  A ty nie wracasz juz do Polkowic?

Robactwo, ktore zaatakowalo moj blok (pluskwy), odcielo mi droge powrotu. Pluskwy moze zniszczyc tylko ogien lub wrzatek. To jest obrzydliwe i potwornie gryzie. Gdybym mial gdzie mieszkac, nie spieszylbym sie tak z zakupem.
Moja Pani Profesor z Uniwersytetu Marcina Lutra zaproponowala, ze wylozy pieniadze na lokum dla mnie, ale do okreslonej kwoty, której nie mogę przekroczyć.  
Pozdrawiam

 

 

04:14, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »

 

Korespondencja z Beatą, cz. I

 

Czesc, zaskoczyles mnie tym smsem. Bez sciemniania...Czasami czytalam Twojego bloga i wiem, ze sie nie dogadamy, poniewaz mamy skrajne poglady na temat oczekiwan od ludzi i zycia w ogole.  Jako mlodzi ludzie mielismy dobry kontakt ze soba, tamtych nas juz nie ma...Trzymaj sie, pozdrawiam. Beata 

Tego sie nie spodziewalem, Beata - nie po Tobie. Wiem, ze masz nne poglady, bo punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, a Ty siedzisz wygodnie. Czulem Twoja niechec telepatycznie, ale czy to jest powod, zeby odmowic marnej rozmowy czlowiekowi, ktory balansuje na krawedzi? Slyszalas, ze mozna sie pieknie roznic? Siedze od prawie miesiaca w Ustroniu, wpatrujac sie w cztery sciany, bo nic innego mi nie zostalo. Zostane tu, dopoki beda chcieli mnie trzymac, a potem niech sie dzieje wola nieba. Marze o pojsciu tam, gdzie od lat jest Marek Lada i gdzie od kwietnia jest moja mama - jedyna osoba, ktora cienka nicia laczyla mnie z zyciem. Chcialbym dozyc do naturalnej smierci, ale w kazdej sekundzie odczuwam pokuse, by skrocic swoje meki.
Najprosciej jest napisac "nas juz nie ma" (nawiasem mowiac, juz to od kogos slyszalem) i odciac sie od przeszlosci. Gdy jednak slyszy sie te slowa od osoby, ktora cytowala "Malego ksiecia" ( „Jestes na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiles”), a imperatywy moralne Kanta nazywala fundamentem swej zyciowej filozofii, to czlowiek juz nie wie, kto wrog, a kto przyjaciel.
Nie chcialem pomocy materialnej, przytakiwania ani wspolczucia. Chcialem tyllko uslyszec znajomy glos i spojrzec Ci w oczy, bo od 2001 ogladam ludzi tylko w telewizji.
Zegnaj, "sezonowa przyjaciolko".

Wbilas mi noz prosto w serce. Cios przyszedl ze strony, z ktorej sie go nie spodziewalem. Jestem zdruzgotany. Co ja Ci takiego zrobilem?! Blog Ci sie nie pooba! Rozumiem, ze podobaloby Ci sie, gdybym zdechl gdzies w przytulku, bez rozglosu, by nie macic takim jak Ty spokoju sumienia. A ja sie chwalilem Toba, uwazalem Cie za wcielenie cnot wszelakich, stawialem swiatu za wzor... Co to za swiat jest teraz, skoro po 25 latach znajomosci mozna kogos zdradzic, wyrzucic jak smiecia, wymazac z pamieci!? Ania slusznie zrobila, ze odizolowala sie od ludzi i przelala swa milosc na zwierzeta. Ty nigdy nie bylas moja przyjaciolka, teraz jasno to widze. Traktowalas mnie jak egzotyczne zwierzatko; bylem dobry do rozmow o Kancie i Modiglianim, ale na randki chadzalas z innymi. Dopiero dzieki Marcinowi, Eli i Sylwii przekonalem sie, ze mozna pozadac nie tylko mojej duszy, ale i ciala. Zadawalas sie ze mna, by samej sobie udowodnic, jaka to jestes wspanialomysla, "przygarniajac" dziwaka. Odtracilas nawet Marka Lade, bo nie zapewnial Ci "silnego meskiego ramienia". To, ze on tez potrzebuje wsparcia, bylo Ci to obojetne. On wierzyl, ze Opatrznosc  zeslala mu w Tobie aniola... Moze zylby do dzis, gdybym go z Toba nie poznal. Dziekuje Ci za gorzka lekcje zycia. Znow umarlem jeszcze troche bardziej. Zblizam sie do kresu sil. W koncu sie doczekacie.

