Korespondencja z Panią Marią (archiwum)
Dzieki za wszystkie
teksty. Dzieki za wszystkie teksty o Toruniu. Przesylam je mojemu synowi
i synowej. Jej rodzice byli niedawno w Toruniu. Byli zachwyceni. Byli tez juz
kilkakrotnie w Krakowie. Wiedza o polskim plakacie, zakupili tez cos tam.
Czy chcialby Pan starac sie moze o prace w szkole jezykowej w Toruniu? moze
tylko na kilka miesiecy w roku?, na dwa w wakacje?
Moge zadzwonic i sie zapytac, rekomendujac Pana i polecajac do indywidualnego
nauczania. Nie zapomnialam o Swinoujsciu, ale moze Pan wolalby aby sprawdzic
wpierw Torun? Bardzo proszę. M.
Jezyk tej ksiazki jeszcze bardziej uproszczono na uzytek
Szwedow, wyobraza Pan sobie.
Prosilam o polskie tlumaczenie tych zdan.
Np - czy nie ma wyrazenia w niem - bylam zmuszona o tym samym znaczeniu co musste?
Pan tego nie moze wiedziec, ale w szwedzkim tez jest måste, jesli nie pokaza sie wlasciwe literki u Pana to jest
maste gdzie nad a jest kolko.
To måste nie odmienia sie w zadnym czasie, jest måste wczoraj, måste dzisiaj ,
måste teraz.
Kiedys bezokolicznik byl att måsta
a teraz jest zawsze fraza att vara tvungen,
att måsta nie zobaczy Pan w modernym tekscie.
Mam tylko pytanie: czy jezyk niemiecki ma, a mysle ze na pewno ma, wyrazenie bylam zmuszona.
Ta prostota tego tutaj szwedzkiego wymaga raczej nie musste niemieckiego, jesli
jest w nim byc zmuszonym, tak jak to jest w oryginalnym tekscie.
Nawet szwedzcy nauczyciele w swoim prostym, normalnym, wspolczesnym jezyku nie
uzywaja chetniej måste niz bylem
zmuszony- np jestem zmuszona pojsc do lekarza, bardzo sie zle czuje - tak samo
mozemy to oddac po polsku mowiac, ze musze isc do lekarza bo sie zle czuje.
Tlumaczenie Väl jakoh
sehr w kazdej sytuacji tez nie jest chyba wystarczajace/wlasciwe... väl
jest przyslowkiem, ktory jest o wieeeeeele slabszy niz sehr. Uzywa go sie wtedy
kiedy cos trzeba zalozyc, przyjac za takie choc nie wie sie tego w 100 %.
Wiem, ze na pewno mozna oddac intencje/sens w sposob bardzo wlasciwy,
idiomatycznie dla danego jezyka i ze nawet tlumaczenie moze byc lepsze od
orginalu : )).
Narazie niech Pan mi nie przysyla tego nagrania, wrocimy do tego pozniej.
Ale polski fragment do tego szwedzko-niem moze Pan wyslac, o to prosilam.
Wszystko przeczytalam.
Napisze z domu.
Musze wyjsc juz do domu i po drodze zrobic zakupy. Mam tysiac spraw na glowie
dotyczacych mojego mieszkania i tez walki z kasa ubezp za mafijne dzialanie
lekarzy - ta sszwedzka sluzba zdrowie nie widzi, nie potrafi interpretowac
swoich wlasnych rentgenowskich zdjec - ani spoldzielnia lekarska, ani moj dentysta
szwedzki, ani chirurgia szczekowa, ani wydzial dentystyczny. Umieralam kilka
ladnych lat i dlatego pracuje na pol etatu. Nie dlatego, ze tak powinnam, ale
tak wymyslil pewien prywatny lekarz, tez szwed, ze jesli mnie nawet nie mogli
zdiagnozowac to lepiej jednak pracowac mniej. Gdzie jest sens tego rozumowania.