Ty, ktora pisalas do mnie, ze najbardziej sie cierpi przez to, ze "wiekszosc ludzi jest kiepska i glupia", okazalas sie jednym z nich.
Ty, ktora pisalas, ze my oboje jestesmy z jednej gliny, dlatego zawsze bedziemy sobie bliscy, i podparlas sie cytatem z "Wilka stepowego", wlasnie pokazalas, co warte byly Twoje slowa.
Ty, ktora pisalas, ze jestem za wrazliwy na ten swiat, teraz pomagasz mu mnie niszczyc.

Wiedz, ze dla czlowieka wrazliwego rozczarowanie jedna osoba jest rozczarowaniem calym swiatem. Juz nigdy nikomu nie zaufam ani nie obdarze sympatia. Utwierdzilas mnie w przekonaniu, ze nie warto i nie wolno ufac. Mozesz sobie pogratulowac.

Nawet skazancom nie odmawia sie rozmowy, a Ty odmowilas jej bezdomnemu i sierocie, ktory nic zlego zlego (Ci) nie uczynil. Co z Ciebie za czlowiek, Beata?

             . 
Moja macocha mowi, ze odmowilas mi spotkania, bo bylo Ci wstyd, ze przez te wszystkie lata nie kiwnelas palcem, zeby ulzyc mojej doli. A nie mozesz sie usprawiedliwiac tym, ze nie wiedzialas, bo czytasz bloga.

Przykro mi, ale tresc smesow utwierdza  mnie w decyzji, ze nie chce sie z Toba spotkac. Jedyna osoba,  ktora odpowiada za Twoje zycie jestes Ty sam, nikt inny. Czesc

Ja juz chyba nie chce sie z Toba spotkac, Beata. Ta "gleboka" diagnoza w Twoich ustach stawia pod znakiem zapytania wszystko, co o Tobie uwazalem. Widze, ze nie masz pojecia, czym jest fobia spoleczna III stopnia. Doczytaj, zanim zaczniesz ferowac wyroki. Fobia spoleczna to paralizujacy lek przed ludzmi. Fobik spoleczny znajduje sie w pulapce: musi unikac obcych oraz wszystkich tych, ktorych oddania i lojalnosci nie jest pewien. Do nikogo nie moze sie zblizyc, z nikim zaprzyjaznic, bo zanim ktos stanie sie przyjacielem, jest przeciez obcy. Fobik spoleczny jest zatem skazany na wieloletnich, wyprobowanych przyjaciol i rodzine - o ile ja ma. Ja moge przebywac wylacznie z jedna osba, dotyczy to zarowno zycia osobistego, jak i zawodowego. Dla fobika spolecznego dwoje to grupa, a od trojga zaczyna sie tlum.