Betablockery nie byly mi wcale potrzebne, moje serce protestowalo przeciw
infekcji i bilo b szybko. Antybiotyki, ktore jadlam zabijaly bakterie ale nie
usuwaly zrodla infekcji. Bylam o krok od sepsy. Chcialby Pan chodzic 200 razy w
ciagu roku do lekarzy, na pogotowie, do wszelkich alternatywnych lekarzy i nie
zostac zdiagnozowanym. W dodatku placic- bo sluzba zdrowia to nie
dentysci w tym kraju. zadne znizki jej nie obejmuja. Kiedy tylko o tym pomysle,
to chce mi sie tylko plakac i czuje, ze ciagle mam depresje, ktorej nie mozna
niczym leczyc. Ma depresje z powodu zlej diagnozy i choroby mojego ciala. Znany
Panu powod depresji.
ale czlowiek sam musi siebie wspierac, jakkolwiek by to nie zabrzmialo. Kocham
zycie i chcialabym zyc w zdrowiu ze 100 lat albo i wiecej. Sluzba zdrowia tutaj
jest niesamowita- organizacja smiechu warta!
OD grudnia kontrolowali moje serce w szpitalnej przychodni -skierowanie
od lekarza rodzinnego. Co 3 miesiace zrobiono mi jakies badanie - pierwszy raz
zmierzono mi cisnienie w szpitalnej, zle sie czulam, ale teraz wiem, ze to byly
betablokery, ktore jeszcze w bardzo malej ilosci uzywalam. 3 miesiace pozniej
mialam dobowe EKG, ktore nie pokazalo nic szczegolnego, tzn puls byl miedzy 80-
92 ale to byla sprawa wysilku tez, normalne calodobowe zycie dla organizmu i
celowy wysilek np chodzenie po schodach. Ja chodzilam tylko na spacerze w parku
bo juz bolala mnie noga. A wiec uznano to za normalne. Zrobiono mi tez 3
miesiace pozniej EKG z kontrastem i hormonem stresujacym, adrenalina mysle, -
wiadomosc krotka ze szpitalnej, ze moj miesien sercowy nie wykazuje znamion
niedotlenienia. Nic wiecej, nic o cisnieniu i o pulsie.
Nastepne badanie - zbiorka dobowa moczu, tez do tej przychodni kardiologicznej
przyszpitalnej - zawiadomienie - wyniki zupelnie normalne...( jakis hormon
chciano zbadac, nikt mi nie powiedzial jaki i dlaczego ).
Zapytalam lekarza rodzinnego - jak wyglada diagnoza moich dolegliwosci - a on
wrzasnal na mnie, ze wyslal mnie do przych kard w szpitalu to tam powinnam sie
zwrocic. Debilny system opieki zdrowotnej. Teraz musze napisac list do przych
szpit i tez ten sam list wysle do wiadomosci rodzinnemu aby wreszcie, krtos
poczul sie odpowiedzialny za sformulowanie jakiegos tekstu koncowego dla mnie,
abym cos wiedziala i mogla dostac to na papierze! Moj rodzinny lekarz, ten
ostatni jest egipcjaninem, jest internista i wyznal mi w sekrecie, ze tez
psychiatra, kiedy w pewnej rozmowie powiedzialam mu, ze kocham psychiatrow. Mam
wielu znajomych lekarzy w Polsce. Moja szwagierka jest dziekanem w pewnej Ak
Med.
Inna kol jest znanym psych i konsultantem krajowym i ordynatorem. Jej maz jest
psychologiem i bylym szefem NFZ w pewnym wojewodztwie a obecnie dyr wydz sluzby
zdr w duzym miescie.
Ja sie nie boje tego mojego lek. rodzinnego, sam mnie zapraszal abym zostala
jego pacjentka..wrrrrr!!! ani nie panikuje, kiedy mam go spotkac ale widze, ze
moje pytania go bardzo draznia. Stara sie byc mily i nawet przytulil mnie
ostatnio, tak normalnie, po ludzku i powiedzial, ze chce mi bardzo pomoc.
Ale nie potrafi - tego juz nie powiedzial.
Jak sie to Panu podoba? Mnie wcale! Pozdrawiam, Maria
Zyc jednak trzeba i nawet reagowac na cierpienia innych tez.:))


Pani Mario,
Pani odyseja po lekarzach naprawdę
brzmi dla mnie znajomo. Proszę mi wierzyć, że na studiach co drugi dzień
przesiadywałem w poczekalniach do różnych lekarzy, klinik, szpitali i robiłem
dziesiątki badań, dlatego rozumiem Panią i współczuję Jej z całego serca.