Fobia spoleczna to moja glowna choroba, dochodzi do tego depresja endogenna i reaktywna oraz kilkanascie schorzen somatycznych, ktore jednak sa niczym w porownaniu z fobia. Czy wiesz, ze w Polsce nawet chorzy na raka w II stadium uznawani sa za zdolnych do pracy zawodowej, a fobik spoleczny ma orzekana calkowita niezdolnosc do samodzielnej egzystencji??? W KAZDEJ SEKUNDZIE, W KTOREJ JESTEM SAM LUB Z LUDZMI, KTORYCH ODDANIA I BEZWARUNKOWEJ AKCEPTACJI NIE JESTEM PEWIEN, ZZERA MNIE MORDERCZY LEK. Nie potrafie zasnac w samotnosci, a moj puls i cisnienie sa znacznie podwyzszone. Od 2000 roku jestem sam praktycznie caly czas. Gdy widzisz inwalide na wozku, pomysl, ze jego niepelnosprawnosc to pestka w porownaniu z moim niewidocznym kalectwem. Tacy jak ja siedza na garnuszku rodzicow/rodziny lub zapelniaja przytulki, a ja do niedawna prowadzilem samodzielne gospodarstwo domowe! Nie zdarzylo sie jeszcze, zeby czlowiek z fobia III stopnia ukonczyl studia w normalnym trybie - jestem chyba jedynym takim przypadkiem na swiecie. Pojscie do sklepu i zrobienie zakupow to dla mnie wyzwanie. Zawsze balem sie ludzi, ale z wiekiem ten lek sie nasila. Ja juz calkowicie zdziczalem w tej samotni! Ile dni wytrzymalabys, nie widzac czlowieka??? A ja widuje ludzi kilka razy w roku, przy czym rzadko sa to ludzie, ktorzy nie poglebiaja mojego leku. Boje sie ludzi, bo zawsze chcialem ich kochac, a oni zmuszaja mnie, bym ich nienawidzil. Za co? Za ich obojetnosc, za latwe ferowanie wyrokow, za to, co mi zrobili. Bo nikt nie rodzi sie fobikiem społecznym – fobikiem spolecznym stajesz sie przez bliznich. Jesli Ty, osoba, ktora uwazalem za madra, swiatla i nieskora do wydawania pochopnych sadow, twierdzisz, ze ja jestem odpowiedzialny za swoja niedole, to utwierdzasz mnie w przekonaniu, ze ludzi nalezy sie bac. Ja jestem bardzo silny, podobnie jak byla moja mama, inaczej juz dawno gryzlbym ziemie lub siedzial w zakladzie zamknietym...

Zbyszku, nie jestem w stanie Ci pomoc. To, ze masz ciezka fobie nie zmienia faktu, ze nie jestes centrum wszechswiata i ze ludzie nie istnieja po to, zeby zaspokajac Twoje wszystkie potrzeby natury emocjonalnej,  materialnej czy innej. W zyciu nie jest lekko, nawet jak sie Tobie wydaje, ze inni maja 100 razy lepiej niz Ty.  To fikcja. Mamy tak rozne poglady, spojrzenie na ludzi, zycie,  ze nie mam zludzen co do naszego spotkania. Nie jestem w stanie dac Ci takiego wsparcia jak potrzebujesz. Mysle,  ze nie ma sensu dalej przerzucac sie argumentami. Mimo wszysko trzymaj sie.

To sie nazywa empatia!... Nic nie usprawiedliwia egoizmu, NIC! Ciekawe, czy bylabys taka obojetna, gdyby chodzilo o Twoje dziecko albo brata. Gdzie sa te Twoje argumenty? Ja Ci pisze referat o fobii spolecznej, a Ty odpowiadasz ni w piec, ni w dziesiec. Moja niedoszla tesciowa Maria S. z Bochni mawiala: "Zycie mnie nie oszczedzalo, ale nigdy nie bylam bezdomna, glodna ani pozbawiona ludzi. Pana zycie to pieklo na ziemi". Rowniez Pani Profesor z Niemiec, Gisela H., przyznala, ze trudno o bardziej potworny los od mojego. Moja mama mawiala: "Ja mialam najgorsze zycie w calym powiecie, ale Twoje bedzie jeszcze gorsze". Ty tymczasem serwujesz mi jakies komunaly w stylu, ze "innym nie jest latwo"!  Zapytaj sie np. Marcina S., czy on ma powody skarzyc sie na zycie, a w mig wyprowadzi Cie z bledu.  Skoro Ci sie moje zycie tak podoba, to zamien sie ze mna  chocby na tydzien, a od razu bedziesz inaczej cwierkac.
Kogo Ty chcesz przekonac i o czym? Bo mnie sie wydaje, ze chcesz uspokoic swoje sumienie i usprawiedliwic "zerwanie". Kto przestaje byc przyjacielem, ten nigdy nim nie byl. Ja nie prosilem Cie o pomoc materialna, wiec nie odwracaj kota ogonem. Prosilem tylko o spotkanie, to tez jest dla Ciebie "egocentryzm"? Kiedys podobno rozumielismy sie w pol slowa, wiec dlaczego zakladasz, ze teraz sie nie zrozumiemy? Ja sie nie zmieniam, bo nie plyne z pradem. Na studiach bylem taki sam, tylko mniej pokiereszowany.
Dobranoc

Zbyszku, czego Ty ode mnie oczekujesz? Mam tak rozne poglady od Ciebie,  ze nie bardzo rozumiem, co to spotkanie mialoby Ci dac.

03:35, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 listopada 2014

Swiete Hale

Kiedy wielki ksiaze Jerzy von Strelitz wkroczyl do prastarej buczyny w Meklemburgii, ogarnal go niewyslowiony zachwyt. Strzeliste pnie wydaly mu sie kolumnami, a od miodowozlotych lisci bil blask niczym od swietych monstrancji. Calosc zdawala sie tworzyc jakas niebianska swiatynie, zlozona z wielkich sal, a raczej gigantycznych hal. Wladca nazwal las Swietymi Halami i rozkazal go chronic po wsze czasy. 

Las Kolobrzeski to najwieksza i najpiekniejsza buczyna, jaka widzialy moje oczy. Rozciaga sie ona od Kolobrzegu az po Sianozety. Przyrodnicy mowia, ze las ten kryje wiele tajemnic i porownuja go do bagien nad Biebrza. Ta czesc kompleksu, ktora przylega do plazy, ma juz nowa nazwe: Ekopark Wschodni. Wsrod jego malowniczych mokradel zyja rzadkie gatunki ptakow i roslin. Pragnacym zatracic sie w Zlotej Polskiej Jesieni, goraco polecam ten fragment Lasu Kolobrzeskiego, ktory znajduje sie na wysokosci wsi Bagicz, w polowie drogi Kolobrzeg-Ustronie. Gdy 3 listopada zanurzylem sie w tej magicznej krainie, poczulem sie jak niegdys Jerzy Meklemburski w swych "Swietych Halach". Dojrzala, pyszna jesien oszolomila moje spragnione transcendencji zmysly i tylko nieznosna swiadomosc mego rozpaczliwego polozenia nie pozwolila mi otworzyc sie na ten cud calym sercem i umyslem. 

W szkole podstawowej uczono mnie, ze najstarszym drzewem w Polsce jest  Bartek. Czas zweryfikowal te wiedze i dzis wiemy, ze polskim "matuzalemem" jest 800-letni Boleslaw - dab rosnacy w Lesie Kolobrzeskim, w gminie Ustronie Morskie. Drzewo zawdziecza imie pierwszemu krolowi panstwa Polan, ktory doprowadzil do utworzenia biskupstwa w Kolobrzegu. "Zywy organizm 10 razy starszy niz moja mama!..." - myslalem, dotykajac wiekowego okazu.

22:21, narcyzpierwszy
Link Komentarze (2) »
niedziela, 02 listopada 2014

Ustronie Morskie, 1 listopada 2014

Uroczystosci Swieta Zmarlych  na cmentarzu  

"Predzej spodziewalabym sie smierci, niz..." - mawiala mama, gdy chciala wyrazic zdziwienie jakims faktem. Gdyby mogla dzis przemowic, powiedzialaby: "Predzej spodziewalabym sie smierci, niz tego, ze bede pochowana w Polkowicach". Miala tez inne powiedzenie, ktorym przez 13 lat torpedowala zaproszenia do Polkowic: "Gdybym tam pojechala, od razu bym umarla". I tak sie stalo: Najdluzsza podroz jej zycia okazala sie podroza ku smierci. 

Bardzo mi z tym ciezko, ze mama spoczela w tej niegoscinnej ziemi. Moge stamtad uciec ( i jesli Bog da mi sily, to tak wlasnie zrobie), ale grob mamy wiaze mnie z Polkowicami na zawsze. Jakas pociecha jest dla mnie to, ze moja rodzicielka nie zostawila zadnych instrukcji dotyczacych swego pogrzebu. Taki glupi sentymentalizm nie byl w jej stylu. 