Denerwowało mnie to, że choć robię tyle badań (a każde to dla mnie ogromny
stres), nie ma nikogo, kto by je wszystkie ogarniał. Każdy specjalista
koncentruje się na jednym organie, a żaden nie widzi całego organizmu. Pewien
młody zapaleniec z przychodni akademickiej próbował traktować mnie po ludzku i
podchodzić do moich schorzeń holistycznie. Miał z tego powodu nieprzyjemności
ze strony szefa, dyr. przychodni. Doskonale wiem, ile zdrowia trzeba mieć, żeby
się leczyć! Dziś dziwię się sobie, skąd ja brałem na to siły. Wie Pani skąd?
Otóż wtedy uważałem, że jako dobrze zapowiadający się absolwent mam przed sobą
wspaniałe życie, z którego chciałem korzystać po studiach. Teraz mi już na nim
nie zależy. Dobrą stroną tego stanu jest to, że od kilku lat nie muszę chodzić
po żadnych lekarzach. Po recepty wysyłam ciocię albo idę bezpośrednio do
znajomej farmaceutki, która chyba tylko leku na raka nie sprzedałaby mi bez
recepty. Wieloletnie doświadczenie ze służbą zdrowia utwierdziło mnie w
przekonaniu, że jestem najlepszym diagnostą sam dla siebie. Z czymkolwiek
zwracałem się do medyków, potrafili tylko gdybać lub zwalać winę za swoje
niedouczenie na czynniki wegetatywne (ulubiony wybieg lekarzy w Polsce i pewnie
nie tylko tutaj). Ostateczną diagnozę stawiałem zawsze ja sam. Jeśli mi się to
nie udawało, medycy też mnie w tym nie wyręczali. Marcin powiedział kiedyś tak:
„Ty jesteś jak moja mama. To, co tata jej przepisze (lekarz – przyp. moja),
nigdy jej nie pomaga. Ona zawsze wszystko wie lepiej. I wiesz co? Ona naprawdę
wszystko wie lepiej!”. Nie boję się śmierci, a nawet jej pragnę, ale mam
jeszcze jedno marzenie związane ze zdrowiem (na wypadek, gdyby przyszło mi
jeszcze trochę pożyć): mówić bez wysiłku, dyskomfortu i bólu. Nie ma leku na
gardło i przełyk, którego bym nie wypróbował. Pod tym względem sobie nie
pomogę. Dwa razy byłem już zapisany do kliniki, ale z różnych przyczyn
rezygnowałem. Najważniejsza to ta, że bardziej niż śmierci boję się inwazyjnych
badań i zabiegów związanych z diagnostyką i leczeniem przełyku.
Co Pani ma z zębami? Czy chodzi może o to, że
jakaś infekcja w jamie ustnej powoduje problemy z sercem?
Czy zamiast się tam użerać z tymi
lekarzami, nie byłoby rozsądniej – przy Pani wpływach i znajomościach –
przyjechać na jakiś miesiąc do Polski i tu poddać się diagnostyce i leczeniu?
Bardzo Pana
prosze, niech Pann zadzwoni do p G dzisiaj,
albo napisze maila,
podajac mu ewentualne dnie, kiedy Pan moglby go przyjac i powiedziec tez,
ze Pan sie dostosuje do jego ew propozycji czasowej w miare mozliwosci. On musi
miec troche czasu na zaplanowanie. Nie rzuci wszystkiego i nie wpadnie lapu
capu do Pana natychmiast!
Sam powiedzial do mnie, ze moze uda mu sie znalezc troche pracy dla Pana.
Pozdrowienia, M
Dobrze?
Pani Mario,
napiszę do tego człowieka dziś wieczorem i poinformuję go,
że jutro przed południem do niego zadzwonię. Zadowolona?
Jak na ironię, właśnie zdemontowano rusztowania i
permanentny hałas ustał. Trochę szkoda. G. widziałby, jak się tu mieszka, gdyby
musiał krzyczeć, żeby być przeze mnie słyszanym.