Dopoki mama zyla, moj telefon dzwonil codziennie, co najmniej raz, a teraz milczy jak zaklety. Gdybym umarl, nikt nie zauwazylby mojego znikniecia, dopoki nie zaczalbym sie rozkladac. Nie ma minuty, bym nie prosil Boga o smierc. 

Przez moja macoche, jej szalenstwo i nieudolnosc, nie moglem byc dzis na grobie mamy. Ksiadz powiedzial, ze w Swieto Zmarlych modlimy sie do tych, ktorzy sa juz swieci, a w Dzien Zaduszny - za tych, ktorzy jeszcze czekaja przed brama niebios. Ja modle sie nie tyle za mame, co do niej. Jesli bowiem Bog istnieje, zasiada ona w glorii po Jego prawicy. 

Boze, za jej cierpienie bez miary, za prace ponad ludzkie sily, za urodzenie syna, z ktorego wiedza, talentem i dokonaniami nikt nie moze sie mierzyc, daj mamie radosc bez konca, a mnie - czlowieka, co bedzie ukoic w mocy moj placz sierocy. 

Uroczystosci Swieta Zmarlych na cmentarzu

02:02, narcyzpierwszy
Link Komentarze (5) »
sobota, 25 października 2014

 

Nie pamiętam tak smutnej jesieni. Ani w naturze, ani w życiu nic nie jest tak, jak być powinno. Czy zanim odejdę, dane mi będzie ukoić skołatane serce?

 

Znów rozpętało się piekło

Moja macocha to potwór. Od kilku tygodni znów się nade mną pastwi. Już prawie dałem się nabrać na jej „dobroć”, którą objawiła po śmierci mamy. „Już nigdy nie zrobię ci awantury, kochane dziecko, nie podniosę na ciebie głosu ani nie będę ci dokuczać” – przyrzekała. Minęło pół roku i znów skacze mi do oczu. Kiedy siedzenie u Mariana jej się przykrzy i chce pobawić się w „kochającą mamusię”, wtedy prosi mnie o wybaczenie, a ja, głupi, lituję się nad nią i przyjmuję ją jak syna marnotrawnego, tłumacząc sobie, że przecież ona nie panuje nad nerwami. Akurat! U Mariana siedzi cicho jak mysz pod miotłą, zawsze gotowa spełniać jego zachcianki. Ani nie podniesie głosu, ani nie dostaje „nadciśnienia”, by go tylko nie drażnić, ani nawet nie patrzy spod byka. Gdyby tam zachowywała się tak skandalicznie jak u mnie, przegnałby ją na cztery wiatry. On, w przeciwieństwie do mnie, umiał ją sobie ją wychować, a ja pozwoliłem sobie wejść na głowę. Sekutnica wie, że teraz, kiedy pozbyła się mamy, może się na mnie wyżywać do woli, bo nikt się o mnie nie upomni. Mama zawsze mówiła: „Gadać to ona potrafi jak anioł, a postępuje jak diabeł”. Wszystko by dla mnie zrobiła, cały świat mi do stóp rzuciła, a jak przyjdzie co do czego, nie potrafi nawet zalepić dziury w łazience, którą za jej zgodą przed laty zrobili, jak naprawiali pękniętą rurę! Jak tu ma nie być robaków, skoro mogą wchodzić, którędy im się żywnie podoba! Nic ten matoł nie umie, kompletnie nic, tylko bruździć i stroić fochy! Na swojej zasranej działeczce jakimś cudem potrafi wszystko. Tam trawa musi być przycięta co do milimetra. U mnie wyrastają jej lewe ręce. Cała moja buda się wali, a ona ma tylko dwa powiedzonka: „Nie umiem” lub „Zrobię to później”. Innym wytyka, że nic dla mnie nie robią, a sama nie jest lepsza. Powiedziałbym, że jest nawet gorsza, bo po innych przynajmniej wiadomo, czego się spodziewać. Teraz piekli się podwójnie, by nic nie robić z moim robactwem. A niech mnie zeżre żywcem, co ją to obchodzi! Ważne, że jej nic w dupsko nie gryzie. Inni mają pomoc i wsparcie rodziny, a ja, chory i niezdolny do życia, z każdą tragedią pozostawiony jestem samemu sobie. Jątrzyć, prowokować, dokopać, dopiec do żywego – tylko z tego czerpie satysfakcję i tylko to potrafi. A ponieważ pies z kulawą nogą nie chciałby z tym dziwadłem przestawać, to uwzięła się na mnie. Chciałbym choć rok przed śmiercią pożyć z dala od tego wcielonego diabła. Ona wie, że boję się ludzi, dlatego jest pewna, że nigdzie się stąd nie ruszę. Ta pewność w połączeniu ze śmiercią mamy, która zawsze przywoływała tę diablicę do porządku, sprawia, że rozbestwiła się jak ten bicz dziadowski. Myśli, że wszystko ujdzie jej bezkarnie. Żeby się nie zdziwiła, jak pewnego dnia wyprowadzę się na drugi koniec Polski. Będę tam równie samotny jak tu, ale przynajmniej nikt nie będzie wykorzystywał mojej bezbronności i wyładowywał na mnie swoich frustracji. Nie mam z niej najmniejszego pożytku. Ona potrafi przekonać innych i siebie, że tak dużo mi pomaga, a tak naprawdę wszystko to dzieje się tylko w jej wyobraźni. Przypomina sobie o mnie tylko wtedy, gdy nie ma nic do roboty na działeczce i przy Marianie. Co z tego, że przez chwilę jest przesadnie słodka i nadskakująca, skoro potem przez tygodnie lub miesiące kąsa jak żmija? Obejdę się bez takiej „dobroci”. Tak zachowują się dzieci w piaskownicy. Dorośli potrafią zapanować nad swoimi demonami. Tyle lat żyłem bez jej pseudopomocy, to i teraz sobie poradzę. Gorzej niż tu nie będzie mi nigdzie. Odkąd jestem w depresji, wszystko się wali. Mówię jej, żeby znalazła elektryka, a ona na to: „Żadnego nie znam”. Mówię: „Wypierz mi pościel choć raz na miesiąc”, a ona na to, że nie ma pościeli na zmianę. Mówię: „Poproś Józka, by naprawił mi prysznic”, a ona na to, że Józek wyjechał do syna. Mówię: „Znajdź mi choć jedną bratnią duszę, bo zdycham z samotności”, a ona na to: „Nie lubię ludzi i nikogo nie znam”. Mówię: „Pomóż mi wytrzepać dywan, bo niedługo sam wyjdzie”, a ona na to: „Jutro, później, boli mnie głowa/brzuch/noga” itd. Mówię: „Zrób mi dziś zakupy”, a ona: „Nie potrafię, bo w dużych sklepach nie wiem, gdzie co jest”. Mógłbym tak wyliczać bez końca. To po co mnie ściągnęła do tych Polkowic, mamiąc obietnicami, że zabraknie mi tylko ptasiego mleka, gdy ona otoczy mnie opieką? Całe miasto wie, że to przeklęte osiedle i omija je szerokim łukiem, a ja, nieświadomy, w co się pakuję, wprowadziłem się tutaj, bo ciotunia nie raczyła mnie ostrzec. Kiedy pytam, czemu nic mi nie powiedziała, odpowiada, że przecież ona nikogo nie zna i nic nie wie. Polkowice to nie Toruń ani Warszawa, by nie wiedzieć, gdzie jest niebezpiecznie. Zresztą nawet w dużym mieście mieszkańcy wiedzą, które dzielnice lepiej omijać. Poczułem się jak ta zdradzana żona, która dowiaduje się ostatnia. Umierającej mamie przyrzekła, że będzie się mną opiekować. Mama jeszcze dobrze nie ostygła, a ta już pokazuje rogi, tak samo jak robiła za życia mamy, tyle że wtedy trochę się bała. Skoro to nic nie potrafi, to żeby choć było miłe i życzliwe, żeby choć podniosło na duchu, ale nie – tylko szczeka jak najęte! Nie znam człowieka, w którym byłoby tyle jadu. Już mama zauważyła, że jak ta piekielnica wpadnie w trans, nikt jej nie przegada. Kiedy proszę ją, by odważnie zmierzyła się z moimi zarzutami, to na złość milczy, a kiedy każę jej się zamknąć, to gardłuje jak wściekła. Zawsze na odwrót, byle tylko doprowadzić mnie do pasji. Mógłbym trzytomową księgę napisać o jej podłościach. Nikt mi w życiu nie odebrał tyle zdrowia, co ona. To ona powinna leżeć w grobie, a nie mama. Miałem iść dziś na obiad, a potem kupić kwiaty na grób mamy, ale nie dam rady. Ta kosa sprawiła, że jestem w rozsypce. Mama powiedziałaby: „Za co my tak cierpimy i czemu całe życie musimy spędzać w otoczeniu wariatów?”. Mama już nie musi…