Wie Pani, czego się obawiam? Nie wiem, czy on ma zdolność do
obiektywnej oceny sytuacji. Zakłada ona posiadanie minimum wyobraźni. Kiedy
siedzi się tu w fotelu i rozmawia, a mieszkanie jest posprzątane i chwilowo nic
nie wyje, nie wygląda to tak tragicznie. Dyrektor MOPS-u zawsze chwaliła, jak
tu schludnie i przytulnie. Gdyby pan G. pomieszkał tu choćby tydzień, to wtedy
dopiero mógłby mieć blade pojęcie o tym, co ja przeżywam.
Pani Mario, Panie Marcinie,
niech Pan bedzie tak uprzejmy i mnie tylko poinformuje, co Pan zrobil teraz
wieczorem, po moim ostatnim mailu, dobrze?
Wiem, ze to milczenie Panskie cos znaczy...
Obiecuje, ze nic Panu nie powiem.
Chce tylko wiedziec. M
Napiszę
do tego człowieka dziś wieczorem i poinformuję go, że jutro przed południem do
niego zadzwonię. Zadowolona?
Zadowolony, ze Go
mecze? Ze sam nie musi podejmowac tej
walki?
Jak
na ironię, właśnie zdemontowano rusztowania i permanentny hałas ustał. Trochę
szkoda. G. widziałby, jak się tu mieszka, gdyby musiał krzyczeć, żeby być
przeze mnie słyszanym. On wie co to za blok, sam
mi mowil, ze tam mieszka sam element!
Wie
Pani, czego się obawiam? Nie wiem, czy on ma zdolność do obiektywnej oceny
sytuacji. Niech mu Pan wszystko opowie. On w
koncu jest tez dziennikarzem. On nam nic nie moze zepsuc. To jest tylko mile,
ze prawie burmistrza z Polkowic moglam wyslac do Pana :)) Zakłada ona posiadanie minimum wyobraźni.
Kiedy siedzi się tu w fotelu i rozmawia, a mieszkanie jest posprzątane i
chwilowo nic nie wyje, nie wygląda to tak tragicznie. Dyrektor MOPS-u zawsze
chwaliła, jak tu schludnie i przytulnie. Gdyby pan G. pomieszkał tu choćby
tydzień, to wtedy dopiero mógłby mieć blade pojęcie o tym, co ja przeżywam.
Ten pan nie jest glupi,
on wie, tu chodzi przede wszystkim o standard, o metraz. Musimy wierzyc, ze jest ten pan nam przyjazny! Ja sie
znam na ludziach! Pomagal ktos Panu tak, ktos nieznajomy?
Prosze napisac juz, w tej chwili tak jak prosilam. No i sie okaze. Zawsze
mozemy odwolac wizyte, ale to jest jedyna szansa aby moc z nim porozmawiac. Bardzo
milutko to wyglada, Panska chalupka, ale to jest mysia norka. Pan nie moze tam
zyc jeszcze nastepne 30-50 lat...
Pan G wlasnie przyslal maila, ze czeka na kontakt.
Ja mu radzilam przedtem aby raczej to bylo wieczorowa pora, albo tak jak
Panowie bedziecie mogli.
To, zejest przytulnie i czysto to tylko swiadczy o Panu jak najlepiej!!!!!!
Prosze niech Pan zadzwoni, albi napisze, juz w tej chwili. Czy mam przyjechac
do Polkowic i wrzeszczec na Pana? To by nam nie sluzylo. byloby mi bardzo
smutno i bym sie wcale nie chciala do Pana odzywac :(



Już
mu odpowiadam!!!
Witam,
Mogę się z nim spotkać o każdej porze. Potrzebuję tylko 1 dzień
wyprzedzenia. Jestem bardzo chętny.
Pzdr.
Bogdan Godlewski
Panie
Marcinie, prosze zareagowac, to jest b mily dorosly chlopak.
Już
mu odpowiadam!!! Ależ jest Pani Nie w
goracej wodzie, tylko w lawie islandzkiej!!!!
w gorącej
wodzie kąpana!:)
Czytasz pamiętnik wybitnego absolwenta Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, stypendysty Martin Luther Universität. Podziwiany po obu stronach Odry za przymioty intelektu i charakteru, teraz wegetuje w norze, która zabija go na wiele sposobów, a gdzieś tam w równie nieludzkich warunkach umiera jego matka.