02:10, narcyzpierwszy
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 października 2014

 

Robactwo pożera mnie żywcem

To już pewne: tak jak myślałem, moje mieszkanie zaatakowała pluskwa domowa. Ciocia do końca poddawała w wątpliwość moje przypuszczenia, bo wygodnie było jej tłumaczyć mój swędzący wyprysk uczuleniem kontaktowym tudzież brakiem witamin. Ona już taka jest, że neguje wszystko, co nie jest jej na rękę. Aż trzy z czterech pytanych przeze mnie farmaceutek typowały pokąsanie przez owady. Lekarz rodzinny, podobnie jak Ania, skłaniał się ku alergii. Udało mi się schwytać 3 osobniki, które pokazałem weterynarzowi. Ten był absolutnie pewny, że ma do czynienia z pluskwą. Jego diagnoza była dla mnie szokiem, bo chciałem się łudzić, że moja macocha ma jednak rację, a ja jestem w błędzie. Pluskwy wytępiono przecież w latach 50-tych XX wieku – tak myślą ci, którzy szczęśliwie nigdy nie mieli do czynienia z tym złośliwym owadem. Nawet gdy Ania usłyszała słowo „pluskwa” z ust lekarza weterynarii, początkowo dalej obstawała przy swoim, bo przecież „w domu jej dzieciństwa żyły całe roje tych pasożytów i nikomu nie robiły krzywdy(!)”.

Nie wielcy drapieżni przedstawiciele świata fauny, lecz zazwyczaj małe stawonogi są największym zagrożeniem da życia, zdrowia i dobrego samopoczucia człowieka. Są ich miliony gatunków i wciąż odkrywa się nowe. Stawonogi doskonale przystosowały się do każdych warunków, ponieważ zamieszkują naszą planetę dłużej niż jakiekolwiek inne stworzenia. Przeżyły dinozaury i – według prognoz naukowców – będą miały się dobrze jeszcze długo po wyginięciu naszego gatunku.

Od dziecka panicznie bałem się i brzydziłem owadów i robaków. Potrafiłem przesiedzieć w domu całe lato w obawie przed spotkaniem z szerszeniem czy osą. Naiwnie sądziłem, że to najstraszniejsze stwory (oprócz żmij), jakie żyją w Polsce. Zazdrościłem mieszkańcom miast tego, że – jak wówczas myślałem – ich środowisko wolne jest od fruwającego i pełzającego paskudztwa.

Jakie to uczucie być osaczonym przez naprawdę niebezpieczne i/lub odrażające insekty, przekonałem się nie w „kaszubskiej dżungli”, lecz w „wysoko rozwiniętych”, uprzemysłowionych Polkowicach. Tu po raz pierwszy zobaczyłem karalucha, co było dla mnie nie mniejszą traumą niż wstrząs górniczy z lutego 2002 roku, od którego mój blok o mało się nie zawalił. Nie pomógł ani psychiatra, ani środki owadobójcze. By nie zwariować, musiałem pokonać odrazę i lęk. Myślałem, że już nic gorszego mnie tu nie spotka, tymczasem teraz pojawiły się pluskwy, fundując mi załamanie nerwowe, jakiego nie jestem w stanie wyrazić. Karaluchy są wstrętne, ale przynajmniej nie gryzą i nie łażą po człowieku. Odkąd zrezygnowałem z gotowania i jedzenia obiadów w domu, udało mi się ograniczyć ich liczebność. Przed najdrobniejszym posiłkiem wyparzam naczynia i sztućce. Nie używam ścierek z materiału, a wyłącznie ręczniki papierowe, by mieć pewność, że nie są zainfekowane. Kupuję tylko żywność gotową i taką, którą można przechowywać w lodówce. Jeśli zostaje mi chleb po posiłku (rzadko jadam pieczywo), wyrzucam go do śmieci. W przedpokoju i łazience światło pali się przez całą dobę. Sąsiedzi dbają o to, bym nie mógł tego robactwa wytępić całkowicie. Mimo tylu niedogodności chętnie wymieniłbym każdą pluskwę na dodatkowego karalucha.

Inwazja pluskiew jest dla mnie największą traumą od śmierci mamy. Inaczej: jest równie wielkim nieszczęściem, choć innego rodzaju. Moje lokum, samo w sobie godne pożałowania, stało się dla mnie najniebezpieczniejszym i najwstrętniejszym miejscem na ziemi. Szukając rady i pociechy, do znudzenia wpisuję w komputerową wyszukiwarkę hasło „pluskwa domowa” we wszystkich znanych mi językach. Im więcej się dowiaduję, tym większa ogarnia mnie rozpacz. Wiem np., że ten niepozorny szkodnik potrafi popychać ludzi do samobójstwa. Nie dziwi mnie to, bo na forach dominuje pogląd, że walka z pluskwami z góry skazana jest na niepowodzenie, zwłaszcza gdy mieszka się w budynku wielorodzinnym zasiedlonym przez „specyficznych” ludzi. Niektórzy mówią wprost, że tych owadzich krwiopijców zniszczyć może tylko ogień, wrzątek i… bomba atomowa, co oczywiście nie znaczy, że nie trzeba próbować z nimi walczyć. W moim lokum, gdzie tak wiele rzeczy przypada na tak niewielką powierzchnię, żadna sensowna walka nie jest możliwa. Czuję się złapany w pułapkę, bo nawet wyprowadzka, w której przez tyle lat upatrywałem ratunku, podobno nie pomoże, jeśli zabierze się coś ze starego mieszkania. Jedynym skutecznym remedium miałoby być wyjście z domu nago i bez butów, po uprzednim puszczeniu dorobku życia z dymem. Każde inne „rozwiązanie” będzie półśrodkiem. Wygląda na to, że kogo raz oblezą pluskwy, ten zabierze je z sobą do grobu. Już wiem, że robactwo będzie mnie żarło za życia i po śmierci…

PS Teraz także w pokoju światło pali się przez całą dobę, co rzekomo ma odstraszać pluskwy. Chyba nie do końca to robi, bo codziennie przybywa mi ugryzień. Nie jestem w stanie spać, gdy jest jasno. Wykańcza mnie brak snu, strach, obrzydzenie, potworny świąd rozdrapywanych ran. Najgorsze, że jestem z tym wszystkim sam, bo moja macocha ma na każdy problem jedną i tę samą odpowiedź: „Nie potrafię”. Nigdy nie byłem tak bliski obłędu.

 

Przerażająca prawda o Polkowicach:

Gdy na jednej z ostatnich sesji Rady Gminy Polkowice zapytałem Wabiczka czy ukończył budowę swojego domu, zburzył się okropnie i prawie zjadł spojrzeniem swojego pryncypała Stańczyszyna. Sorry , ale piękniś chyba nie zdaje sobie sprawy jak się żyje np. na Hubala. Bo właśnie tam bieda piszczy a pluskwy skaczą i karmią się nocami krwią biednych mieszkańców Polkowic. To ich koszmar! W takim razie jak Oni mają czuć się europejczykami czy nawet Polakami gdy nawet na nich  żerują skorumpowani politycy okradając ich na potęgę...., i doskonale bawiąc się na ich koszt.

Więcej tutaj:

http://www.wolnepolkowice.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=167:folder-reklamowy-pseudo-sukcesy-staczyszynistow&catid

 

Pomóż mi!

Help me!

Hilf mir!

zerdmann@abs.uni.torun.pl

 

05:18, narcyzpierwszy
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 184